Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Wybór określonego systemu wyborczego powinien zależeć od wielu przesłanek, m.in. natury historycznej, kulturowej, społecznej, geograficznej czy politycznej
Wyjątkowo zmiana systemu wyborczego następuje w drodze referendum, m.in. we Włoszech (w czerwcu 1991 i kwietniu 1993 roku) oraz Nowej Zelandii (we wrześniu 1992 roku)
System wyborczy wpływa na kształt systemu partyjnego
Znacznie silniejsze oddziaływanie można zaobserwować w relacji odwrotnej. Taki a nie inny układ partyjny w parlamencie może spowodować, iż ustawodawca kierując się przyszłymi zyskami politycznymi w wyborach, wprowadzi instrumentalnie korzystne dla siebie normy prawa wyborczego. Wśród zachodnich politologów utrwaliło się przekonanie, że kształt systemu wyborczego w poważnym stopniu jest wynikiem gry interesów partii politycznych. Wprowadzenie takich a nie innych regulacji w prawie wyborczym spowodowane jest racjonalnymi kalkulacjami i oczekiwaniami liderów partyjnych, którzy liczą, że system ten będzie działał dla nich z korzyścią. Opinie takie wypływały z trzech przesłanek:
Dlatego też partie, które rządzą lub współrządzą bądź też mają realnie taką szansę nie dążą do zmiany istniejącego systemu wyborczego. Co najwyżej popierają zmiany w tym systemie, dzięki którym uzyskają jeszcze więcej dodatkowych korzyści. Natomiast partie z opozycji, zwłaszcza pozaparlamentarnej, często traktują system wyborczy jako niesprawiedliwy i są orędownikami jego radykalnych zmian.
Systemy wyborcze stanowią więc bardzo praktyczny instrument w rękach elit partyjnych, które mogą wpływać na zmiany określonych elementów systemu politycznego.
Pippa Norris stwierdza, że systemy wyborcze są rzadko zaprojektowane, są one natomiast wynikiem brudnych, zyskownych kompromisów między rywalizującymi frakcjami politycznymi walczącymi o przetrwanie, zdeterminowanymi przez uzyskanie władzy politycznej.
System wyborczy określa się nawet, jak uczynił to Giovanni Sartori, jako najbardziej specyficzny, manipulacyjny instrument kształtowania polityki
Partie polityczne w zależności od oczekiwanych korzyści są albo zwolennikami formuły proporcjonalnej, albo większościowej, albo mieszanej. W swojej argumentacji niejednokrotnie zapewniają, że ich propozycje dotyczące systemu wyborczego są "eliksirem" na kryzys demokracji itp., eksponują ich zalety, a znacznie mniej miejsca poświęcają ich wadom. Poza tym te same wyniki badań są diametralnie różnie interpretowane.
Nawet w tzw. ugruntowanych (skonsolidowanych) demokracjach doraźny lub strategiczny interes partyjny decyduje o "zamrożeniu" systemu wyborczego lub jego radykalnej zmianie. Egzemplifikację może stanowić system wyborczy do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii oraz system wyborczy do Zgromadzenia Narodowego we Francji.
Przed wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii w 1997 roku, istniejący system większości względnej z okręgami jedno mandatowymi coraz częściej był krytykowany i coraz powszechniej uznawany był za "niesprawiedliwy". Wówczas przywódca opozycyjnej Partii Pracy, Tony Blair, obiecał wprowadzenie nowego sytemu wyborczego, a po dojściu do władzy nawet rozpisanie w tej kwestii referendum ogólnonarodowego.
Wyniki wyborów w 2005 roku jeszcze bardziej utwierdziły te partie w przekonaniu, a zwłaszcza Partię Pracy, aby istniejący system wyborczy jak najdłużej pozostawić bez zmian.
Partia Pracy otrzymała 3 5,2% głosów i uzyskała 356 mandatów w Izbie Gmin (55,0%), Partia Konserwatywna odpowiednio - 32,3% głosów i 197 mandatów (30,5%). Trzecie miejsce zajęła partia Liberalnych Demokratów - 22,0% głosów i tylko 62 mandatów (9,6%).
Inna sytuacja, ale wpisująca się w działania tworzenia ram systemu wyborczego zgodnie z interesem partii politycznych, miała miejsce we Francji na początku lat 50. XX wieku, gdzie rządzący państwem chcieli ograniczyć wpływy lewicy w parlamencie, a przede wszystkim komunistów. W 1951 roku dokonali zmiany w ordynacji wyborczej dopuszczającej możliwość stowarzyszania się list w wyborach do Zgromadzenia Narodowego. Jeżeli lista taka otrzymała w danym okręgu wyborczym ponad 50% ważnie oddanych głosów, uzyskiwała ona wówczas wszystkie mandaty przypadające na ten okręg. Przykładem tutaj może być 6-mandatowy okręg wyborczy, gdzie komuniści wygrali zdecydowanie, uzyskując 32,8% głosów. Jednakże w związku z tym, że na stowarzyszoną listę socjalistów, radykałów, chadeków i niezależnych padło 51,8% głosów, czyli ponad 50% plus jeden głos, rozdział mandatów w tym okręgu nastąpił jedynie w ramach listy stowarzyszonej. Natomiast Francuska Partia Komunistyczna, będąca partią najsilniejszą, nie uzyskała tam żadnego mandatu.
Szczególnym przykładem instrumentalizacji prawa wyborczego były praktyki tego typu we Francji. W latach 80. XX wieku we Francji rozgorzała dyskusja nad zmianą systemu wyborczego z systemu większości bezwzględnej z dwoma turami głosowania na system proporcjonalny, uważany za bardziej "sprawiedliwy". Orędownikami tych zmian byli socjaliści, którzy reformę w tym zakresie umieścili w swoim programie wyborczym już w 1981 roku. W przeciwieństwie do Partii Pracy w Wielkiej Brytanii, w lipcu 1985 roku przeprowadzili oni deklarowane zmiany legislacyjne dotyczące systemu wyborczego (Loi n° 85-690 du 10 juillet 1985, Journal Officiel du 11 juillet 1985). Jednakże wyniki wyborów do Zgromadzenia Narodowego w 1986 roku przeprowadzonych według formuły proporcjonalnej sprawiły, iż Partia Socjalistyczna postanowiła przywrócić poprzedni system wyborczy, który dla niej był znacznie korzystniejszy (Loi n° 86-825 dn 11 juillet 1986 Journal Officiel du l2 juillet 1986). Następne wybory W 1988 roku odbyły się według poprzedniej, większościowej formuły wyborczej (w 1986 roku Partia Socjalistyczne otrzymała 31,85% głosów, co dało 196 mandatów, zaś w 1988 roku partia ta przy poparciu 34,76% głosów uzyskała 258 mandatów).
W odniesieniu do polskiego systemu wyborczego, propozycje zmian radykalnych czy też bardziej kosmetycznych zgłaszane były przez partie polityczne od początków III RP.
Już w 1989 roku podczas obrad Okrągłego Stołu można było zaobserwować, że zmiana systemu wyborczego ma przede wszystkim służyć jednej opcji politycznej. Nowa ordynacja wyborcza do Sejmu i nowo powołanego Senatu była tak skonstruowana, aby bez względu na preferencje wyborców, PZPR i stronnictwa sojusznicze mogły utrzymać monopol władzy. Przedmiotem przetargów między stroną koalicyjno-rządową a solidarnościowo-opozycyjną były m. in. kwestie: wielkości okręgów wyborczych, rozdzielenia w rywalizacji mandatów strony rządowo-koalicyjnej i solidarnościowo-opozycyjnej, podmiotów zgłaszających kandydatów, liczby wyborców zgłaszających kandydatów, form kart do głosowania, udziału opozycji w kampanii wyborczej w środkach masowego przekazu oraz wysokości kwoty mandatów w Sejmie przeznaczonej do rywalizacji w wolnych wyborach między kandydatami bezpartyjnymi.
PZPR nie chciał wprowadzenia w wyborach parlamentarnych formuły proporcjonalnej, gdyż wymusiłaby legalizację partii politycznych.
W 1989 roku uchwalona ordynacja wyborcza z formułą większości bezwzględnej, zwłaszcza w wyborach do Sejmu miała działać na rzecz interesu politycznego PZPR.
W rzeczywistości jej autorzy i propagatorzy przyczynili się do porażki wyborczej tej partii.
Po istotnych zmianach na polskiej scenie politycznej oraz środowisku międzynarodowym (m.in. rozpad ZSRR i bloku wschodniego) na początku 1990 roku rozpoczęły się prace nad nowym systemem wyborczym do Sejmu i Senatu.
System partyjny dopiero się kształtował i dlatego też przeważały opinie o konieczności wprowadzenia, zwłaszcza w wyborach do Sejmu, formuły proporcjonalnej. Partie polityczne, jak pokazują badania, w swoich decyzjach odnośnie rozwiązań prawnych nie kierowały się maksymalizacją mandatów.
Nacisk na wprowadzenie formuły proporcjonalnej dotyczył także wyborów do Senatu. Nowe partie polityczne przy uchwalaniu zmian po części kierowały się swoim interesem. W wyborach do Senatu zrezygnowano z formuły większości bezwzględnej na rzecz formuły większości względnej, chociaż alternatywna propozycja proporcjonalno-większościowa
Po wyborach parlamentarnych w 1991 roku pierwszy projekt zmian w systemie wyborczym do Sejmu zgłosiła Unia Wolności (najliczniej reprezentowana w Sejmie 62 mandatów), proponując mieszaną formułę wyborczą.
Dość radykalne zmiany w systemie wyborczym do Sejmu w 1993 roku wynikały głównie z faktu skrajnego sfragmentaryzowania tej izby parlamentu (28 komitetów reprezentowanych w Sejmie).
Zgodnie z logik % najsilniej zmiany w systemie wyborczym do Sejmu w kierunku zmniejszenia jego proporcjonalności popierały te partie, które były w tej izbie najliczniej reprezentowane: "nowy system wyborczy usilnie forsowały przede wszystkim KPN i UD, wspierane przez PC, KLD i UPR, przy przychylnej postawie SLD i PSL. Przeciwne temu systemowi były natomiast ZChN, Konwencja Polska i UR W istocie do uchwalenia nowej ordynacji wyborczej przyczynił się kartel najliczniejszych ugrupowań w poprzednim Sejmie: SLD, UD, PSL i KPN.
Działania takie wynikały w dużym stopniu z szeroko pojętego interesu partyjnego. Chociaż w przypadku kilku partii reprezentowanych w parlamencie (np. KPN) znacznie przeszacowano ówczesne poparcie wśród elektoratu lub też nie do końca rozumiano skutki jakie niesie ze sobą nowa ordynacja wyborcza (m.in. zastosowanie nowych klauzul zaporowych, zmiana metod ustalania wyników wyborów, nowa struktura okręgów wyborczych). Partie i ugrupowania prawicowe nie miały zbyt dużo czasu na zawieranie koalicji, a zwłaszcza na konsolidację, gdyż niedługo po uchwaleniu nowej ordynacji nastąpiło rozwiązanie Sejmu.
Partie mniejsze były zdecydowanie przeciwne nowym radykalnym zmianom systemu wyborczego, gdyż stawiały je poza parlamentem. Ryszard Bugaj z Unii Pracy stwierdził, iż był to "pewien szwindel wyborczy", a Janusz Korwin-Mikke z Unii Polityki Realnej eliminowanie mniejszych partii poprzez prawo wyborcze nazwał "łajdackim eliminowaniem.
Mimo bardzo burzliwej dyskusji na temat kształtu przyszłego systemu wyborczego przed wyborami parlamentarnymi w 1993 roku, partie polityczne w swoich programach wyborczych prawie tych kwestii nie zamieszczały. Propozycje wpisywały się w interes polityczny ich autorów. Według Unii Pracy: "Zmiany wymaga ustawa o partiach politycznych. W szczególności niezbędne jest sprecyzowanie zasad i mechanizm finansowania partii w sposób gwarantujący ich niezależność od wpływowych grup finansowych. Zasady ordynacji wyborczej do parlamentu winny być efektem kompromisu między dążeniem do precyzyjnego odtworzenia układu sił w społeczeństwie a dążeniem do stworzenia sprawnie działającego parlamentu. Kompromis taki najlepiej realizuje proporcjonalny system wyborczy uzupełniony 3% progiem stanowiącym warunek uczestnictwa w podziale mandatów.
Z kolei propozycja Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform głosiła: "[...] Przewiduje się powrót do liczby 444 posłów, z których 372 wybieranych jest w okręgach najwyżej pięcio-mandatowych, 72 otrzymuje mandaty z listy ogólnokrajowej. Do Senatu przewidziane są wybory większościowe w okręgach jedno mandatowych.
Natomiast Unia Polityki Realnej jako trzeci punkt programu wyborczego proponowała: "W Senacie: 49 senatorów; w Sejmie: 120 posłów
Trudno jednoznacznie zinterpretować propozycje Akcji Wyborczej Solidarność przed zwycięskimi dla niej wyborami w 1997 roku. Program tej koalicji, ogłoszony na konwencji programowej w maju 1997 roku, stwierdzał, że: "AWS dążyć będzie do zmiany obecnego systemu wyborczego w wyborach do Sejmu, tak by przynajmniej 2/3 posłów wybieranych było w jedno mandatowych okręgach wyborczych. Ma to zapewnić wyborcom bliższy kontakt z posłami.
Gdy jednak ugrupowanie to było u władzy, a jej notowania spadały w sondażach przedwyborczych zgłaszało zupełnie inne propozycje.
Konstytucja z 1997 roku wymusiła konieczność uchwalenia nowej ordynacji.
2 lipca 1999 grupa posłów SLD złożyła pierwszy projekt ustawy "o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do Senatu RP" i projekt "o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu RP" (Druk sejmowy nr 1230 i 1229). W późniejszym terminie zaczęły wpływać kolejne projekty autorstwa grup posłów PSL, AWS, SKL i UW.
Rozwiązania prawne zawarte w projektach AWS i SLD były korzystne dla ugrupowań dużych (m.in. małe okręgi wyborcze, metoda d"Hondta), zwłaszcza SLD był za takimi rozwiązaniami (utworzenie 52 okręgów w porównaniu do 50 proponowanych przez AWS). Z kolei projekty PSL i UW były korzystniejsze dla partii średnich i mniejszych, np. UW - 37 okręgów wyborczych, metoda Saint-Lague (wersja standardowa), PSL - 36 okręgów wyborczych, metoda Saint-Lague (zmodyfikowana).
Wyniki sondaży przed wyborami w 2001 roku pokazywały czterdziestokilku procentowe poparcie dla SLD, natomiast notowania rządzącej AWS, najpierw w koalicji z 13%, a następnie samodzielnie, nie przekraczały 10%. Dlatego też AWS, mając to na uwadze i nie chcąc dopuścić do sytuacji, w której SLD w oparciu o istniejący system wyborczy i posiadane wówczas poparcie wyborcze mógł uzyskać w nowym Sejmie bezwzględną większość mandatów, podjął starania o taki kształt przyszłej ordynacji wyborczej, który by zminimalizował zyski wyborcze SLD. /.../
Przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku największe partie polityczne w Polsce zgłosiły konkretne propozycje dotyczące zmian ustrojowych, w tym systemu wyborczego do Sejmu i Senatu. Ich propozycje przedstawiały się następująco:
Na uwagę zasługuje fakt, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jako jedyna partia parlamentarna nie zgłosiła własnych propozycji dotyczących zmian w konstytucji, w tym dotyczących ordynacji wyborczej. Najdalej idące zmiany w wyborach do Sejmu przedstawiła PO. Popieranie systemu większości względnej z jedno mandatowymi okręgami wyborczymi wynikało chyba z nie uświadamiania sobie skutków wyników wyborów według takiej formuły. Prawdopodobnie panowało też przeświadczenie o posiadaniu w swoich szeregach znanych i popularnych postaci życia politycznego.
Z kolei po wyborach parlamentarnych w 2005 roku propozycje nowego sytemu wyborczego do Sejmu zostały medialnie nagłośnione w kontekście dyskusji nad samo rozwiązaniem tej izby w marcu następnego roku. PO ponownie proponowała system większości względnej z jedno mandatowymi okręgami wyborczymi, zaś PiS system mieszany zbliżony do niemieckiego. Każda z partii deklaratywnie zdecydowana była na wcześniejsze wybory parlamentarne, ale według własnego projektu ordynacji wyborczej. Jak się okazało, były to zabiegi socjotechniczne wpisane do ówczesnej rywalizacji politycznej. /.../
W podsumowaniu należy stwierdzić, że od 1989 roku zbyt często wprowadzano zmiany w ordynacjach wyborczych do polskiego parlamentu. Najbardziej dobitnym przykładem manipulacji w systemie wyborczym do Sejmu są zmiany dotyczące metod przeliczania głosów na mandaty - raz premiując małe, raz średnie, a raz duże ugrupowania.
Z kolei w kwietniu 2005 roku, przed planowanymi na maj wyborami parlamentarnymi, SLD - w obliczu gwałtownie spadającego poparcia wśród wyborców - zamierzał wprowadzić korzystne dla siebie zmiany w systemie wyborczym do Sejmu, ale dzięki postawie ówczesnego marszałka tej izby, Włodzimierza Cimoszewicza nie stały się one przedmiotem obrad.
Polskie prawo wyborcze do parlamentu trudno więc uznać za stabilne, co jest jednym z wymogów pełnej realizacji formuły demokratycznych wyborów, zwłaszcza że zmiany te prawie zawsze dokonywano przed kolejnymi wyborami. Prawie przed każdymi wyborami parlamentarnymi wprowadzano kolejną nowelizację ordynacji. Najnowszym przykładem jest pospieszne skierowanie projektu PiS dotyczącego zmian w ordynacji samorządowej do prac w komisji sejmowej 22 lipca 2006 roku, a więc niecałe trzy miesiące przed wyborami.
Ważnym komunikatem dla partii politycznych powinien być aksjomat, iż zmiany w prawie wyborczym nie mogą być przeprowadzane często, a przede wszystkim nie powinny mieć charakteru rewolucyjnego wstrząsu.
Zasady wyborcze powinny być nie tylko klarowne, ale i przewidywalne. Należy przywołać tutaj nadal aktualną opinię Zdzisława Jarosza z 1993 roku, która negowała celowość częstych zmian w ordynacji wyborczej, nie tylko ze względu na negatywne oddziaływanie na system polityczny, ale wynikające z faktu, iż sensowność i skuteczność wprowadzanych reguł do prawa wyborczego objawia się z reguły w dłuższym okresie czasu
Partie polityczne przy decydowaniu się na zmianę sytemu wyborczego powinny uwzględniać wyzwania, jakie czekają demokrację na początku XXI wieku.