Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Udział Prus w walce z Insurekcją Kościuszkowską – pierwszym narodowym powstaniem, a następnie w likwidacji Rzeczypospolitej Obojga Narodów, po kolejnych rozbiorach, powodował, że pamięć o Victorii Grunwaldzkiej kolejne pokolenia Polaków traktowały jako „pokrzepienie serc” do walki z depolonizacją ziem zaboru pruskiego i innych terenów etnicznie polskich, na czele ze Śląskiem.
Pisarzem, który wywarł szczególny wpływ na Jana Matejkę i Henryka Sienkiewicza – głównych twórców artystycznej legendy Grunwaldu, był Karol Szajnocha (1818–1868), syn Czecha, który za uczestnictwo w patriotycznych kołach samokształceniowych był aresztowany w 1836 r. i przez półtora roku więziony. Wiedzę historyczną zdobywał drogą samokształcenia. Jego znaczącym dziełem było „Jadwiga i Jagiełło 1374–1413” (wydanie drugie uzupełnione t. 1–4 Kraków 1861).
W opisie Bitwy Grunwaldzkiej Szajnocha powtarzał błędy Długosza, ale był to opis literacko bardzo barwny. Tak widział on ostatnią fazę bitwy: „Tymczasem słońce zniżyło się na niebie. Cała »wielka wojna« grunwaldzka nie trwała dłużej nad trzy do czterech godzin. Przed nieco chmurnym zachodem słońca wyjechał król Jagiełło na jeden z najwyższych wzgórków pobojowiska. Spotkał go tam sprawca tryumfu, Witold. Przez wszystek czas walki uganiał się on między szeregami polskimi, wskazując każdemu kolej i drogę uderzenia, kierując wszystkimi drogami bitwy. Toż i król Władysław Jagiełło nie był dzisiaj bezczynny. Witold zjeździł kilka koni, a Władysław zachrypł od wydawania rozkazów. Teraz powitawszy się wzajem, przypatrywali się obaj długo całemu polu zwycięstwa, polu krwawo rozstrzygnionego »sądu Bożego«”.
Zastanawiając się nad konsekwencjami Victorii Grunwaldzkiej Szajnocha pisał: „Dzięki zwycięstwu grunwaldzkiemu upadło na kilka wieków niebezpieczeństwo wielkiego państwa teutońskiego nad Bałtykiem. Cała Słowiańszczyzna nadbałtycka odetchnęła swobodniej. Dzień »wielkiej bitwy« został podniesiony do rzędu świąt narodowych. Zdobyte pod Grunwaldem chorągwie powiewały przez dwieście lat w stołecznej katedrze polskiej. Niejedną świątynię wiejską ozdobiły trofeje »wielkiej potrzeby« a starożytny kościół Piotra Dunina w Kijach szczycił się ornatem z biało arrasowej delli rycerskiej, w której poległ wielki mistrz Ulrych. Na ścianach zamku krakowskiego świecił przechodniom wiersz łaciński na cześć tryumfu grunwaldzkiego. Jaki taki miłośnik chwały ojczystej czcił go wierszem własnego pióra, w języku obcym i polskim. Przez długie lata brzmiały w nim pieśni w narodzie…Ale najwspanialszym pomnikiem chwały grunwaldzkiej, mniemamy, była wielka uroczystość nowo utwierdzonej unii obydwóch ludów zwycięskich, która już w trzy lata po wielkiej bitwie odbyła się w nadbużańskim Horodle.”