2012 Lutego 4
Realia Strona glowna
Sierpień NR 4 (25) 2011
Cien
Od redakcji

Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś

Archiwum Eliza Czapska Sierpień NR 4 (25) 2011

Wojciech Siemion zaprasza

O stylu petrykowskim, dobrym sąsiedztwie, o tym jak teatr staje się polityczny, kulturze ludowej i jak za pomocą słowa mówionego budować porządek świata

- z Wojciechem Siemionem rozmawia Eliza Czapska

Wojciech Siemion po raz pierwszy wystąpił na scenie w 1949 r. Krytyka i reżyserzy szybko dostrzegli zdolności młodego aktora. Siemion wpisuje się w krajobraz kultury polskiej nie tylko jako aktor, wybitny interpretator cudzych słów, ale do krajobrazu tego dodaje własną nutę: tradycji, obywatelstwa, połączenia kultury ludowej z wysoką. Do dworku w Petrykozach znają drogę najciekawsze osoby polskiej kultury. I sąsiedzi. W starym parku przy dworze namiastka wsi, jaką oglądał Chełmoński - jest karczma, w której bywał, chaty jak z obrazów Gierymskiego z XIX wieku, kuźnia i stare wiatraki przywiezione z sąsiednich wsi. Ogromna rzeźba "Wesele wiejskie" - odświętna scena zatrzymana w drewnie, pan i panna młodzi, sołtys, grajkowie i pijak. Kamienny krąg z okazji urodzin Różewicza i kolumny na cześć filozofa Kołakowskiego. Przy stawie czapla, okazjonalnie. W dworze zatrzymany czas, galeria obrazów malarzy polskich, fortepian, na którym grał Zimerman i dużo świec na wypadek braku światła. Meble, które pamiętają potop szwedzki, Napoleona i galeria rzeźby ludowej. Dziesiątki Chrystusów frasobliwych, madonny w różnych sukienkach i ludowa rzeźba Broniewskiego.

Ostatni dzień listopada. Wojciech Siemion wrócił z Katowic, gdzie wykłada na Uniwersytecie Trzeciego wieku, za chwilę jedzie do pobliskiej szkoły w Dębowoli, która za patrona obrała sobie księdza Pawła Heintscha. W 1947 roku Siemion razem z Heintschem razem zaczęli studiować prawo w Lublinie. Przyjaźń przetrwała pół wieku. Dziś Siemion wygłasza przed młodzieżą gimnazjalną wiersz na cześć przyjaciela-patrona. Wraca do dworu w Petrykozach, wita się z Krzysztofem Matyjaszewskim - chemikiem, jednym z czterech najczęściej cytowanych naukowców na świecie i najpoważniejszym kandydatem do nagrody Nobla wśród polskich naukowców. Rozmawiają o poezji. Następnego dnia Siemion porozmawia z Kazimierą Iłłakowiczówną, już tylko za pośrednictwem tego, co zostawiła. A później opowie o jej poezji studentom Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Warszawie. Za kilka dni, jak co roku, uczci pamięć Gałczyńskiego, będą muzyka i słowa. I studenci wydziału aktorskiego, których uczy, jak sprawić, by lokomotywa z wiersza stała rzeczywiście na stacji. W następny dzień w galerii na werandzie dworu w Petrykozach odbędzie się wernisaż uczennicy Nowosielskiego. Gośćmi specjalnymi będą uczniowie z pobliskich gimnazjów zrzeszeni w Unii, założonej przez Siemiona.

- Skąd u Pana zamiłowanie do sztuki ludowej?

- Do ludowości prowadziła mnie między innymi stopniowo poezja. Budowaliśmy po wojnie nowy świat. Każdy z nas miał maleńki, zamknięty świat, moim była literatura. Poetą otwarcia był dla mnie Gałczyński, który nie miał nic wspólnego z ludowością, ale z zabawą tak. W latach 50-tych ukazała się antologia poezji ludowej autorstwa Przybosia-Jabłoneczka.

W tym samym czasie prof. Sobieska, z którą miałem kontakty prywatne, zajmowała się dokumentacją sztuki ludowej. Zainteresowało mnie to i stopniowo zacząłem przekonywać się do sztuki ludowej. Nie potrafię wskazać momentu przełomu, ale z pewnością momentem ważnym na mojej drodze do ludowości był rok 1956. Pracowałem wtedy z Andrzejem Munkiem nad filmem Błękitny Krzyż. Wyjechaliśmy na zdjęcia do Zakopanego, które po raz pierwszy odkryło dla mnie swoje uroki. Na Kasprowym Wierchu zatrzymała nas na trzy doby wichura. Wraz z nami w obserwatorium przebywali górale. Umilali nam czas śpiewaniem i muzykowaniem. Nikt nie spał przez te wszystkie dni. Wtedy poczułem - jestem skąpany w góralskiej, ludowej sztuce.

- A pańskie dzieciństwo na wsi?

- Jestem tutaj w dzieciństwie na wsi. Patrzę na staw za oknem, na stare drzewa, podobny krajobraz towarzyszył mi w dzieciństwie.

Gdyby nie dzieciństwo nie umiałbym opowiadać. Wieś to opowieści, ustne bajanie. Gdy ruszyłem ze wsi do miasta musiałem przekreślić wszystko, co wiejskie. Doktryna mówiła wówczas o sztuce proletariatu. Wieś była uznana za zacofaną w sposobie organizacji życia, religijności. Wracałem więc do wsi okrężną drogą, przez poetów. Wróciłem do niej na dobre.

- Dziś wystawia Pan poetom i filozofom pomniki u siebie w parku...

- Jeszcze w czasach gierkowskich zaprosił mnie do siebie ludowy rzeźbiarz Ignacy Kamiński, bym wziął udział w uroczystości odsłonięcia pomnika, który zbudował u siebie na podwórku. Wybudował pomnik na cześć twórcy czasopisma Promyk. Stwierdził - nauczyłem się dzięki niemu języka polskiego, wiec go uczczę. Nie wiedział, kto był redaktorem Promyka, postawił mu pomnik jak Anonimowi, a jego opowieść zawarta w tym pomniku pozwoliła tę anonimowość rozwikłać. Wszystkie pogańskie bożki były wystawiane w obrębie ludzkiego siedliska. Później budowano kapliczki wiejskie, które rozpoczynały i kończyły wieś. Moje pomniki biorą się z tego wiejskiego wzorca.

- Dawna polska wieś to dobre sąsiedzkie stosunki, podstawa życia wiejskiego. Jak wyglądają one dziś w Petrykozach?

- Organizuję życie na wsi na trochę innej zasadzie. Dbam o sąsiedztwo bieżące i to w przyszłości. Dbam o nie w sensie wychowawczym. Wraz z pedagogami z dziewięciu szkół sąsiedzkich uzupełniamy działania pedagogiczne, ale to nie jest instytucja. Uczniowie z siedmiu gimnazjów i dwóch szkół podstawowych spotykają się w Petrykozach raz na miesiąc. Sami wybierają tematy spotkań a ja staram się im w tym pomóc. Przed spotkaniem z Karolem Modzelewskim uczniowie spotkali się z lekarzem medycyny z Łowicza, który zaprezentował poemat katyński, wcześniej mieli okazję zapytać Krzysztofa Teodora Teoplitza posługując się tytułem jego książki "dokąd prowadzą nas media". W Petrykozach poznali Ernesta Brylla, Tadzio Nowaka, Marka Borowskiego, Jolantę Kwaśniewską.

Dbam o przyszłych sąsiadów, bo połowa z tej młodzieży zostanie na wsi. To, czego nauczą się dziś będzie decydować o tym, jak będą tu żyć w przyszłości.

- Pański dwór to lokalne centrum świata, jak typowy polski dwór na wsi. Centrum życia kulturalnego i obywatelskiego...

- Dawniej odwiedzało się sąsiadów, jeżdżono do siebie z dworu do dworu, oczywiście z odpowiednim uprzedzeniem. Jak pisał Jerzy Waldorf w dworze polskim zawsze był zapas, należało dbać o gości. My tutaj starym zwyczajem odwiedzamy się nawzajem, mieszkańcy z sąsiednich wsi - z Popieli, Falent, Radonic, Skuł. Moją wielka bolączką, której nie umiem rozwiązać są tzw. sąsiedzi pozorni. Tutaj jest wiele osób, które pobudowały tzw. wiejskie domy z ogromnymi płotami, za którymi się kryją. W sensie obywatelskim to dziura. Tka postawa przeczy tradycji polskiej wsi. Zwyczaje wiejskie mówią, że dom powinien być otwarty, na stole powinny spoczywać bochenek chleba, dzbanek mleka. W Panu Tadeuszu brama była zawsze gościnnie otwarta. Dom na wsi ogrodzony groźnym potem, dom - dziura, jak jago nazywam przeczy wartości socjologicznej polskiej wsi. Jak się dobić, dostukać do takiego domu - to jest dla mnie ważna sprawa.

- Kultura wiejska to też zabawa. Czy dba pan o tę stronę życia wiejskiego?

- W tym roku wraz z OSP w Skułach zorganizowałem tzw. złazy niepodległościowe. Z okazji 11 listopada spotkało się w Petrykozach sześć drużyn, każda z nich musiała odśpiewać piosenkę legionową albo wygłosić wiersz legionowy. W ten sposób pielęgnujemy tradycję i jak na wieś przystało jest ona wciąż żywa. Próbuję wznowić tradycję chodzenia z herodami w czasie świąt Bożego Narodzenia. Udało się już cztery razy, mam nadzieję, że w tym roku tez się uda. Do dworu w Petrykozach pukają o 22.30 herody, o 23.30 udajemy się wszyscy na pasterkę do pobliskiego kościółka. Petrykozy mają swoją tradycję śpiewania kolęd. Co roku o 22 gromadzą się w dworze goście i wspólnie śpiewamy kolędy, całą noc, aż do rana.

- W Petrykozach ma się więc dobrze kultura oralna w formie śpiewanej ...

- Kultura oralna jest niezwykle interesująca, bez niej nie byłoby polskiej wsi. Znamy tradycje polskiej wsi z zaśpiewu, z opowieści. Zapis tradycji polskiej wsi istnieje dopiero od 150, 200 lat. Wszystko, czym żyła wieś przedtem zachowało się w opowieściach przekazywanych ustnie.

- Jako aktor i osoba jednocześnie zaangażowana w ludowość, jaki znajduje pan związek między sztuką aktorską a ludową kulturą ustnego przekazu?

- Ten, który opowiadał, śpiewak wiedział, że przekazuje cudze. Był tym bogatszy. Dziś często ci, którzy dokonują inscenizacji np. Wyspiańskiego nie wierzą mu. W "Wyzwoleniu" np. modlitwa Konrada pisana jest prostą strofą, ludową, zgłoskowcem, funkcjonuje tym samym w pobliżu pieśni ludowych. Wyspiański pisząc "Wyzwolenie" nie tworzył traktatu filozoficznego, ale pisał prostą, ludową piosenkę, którą mogłoby zrozumieć 80% społeczeństwa polskiego, jaki stanowili chłopi. Pisząc w ten sposób upominał się w sensie ideowym o niepodległość Polski i o warstwę chłopską. Niezwykle istotny jest sposób rozwiązania komunikatu dźwiękowego, należy podkreślić stroficzność. Dziś ci, którzy mają być wzorem zapominają o właściwościach tego komunikatu. Kobiety w wiejskim kościele mówiące "Ojcze nasz" lepiej posługują się komunikatem dźwiękowym od osób wypowiadających się np. w mediach, bo wiedzą, gdzie należy położyć nacisk w zdaniu. Jak zwracają się do Ojca, kładąc nacisk na słowo "ojcze", to słychać w ich słowach hierarchię, porządek świata. Dziś w trzech formach społecznych używa się komunikatów dźwiękowych - w kościele, wojsku i w polityce.

Każdy, kto chce pracować w słowie mówionym, w obszarze komunikatu językowego powinien przejść przez kurs języka polskiego. Ten, który nadaje komunikat, nie zna jego podstawowych zasad i nie liczy się często z możliwościami odbiorczymi.

- Teatr powstawał wraz z rozwijającą się demokracją w Grecji. Przedstawienie Dejmka "Dziady" z 1968 r., o ludowych obrzędach stało się cezusem w polskiej historii. Czy teatr w Polsce odgrywał szczególną rolę polityczną?

- Mnie się wydaje, że twórcy teatru tworzą z dala od polityki, z pewnością pamiętając o duchu społecznym, dopiero później w zależności od interpretacji dane przedstawienie może być rozumiane jako manifestacja polityczna. Gdy przygotowywałem się do roli Jezusa Chrystusa w przedstawieniu Dejmka pt. O chwalebnym zmartwychwstaniu pańskim, interesowałem się przede wszystkim postaciami Chrystusa w sztuce ludowej. Interesowałem się od strony warsztatu, co znaczy taka a nie inna pozycja Chrystusa przedstawiona w danej rzeźbie ludowej. Chcieliśmy w tym przedstawieniu pokazać wyjątkowość, piękno ludowości a potem się okazało, że spektakl ogłoszono manifestacją wobec oficjalności sztuki proletariackiej. Gdyz kolei w Moskwie pokazywaliśmy przedstawienie, publiczność żywiołowo reagowała, gdy wchodziłem na scenę z czerwoną chorągwią. Potem dowiedziałem się, że interpretowano to w ten sposób, że Chrystus wchodzi z czerwoną chorągwią jak bolszewicki rewolucjonista.

Dzieło sztuki jest bezbronne, jak mawiał profesor Stópka. To, co się z nim później dzieje zależy od kontekstu i interpretacji.

- Chrystus frasobliwy został uznany przez Wiesława Myśliwskiego za największe dokonanie sztuki ludowej, w Pana galerii znajdują się rzeźby Chrystusa z wielu regionów Polski...

- Każda z nich jest dla mnie pamiętnikiem spotkania z ich autorami. Spotkania te były niezwykle interesujące i pouczające dal obu stron. Jeden z autorów np. przedstawił Chrystusa opierającego się o kulę ziemską. W tradycji ludowej zazwyczaj jest to czaszka.

Każdy z autorów wnosi więc do rzeźby ludowej oprócz tradycji własną interpretację, dlatego każda z nich to osobny, osobisty zapis. W regionach Polski toczą się np. spory, która z rzeźb matki boskiej jest dla danego regionu ważniejsza. Inną ma północne Mazowsze, inaczej jest przedstawiana Matka Boska w Świętokrzyskim. Wszystko to tworzy bogactwo, różnorodność kultury ludowej.

- Czy polska sztuka ludowa ma szansę zyskać sławę hiszpańskiego flamenco?

- Kiedy byłem w Chicago w Muzeum Sztuki polskie rzeźby ludowe były tam eksponowane na znaczącym miejscu. Można je było nabyć za duże pieniądze. Widać więc, że w świecie polska sztuka ludowa jest doceniana. Zespół Mazowsze, na którego pierwszym koncercie byłem jest doceniany. Kiedyś poznałem państwa Sobieskich, którzy bardzo ineresowali się ludową muzyką i z tej pasji powstał Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą. Można więc skutecznie propagować polską kulturę ludową. By jednak zyskała szerszy oddźwięk, należy bardziej ją pokazywać, więcej o niej mówić. Doświadczenie pedagogiczne mówi, że nie wystarczy coś raz pokazać. Należy pokazać dziesięć razy, by w ogóle zjawisko zostało zauważone. Kiedyś telewizja publiczna była wielkim przedsiębiorstwem pedagogicznym, gdzie propagowano kulturę. Teraz niestety już nie jest. Miejmy nadzieję, że wróci w jakieś części do tej roli i pokaże to, co cenne i niepowtarzalne. A taka jest polska sztuka ludowa.

Wojciech Siemion - ur 30 lipca 1928 r. w Krzczonowie k.Lublina. Aktor. Jako uczeń statystował w Teatrze im. W. Bogusławskiego w Kaliszu. Studiował na wydziale prawa UMCS w Lublinie (1947-50), uczęszczając jednocześnie do Studia Dramatycznego Karola Borowskiego. Aktor teatrów: Polskiego w Szczecinie (1950-51), Ateneum (1951-1955), Młodej Warszawy (1955-57), Komedia (1957-62 i 1966-68, także dyrektor i kierownik artystyczny), Narodowego (1962-63, 1964-65, 1972-83), Powszechnego (1963-64) i Ludowego (1970-72) w Warszawie, a także Polskiego we Wrocławiu (1968-69). Od 1972 r. występował w teatrze "Stara Prochownia", którego jest założycielem i dyrektorem. W latach 60. związany z STS. Występował w kabarecie "Pod Egidą". Twórca Wiejskiej Galerii Sztuki we wsi Petrykozy (1979). Zajmuje się reżyserią teatralną. Wybitny interpretator monodramów. Wykładowca w warszawskiej PWST. W 1983 roku został członkiem Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Występował miedzy innymi w filmach: Zezowate szczęście, Czterej pancerni i pies, Nie ma róży bez ognia, Przygoda na Mariensztacie, Salto.

ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa, tel. 0-663 371 415, 0-693 101 300