Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Któż nie odczuwał często obrzydzenia do polityki w demokracji, obrzydzenia, któremu dał wyraz Salazar mówiąc, że nienawidzi polityki z całego serca; tych wszystkich krzykliwych i sprzecznych obietnic, niemożliwych do spełnienia żądań, mieszaniny nieprzemyślanych idei i nierealnych planów, oportunizmu pozbawionego wszelkiego szacunku dla prawdy i sprawiedliwości, godnej pogardy pogoni za niezasłużoną sławą, puszczenia na żywioł niekontrolowanych namiętności, grania na najniższych ludzkich instynktach, przeinaczania faktów, całego tego gorączkowego i jałowego zamieszania?
Johan H. Huizinga dla „The Times” 16 listopada 1961 r.
Zbyt często uważa się politykę za ubogiego krewnego, za działalnośćz natury od czegoś zależną i wobec czegoś pomocniczą; rzadko kiedy wychwala się ją jako coś, co żyje własnym życiem i ma własny charakter. Polityka nie jest religią, etyką czy prawem; nie jest też nauką, historią czy ekonomią; nie rozwiązuje wszystkiego, i nie jest też wszechobecna; nie jest także żadną spośród doktryn politycznych, takich jak konserwatyzm, liberalizm, socjalizm, komunizm czy nacjonalizm, choć może zawierać w sobie elementy większości z nich. Polityka jest polityką, jest wartością samą w sobie, nie dlatego, że jest „bliska” czemuś innemu, czemuś bardziej szacownemu lub konkretnemu czy też z tego względu, że „w istocie” jest właśnie tym czymś innym. Polityka to polityka. Ktoś, kto chce, by go zostawić w spokoju i polityką nie zamęczać, staje się mimowolnie sprzymierzeńcem tych, którzy w dobrej wierze nikogo i niczego nie chcieliby tylpozostawiać w spokoju, a polityka stoi im w tym na zawadzie. Niektórym może się to wydawać zupełnie oczywiste, nie zaszkodzi im jednak przypomnieć, jak bardzo są nieliczni. Na całym świecie są ludzie dążący do władzy, jak również faktycznie władzę sprawujący (jakkolwiek by się nazywali), których łączy to właśnie, że odrzucają politykę. W roku 1958 wielu Francuzów, żarliwych obrońców republiki, twierdziło, że generał de’ Gaulle ratuje naród francuski przed politykami; w roku 1961, kiedy w Algierii wybuchła rebelia wojskowa, ten sam generał był oskarżany o poszukiwanie „czysto politycznego rozwiązania” problemu, a zbuntowani generałowie posunęli się nawet do zaprzeczania, jakoby mieli jakiekolwiek „ambicje polityczne”. Fidel Castro powiedział reporterowi w roku 1961: „Nie jesteśmy politykami. Zrobiliśmy naszą rewolucję, by skończyć z politykami. Jesteśmy działaczami społecznymi. To jest rewolucja socjalna”.