2012 Lutego 4
Realia Strona glowna
Sierpień NR 4 (25) 2011
Cien
Od redakcji

Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś

Archiwum Eliza Czapska Sierpień NR 4 (25) 2011

Opowiedzieć znaczy zrozumieć

Dlaczego Polacy szukają wciąż siebie? Jak zachowują się irlandcy politycy i jaki jest przepis na zaistnienie w światowej opowieści?

- z Ernestem Bryllem rozmawia Eliza Czapska

Stanisław Lem przyznał kiedyś, iż odradzał młodym adeptom literatury zajmowanie się nią na rzecz biznesu i informatyki na przykład. Później stwierdził z żalem, że zabrakło osób, które wypowiadałyby się na najważniejsze tematy. A Pan co radziłby im dziś?

Dziś duża grupa ludzi żyje z tego, co można nazwać literaturą użytkową. Piszą dialogi do sitcomów, scenariuszy do telenowel, teksty do reklam, powieści przeznaczone do konkretnego użytku. Wreszcie mamy sytuację, gdzie literatura stała się w pewnym sensie towarem, jak za czasów stanisławowskich. W Polsce w naszej tradycji literatura długo nim nie była. Dziś komercja potrzebuje literatury. W tym wypadku doradzałbym, jeśli ktoś umie pisać. Ale należy pamiętać, że to jest zawód i dialogi do sitcomów, telenowel trzeba pisać z ogromnym zaangażowaniem osobistym. Nie można tego robić byle jak z założeniem, że po godzinach będzie się pisać poezję. To się praktycznie nie udaje.

Czy literatura może, jak mówiło się kiedyś, pełnić misję?

Dobry sitcom, reklama mogą wypełniać również swoje misje społeczne. Są też piszący, o których się mówi, że uprawiają literaturę z misją. Zarabiają często czym innym, żeby móc pisać to, co chcą. I dla tych literatura jest jak choroba. I to jest tak zwana literatura wyższa. Jest to literatura, która sięga do tego, co jest istotą poezji, tzn samotności człowieka, jego walki o swoje ja, relacji z bogiem, relacji z życiem, ze światem, czyli pytań, które są z punktu widzenia świata komercyjnego nie za bardzo ważne. Unikam jednak słowa literatura wyższa. Są ludzie, którzy nie należą do elit, ale głęboko się przejmują taką literaturą. Sami również piszą, może nieudolnie czasami, ale chcą znaleźć siebie przez czytanie i poprzez pisanie. To niebywałe, jak dużo ludzi pisze wiersze. Literatura głębsza stawia pytania - po co żyjemy? To nie jest pytanie typu - co nowego kupić?

To pytanie o sens życia zadaje sobie w Polsce duża liczba osób, wbrew temu, co mówią grupy wpływu, które twierdzą, że ludzie się tym nie zajmują. To jest zresztą powód obecnego schamienia życia politycznego, które odeszło od języka mającego jednak coś wyrażać do języka inwektyw. Tego potrzebują dziennikarze, którzy wolą, żeby ludzie się kłócili, a nie dochodzili do jakiś wniosków, bo to już jest mało dl nich ciekawe. To jest jakieś szaleństwo - obecność kłócących się polityków w mediach, które każdy zresztą widzi dookoła.

Czy w Irlandii politycy też są całodobowymi bohaterami?

Polityk irlandzki jest z zasady związany bardziej ze swoimi wyborcami. Tam nie można zostać politykiem nie mając poparcia na swoim terenie wyborczym i nie odwiedzając tego terenu przynajmniej raz w tygodniu. Nie ma tam takiej sytuacji jak w Polsce, że politycy są zamknięci w Sejmie i z Sejmu przechodzą do telewizji, i po drodze nie widzą co się dzieje. Jak powiedział mi dzisiejszy premier Irlandii, polityka nie polega na tym, że coś mądrego wymyślisz i ładnie o tym mówisz. Polityka zaczyna się dopiero od tego momentu, gdy twoi wyborcy zaczynają się domagać od ciebie tego, co dla nich wymyśliłeś. To ma znaczenie również w kulturze w momencie, kiedy polityk ma się spotkać z wyborcami. Oni nie spotykają się na zebraniach wyborczych, ponieważ zebranie jest swojego rodzaju rytuałem i rutyną, a oni zdobywają nie przekonanych. Premier po silnej przegranej swojej partii zrobił spotkanie w pubie po to, żeby odbierany był jako swój. A to jest wielki ekonomista, finansista, znawca Europy z wysokich półek, który jednocześnie dba o to, żeby elektorat myślał i sam chce uczyć się od elektoratu. Gdy np. coś załatwi w Europie, to przyjeżdża i mówi - chłopaki, dziewczyny udało się. - Czasem nie udaje się, a oni mówią mi: Bert, trudno, nie przejmuj się. Oni mi dają wsparcie - opowiadał. Wynika to stąd, że on traktuje Irlandię jak dom, do którego wraca. I tu mamy zagadnienie kultury. Zawsze bowiem obecna jest tam w polityce kultura, bo ona powoduje to, że zbierają się wokół niej ludzie różnych przekonań i kultura jest miejscem dyskusji a nie sytuacji, kiedy politycy przychodzą z góry, żeby na oczach ludzi się pokłócić i odegrać show. Nie zdarzyło się jeszcze w Polsce, żeby jakiś polityk powiedział - wiecie co, przekonał mnie pan. A w Irlandii, dzięki obecności kultury, poezji, pieśni, które są bardzo ważne, dokonuje się jakieś porozumienie.

Co znaczy, że dzięki pieśni dochodzi do porozumienia?

To, co nie jest dobrze opowiedziane, nie zostanie nigdy zobaczone. Problemem Polski jest to, że nie umie siebie opowiedzieć na świecie. Kto opowiadał Polskę, kiedy straciła niepodległość? Mickiewicz. Na czym opierała się wiedza o Polsce, kiedy powstała szansa dla Polski po I wojnie światowej? Na tym między innymi, że Paderewski pięknie grał i z nim chciano rozmawiać jako z artystą, i z premierem. Wcześniej wiedziano o Polsce dzięki Mickiewiczowi, Słowackiemu, przez metafory, idiomy. Znawca polityki francuskiej opowiadał tak - znowu w parlamencie francuskim w latach 30 tych XIX wieku występowali posłowie i każdy z nich mówił o zniewolonej Polsce, a potem przechodził do spraw swojego departamentu. Można się z tego wyśmiewać, ale inne narody nie mając takich pijarowców miały o wiele większe trudności.

Opowieść zawiera w sobie energię wspólnoty - nastawienie na słuchającego i opowiadającego. Czy w tej umiejętności szacunku i słuchania możemy szukać sukcesu postawy obywatelskiej w Irlandii i jej braku w Polsce?

My rozumiemy postawę obywatelską jako działanie w zagrożeniu, natomiast nie umiemy opowiedzieć o zwyczajnych sprawach, o krajobrazie wokół siebie. My Polskę widzimy nie wiadomo przez co, a nie widzimy przez sprawy domowe. W tej sprawie winię elity, nie tylko polityczne, ale szeroko - intelektualne. W Polsce był trend na dzielenie kultury na kulturę dla głupszych i kulturę elity. Gdy słucham, gdy ktoś oburza się na ideę z wiersza Konopnickiej - nie będzie Niemiec pluł nam twarz, to myślę, że mam do czynienia z wykształconym idiotą, który nie pamięta, że Konopnicka pisała to w momencie, kiedy dzieci we Wrześni ginęły za to, że chciały odmawiać modlitwę po polsku, ponieważ nawet do boga należało się zwracać po niemiecku. I w tym momencie szczytu wynaradawiania, gdzie rzeczywiście pluli w twarz idea Konopnickiej sprawdzała się bardzo dobrze. Takie myślenie, że my pogardzamy tamtą literaturą doprowadza do zidiocenia. Ostania walka o istnienie czy nieistnienie Ferdydurke Gombrowicza jest przykładem bzdurnej walki. Walczono zacięcie o to, żeby jakiś profesor Bladaczka wykładał w szkole, że Gombrowicz wieszczem był, czy nie był. Gombrowicz sam jako satyryk mógłby wymyślić tę sytuację. Była to walka na robienie sobie min. Nie mówiąc już o tym, że stawianie Gombrowicza przeciwko Sienkiewiczowi jest niedorzecznością. Salony sprymityzowały to tak, że nie ma już to żadnego znaczenia, jest tylko argumentem w rozgrywkach politycznych, w polityce przynależności do takich a nie innych elit. Natomiast nie ma nic wspólnego z tym, czym jest literatura.

Mówi Pan, że wiele osób w Polsce pisze...

Ilość piszących ludzi, przysyłających wiersze na konkursy od wielu lat rośnie. To dziwna rzecz, że w tym społeczeństwie, które dobrze weszło na drogę rozwoju ludzie gwałtownie szukają swojej duszy, powodu swojego istnienia, ponieważ na świecie nie jest on jasny i Polacy to czują. On był oczywisty przed rozbiorami, a teraz Polska ciągle jest krajem cudem wstawionym, który robi kłopoty, którego się nie chce rozumieć, którego rekcje budzą zdziwienie. Każda dziwna reakcja Polski budzi zdumienie, czego nie ma w przypadku krajów, które są ustabilizowane. Gdy np. Francja w sposób brutalny ocenia innych, jest to normalne.

Jak postrzegają nas w Europie?

Polska właściwie jest ważna, kiedy walczy o wolność, kiedy są jakieś sprawy do załatwienia a poza tym nie ma często czasu w Europie na zrozumienie nas. W psychice Europejczyków Polska nie jest stabilna. Na samym początku, gdy rozpocząłem swój pobyt w Irlandii, Irlandczycy nie wiedzieli, że mamy ciekawe miasta, że mamy znakomitą architekturę, nie wiedzieli, że u nich duże miasta są tej wielkości, co u nas mniejsze. Oni wiedzieli o Berlinie i Moskwie, a w środku była jakaś niejasna pustynia, nie zdawali sobie sprawy, że Polski nie można zwiedzić w ciągu dwóch dni, bo oni liczyli wymiarami swojej wyspy, która nie jest duża. Polacy to czują, ale nie umieją tego przełamać, bo po pierwsze nie umieją opowiedzieć siebie, jak już powiedziałem, w tej całej dziwności, tak by była ona do zaakceptowania. Dziwność, szaleństwo Irlandczyków są już zaakceptowane w Europie, ale przecież przez długi czas byli uważani za pół ludzi, za rodzaj świata półkolonialnego, za ludzi, którzy nie umieją chodzić po schodach. Taka propaganda była im robiona ze względów czysto politycznych. Oni opowiedzieli siebie, pewien psycholog - Irlandczyk powiedział mi - uważano nas za pijaków i brudasów, a dzisiaj jesteśmy poetyckimi rudowłosymi szaleńcami

Co mamy zrobić, żeby zmienił się także sposób postrzegania nas -Polaków?

Musimy być wolni, my nie jesteśmy wolni w sobie, w swoim widzeniu siebie. Zarówno nie widzimy naszych wad w sposób wolny, jak również nie widzimy w sobie tego, co jest dobre albo może dyskusyjne, a co nie mieści się w kategoriach uznanych. My nie umiemy siebie znaleźć i szukamy wciąż miejsca. Spowodowane to jest też tym, że zawsze w Polsce miała miejsce bezsensowna walka między kontuszem i frakiem, to znaczy europejskość, francuszczyzna w dawnym wypadku za wszelką cenę przeciwko kontuszowatości, również za wszelką cenę. Natomiast nie było w ogóle zrozumienia realności i dlatego używamy wciąż symbolicznych zaklęć.

Czy uciekamy od wolności, używając słów Fromma?

Każdy kraj ucieka od wolności, nie jest to tylko cecha Polaków. Wyjście z niewoli nie jest wolnością, to jest dopiero pierwszy krok. Od wolności uciekają Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy, Irlandczycy. Szukają sposobu, gdzie można by było żyć leniwie. Żyć w wolności to znaczy żyć ciągle wobec nowych wyzwań. To normalne, że ludzie mogą zachowywać się w ten sposób, uciekać od wolności, ale od tego są elity, żeby tłumaczyć im znaczenie pewnego rodzaju zachowań. Polska to nie jest kraj jeszcze stabilny w świecie, to jest kraj, który ciągle płaci za utratę niepodległości nie tylko w czasie zaborów. Polska utraciła swoją pozycję w maszynerii świata. Aby być wolnym, nie powinniśmy użalać się nad tym, że ktoś inny nie zechce zrezygnować ze swojego myślenia, ale powinniśmy znaleźć siebie i umieć tego siebie pokazać.

W jakiej sprawie udało nam się dobrze pokazać światu?

Świat np. zrozumiał Polskę w idei solidarności, może nieco naiwnie, ale była to idea, która niebywale odpowiadała światu. Ja patrzę na to jako piszący, obserwujący reakcje ludzi. Nie zapomnę, jak byłem wreszcie w Ameryce, zaraz po zwycięstwie Solidarności i boy noszący bagaże w hotelu wziął moje stwierdziwszy, że poniesie je bez pieniędzy dlatego, że jak powiedział - wy stworzyliście solidarność. Ideę, która mówiła, jak twierdził - wejdziecie w nowy świat komercji i wolnego rynku na tej zasadzie, że jedni na pewno bardziej się wzbogacą, inni mniej, ale nie będzie nienawiści, ponieważ wszyscy będą braćmi, i jako bracia ci bogaci będą się dzielić z biednymi, a biedniejsi będą przeć do przodu, żeby potem pomóc komuś innemu. On w to wierzył i ja również wtedy wierzyłem. Tabuny mędrców, polityków, wojowników wojowali z komunizmem, a wskoczył na mur zwyczajny prosty robotnik i dał sobie radę, bo powiedział solidarność. Opowiadam to po to, by pokazać, jak on myślał. Dla nich to było jakieś objawienie nowej koncepcji świata. Jak to ujął papież, jedni drugich brzemiona nieście. Wszyscy są powiązani tym samym brzemieniem.

A jak dziś się ma idea solidarności?

Niewiele z tego wyszło. Skończyło się na tym, że mit tamtych czasów został skutecznie zniszczony, bo zaczął być wykorzystywany przez różne strony. Został zniszczony, bo lepiej go zabić, niż żeby ktoś inny z niego korzystał. Zniszczyli go Polacy. Jeszcze dziś jest opór świata, nadzieja związana z ideą solidarności, mówiąca, że ci dziwni Polacy, którzy doskonale się sprawdzają w najtrudniejszych momentach coś fantastycznego wymyślili. Tylko sami Polacy mówią, że to wszystko nieprawda, że to była manipulacja.

Skąd ta podejrzliwość?

Ponieważ nie umiemy siebie opowiedzieć, powtarzam. Żeby dobrze opowiedzieć o sobie, trzeba opowiedzieć dobrze o sąsiadach. Nie da się napisać dobrej opowieści, rozumiejąc tylko jedną stronę. Cała dobra literatura polega na tym, że się rozumie drugą stronę również. Nie bez powodu dramat starożytny "Persowie" był dla Ateńczyków tak ważny. Gdy Persowie przegrali z nimi, opowieść o wojnie była wstrząsem, niezwykłym odkryciem dla Ateńczyków. Autor tego dramatu pokazał tragedię Persów po przegranej. Ukazał tragedię matek, ból, tragedię przeciwnika, jednocześnie uważając, że rację miały demokratyczne Ateny. Ateńczycy doznali zatem nie tylko wstrząsu współczucia, ale i zrozumienia.

Gdy my opowiadamy siebie, robimy to nieciekawie, mówiąc tylko o swoich racjach.

Nie umiemy opowiedzieć w pełni. Polskę widzą jako zbiorowisko kłócących się grup, które nie dążą do konsensusu. Konsensus nie polega na tym, że ktoś zwycięży, a ktoś nie. Nie polega na tym, że wszyscy przyjmą jakąś wspólnie wypracowana ideologię i że ustawią fakty według tego jednego widzenia. Konsensus polega na tym, że mamy również świadomość, że za czyjąś racją stoi inna historia życia, człowieka czy narodu, ale mimo tego musimy znaleźć porozumienie na przyszłość. Polska jest krajem, w którym nie ma ludzi konsensusu. Każda grupa wpływu dąży do wskazania winnego.

A gdy wszystko jest dobrze, też szukamy winnych?

Szuka się winnego naszego nieszczęścia, nawet jeśli świetnie prosperujemy.

Weźmy pod uwagę, np. wyjazdy za granicę. Elity krzyczą - co się dzieje?! Nasza młodzież biedna wyjeżdża. Zarażają tym lamentem społeczeństwo, które jest z tego powodu nieszczęśliwe. Młodzi ludzie wyjeżdżają w związku z tym w poczuciu nieszczęścia, że zostali wyrzuceni z domu. Nikt nie powiedział tego, że wreszcie stało się to,

o czym marzyły pokolenia i Polacy wyjeżdżają bez problemów paszportowych. Nie jadą pracować na czarno, mają otwarty świat. Przyszedł czas, który znają inni Europejczycy, Amerykanie, kiedy to młodzi ludzie przez lata podróżują, terminują w różnych miejscach. Matki płaczą, a powinny się cieszyć, że ich dzieci stają się światowcami. Polska, która ma świetny okres ekonomiczny, ma otwarte granice całego świata. Polacy mają szansę się uczyć. Ci, którzy, nie radzili sobie w Polsce, znajdują możliwości gdzie indziej. Sytuacja komfortowa, która powinna rodzić poczucie samorealizacji, radości, powoduje uczucie smutku, frustracji.

Z czego to wynika?

Zastanawiając się nad tym, z czego to wynika, myślę, że przyczyniły się do tego elity. Chciały tę okoliczność wykorzystać tylko na swoją stronę, przeciwko innym. W związku z tym wychodzi na to, że wszystko jest do niczego, ponieważ Polacy są biedni, nieszczęśliwi, gubi się w nich energia i to wina drugiej strony. Dlaczego ludzie są tak bardzo oderwani od elit? Dlaczego pogardzają elitami, nie tylko politycznymi, ale elitami w ogóle? Pogarda ta jest nieomal groźna, uważa się elity za ludzi obcego narodu, którzy robią karierę na naszej skórze. Dlatego tak jest, ponieważ ludzie szukają siebie poza tym całym gadaniem. Z drugiej strony nie ma tzw budzenia się ruchu obywatelskiego w Polsce, gdzie sami od podstaw musimy budować sytuacje, które wymagają konsensusu, żeby coś osiągnąć itd. Gadanie, kłótnie powodują, że my trzymamy się z osobna, bo nie wiadomo, kto do kogo należy. Nie ma dyskusji politycznych w Polsce, tylko są kłótnie, nie ma dyskusji o sprawach, dlaczego jest tak i tak i w jaki sposób szukać rozwiązania. Rozmawiamy tylko o korupcjach, o tym, że oni są źli. To są epitety, to nie są argumenty. Przekręcając gałkę telewizora, przeglądając gazetę, widzimy, że nie ma reportażu o Polsce, nie ma próby poznawania, promowania kraju. W zamian mamy tylko nieustanną, wściekłą walkę - ten coś powiedział przeciwko tamtemu, a inny to jeszcze komentuje. I to jest walka, żeby się pokazać, a nie żeby coś osiągnąć, to znaczy osiągnąć tylko władzę dla siebie. Ludzie tym pogardzają i ta pogarda powoduje, że Polacy nie mogą siebie opowiedzieć, bo nie mogą siebie zrozumieć. To jest to pęknięcie pomiędzy zwyczajnymi ludźmi a tzw. elitami rządzącymi, tzn. prasowymi, telewizyjnymi, sejmowymi. To jest problem psychiczny. Kraj, w którym jest poczucie przynależności do odrębnych narodów między całymi grupami i tymi, którzy nimi rządzą, jest krajem bardzo niestabilnym.

Mamy kłopot z tożsamością...

To widać w poezji, gdy zobaczymy, o czym ludzie piszą w danych regionach. Na Podlasiu w poezji widać obawę wynikającą z długotrwałego przekonania, że jak wejdzie Polska do Unii, to oni zostaną w buszu. Na Śląsku widać od wielu lat, że załamała się koncepcja, duma z fabryk, kopalni, z przynależności górniczej, społeczności specjalnej śląskiej, która musiała załamać się ekonomicznie, ale nie musiała załamać się psychologicznie.

Politycy powinni czytać taką domorosłą poezję, bo to są krzyki rozpaczy, albo krzyki zadowolenia z regionów.

Nie dość że mamy kłopot z tożsamością, to musimy odnaleźć się w globalnym świecie, w którym, jak Pan pisał w jednym z wierszy, nie mamy czasu ani na sen, ani na jawę...

Nie zaczynajmy od tego, że teraz mamy trudno, bo w moim pokoleniu było o wiele trudniej. Ludziom, którzy mogą wyjechać i zarabiać dobre pieniądze powiem, żeby nie narzekali. My nie mogliśmy wyjechać. Jak powiedzą mi, że nie wiedzą, jak się urządzić, odpowiem, że dawniej wiedzieli, jak nas urządzić i nie było gadania, nie było dyskusji. Gdy teraz narzekamy, jaki jest ten Sejm, mówię, że tak jest, ponieważ nie umiemy być wolni. Dawniej nawet nie wiedzieliśmy, co tam gadają, co ustalają i o naszych losach nie mogliśmy nic zadecydować. Trzeba widzieć te trudności, ale trzeba je zanalizować. Poezja ma swój sposób analizy.

A jakie zjawiska społeczne analizuje Pan teraz w poezji?

Zjawisko wypraw do supermarketu na przykład. Ludzie chodzą do supermarketu nie tylko w celu zakupów, ale także żeby przeżywać doznania ludyczno-artystyczne. Supermarkety w Polsce skupiają w sobie to, co w miastach europejskich istnieje na rynkach, na forum. W Warszawie w Arkadii, w Złotych Tarasach ludzie przeżywają wszystko, począwszy od kupna, oglądania, możliwość flirtu, spotkania, zjedzenia, uczestnictwa w kulturze, co daje np. kino..

Na ten temat napisałem Odę świąteczną. Młodzi ludzie mówią, że my wolimy tam się spotykać, bo w supermarkecie jest bezpieczniej niż ulicy. Stajemy wobec fenomenu, którego nie ma na Zachodzie, a który istnieje może bardziej w Ameryce. I teraz powstaje pytanie, co my możemy wnieść w tej sprawie?

A Irlandczycy jak świętują?

Irlandczycy ciekawie odpowiedzieli na ową potrzebę. Stworzyli np. Bloomday, o bohaterze Ulissesa, kiedy to mieszkańcy chodzą po drogach Blooma, piją piwo, idą potem szlakiem poetów, którzy się zapili. W supermarketach aktorzy recytują wiersze Joyca, wszyscy są przebrani. Dla nich to sprawa ekspresji - zakładają stroje z epoki. Irlandczycy są światowcami, ale przede wszystkim Irlandczykami, bo umieją siebie przedstawić tak, że im to przynosi profit, uznanie, Nie wstydzą się siebie. Kiedyś wstydzili się siebie bardzo, teraz już, nie.

Co ich dowartościowało?

Może przyszedł właściwy czas? Może bardziej się wyrzynali? W Polsce są kłótnie hałaśliwe, ale mniej krwawe. Żeby nie było tak dobrze o Irlandii, to powiem, że w latach 20-tych kłótnie o kierunek narodu przybrały oblicze wojny domowej o takim okrucieństwie, że nawet ostania wojna o niepodległość z Anglikami nie dala tylu ofiar i nie przyczyniła się do tylu mordów. Irlandia ma ogromną, krwawą przeszłość, o której oni pamiętają, bo w rodzinach są wciąż potomkowie zwalczających się stron. Pamiętają też, że jadąc na emigrację wyjeżdżali z najlepszym wyposażeniem, jaki mógł dać im kraj i mieli dzięki temu siłę, ale ta siła opierała się na żelaznym porozumieniu z siłą kraju. Nam Polska nie mogła dać tej siły. A mają ją np. Żydzi, którzy nawet jeśli nigdy nie byli w Izraelu, wiedzą, że tam jest ważny punkt dla opowieści o ich narodzie.

A czy nam w końcu się uda odnaleźć siebie?

Uda się, jeśli siebie opowiemy, zrozumiemy. Opowieść ta zostanie przyjęta i wejdzie w ogólną sagę Europy i świata. Nawet jeśli jest dziwna i kontrowersyjna, będzie równoważna w stosunku do innych opowieści. Doceniam dosyć ironicznie próby bycia w Europie przez Polaków, bo gdy coś się dzieje w Europie według tamtejszej mody, my natychmiast to przejmujemy, zakładamy ten frak. A z drugiej strony zacięta koncepcja ubierania się w kontusz jest niebezpieczna. Odbywa się zatem walka między kontuszem a frakiem. Ta walka nie jest walką, w której chodzi o zgodę. To jest problem Polski, bo ex definizione - strony napawają się walką. Ja też, jak inni ludzie, patrzę coraz bardziej na to wszystko z boku. Ale to jest walka, jak na rynku, gdzie dwie baby pokłóciły się o koguta a potem cały rynek okłada się pięściami i nikt nie wie, o co chodzi. Kto ma przyjść i polewać wszystkich wodą, żeby ochłonęli? Chyba sam pan Bóg.


Ernest Bryll - ur. 1 marca 1935 w Warszawie. Poeta, dramaturg, tłumacz i krytyk filmowy. Nazywany piątym wieszczem. W latach 1991-1995 pełnił obowiązki ambasadora Rzeczypospolitej w Republice Irlandii. Wśród funkcji wykonywanych między innymi: w latach 1974-1978 dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Londynie, w latach 1978-1983 kierownik artystyczny zespołu filmowego Silesia, wykładowca na uniwersytecie Sunny University, Albany USA, doradca literacki i konsultant programów telewizyjnych. Członek: PEN Club Poland, Irish PEN Club, SEC (Society of European Culture), Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, ZAIKS, ZAKR. Przekłady jego utworów obejmują języki: angielski, niemiecki, francuski, duński, czeski, słowacki, węgierski, rosyjski, białoruski, bułgarski, litewski. Autor między innymi dramatów: Na szkle malowane, Kurdesz, Rzecz Listopadowa, Kolędanocka, zbiorów wierszy: Wigilie wariata, Rok Polski, Jeziora kałuża, A kto się odda w radość, Czasem spotykam siebie, Sadza.

ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa, tel. 0-663 371 415, 0-693 101 300