Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Cyprian, Ksawery,Gerard, Walenty, Kamil Norwid – potomek po kądzieli Sobieskich, po szabli Świeżyńskich i Druckich-Lubeckich, urodził się w Laskowie – Głuchach koło Radzymina, 24 września 1821 roku.
Oto świadectwo z epoki, charakterystyka młodego artysty (1841 rok):
(…) „Niezwykle umysłowo i towarzysko wykształcony. Bliźsi jego przyjaciele nazywali go „Anglikiem”, literaci nadwiślańscy, pomiędzy których czasem zachodził, dawali mu nazwę „Wykwintnisia”, a kobiety tytułowały „Poetą” i zdaje się, że kobiety miały rację, bo chociaż włosy miał zawsze starannie uczesane, chociaż wedle potrzeby ubierał frak i cienką a czystą bieliznę i – o zgrozo! – dopuszczał się tego nie do darowania zbytku, że nos chustką wycierał, to jednak za stebnowanymi zakładkami koszuli z irlandzkiego płótna, biło poetyczne serce. Natura nader hojnie go obdarzyła, bo do wszystkiego miał zdolność, a nawet niepomierną zdolność. Mówił bardzo niewiele i rzadko kiedy się rozgadał na dobre, ale kiedy już to miało miejsce, warto go było słuchać. Zdania, z którymi się odzywał, opierały się zawsze na gruntownej posadzie szczerego przekonania i rozumnego poglądu(...)
Mając wielką łatwość do języków, kilkoma z nich wyrażał się płynnie i znał je do gruntu: encyklopedyczne jego wykształcenie, czyniło rozmowę z nim bardzo zajmującą (…). Oprócz talentu poezji miał jeszcze talent malarstwa. Celował szczególnie w robieniu szkiców, które cieszyły się wielkim powodzeniem (…). Miał także talent do rzeźbiarstwa i bodaj czy nie do muzyki.” (…)
Ten świetnie zapowiadający się, wcześnie osierocony, arcysubtelny arystokrata, zwłaszcza arystokrata ducha, umarł na suchoty, przez wszystkich zapomniany 23 maja 1883 roku w paryskim przytułku dla ubogich emigrantów, w wieku 62 lat. Pochowany został na cmentarzu w Ivry, gdzie koncesje wykupiono zaledwie na pięć lat. Później władze cmentarne mogły przenieść zwłoki do anonimowych wspólnych grobów. Dzięki interwencji Władysława Mickiewicza – syna wieszcza Adama – udało się pozyskać od mieszkającej w Grodnie Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej 100 rubli, tj. sumę znacznie przewyższającą koszt wieczystego miejsca w jednym z polskich grobów zbiorowych. Pieniądze otrzymał Józef Gałęzowski, ówczesny prezes Komisji Grobów Polskich, który wraz z mieszkającymi w Paryżu krewnymi Norwida (Anną i Aleksandrem Dybowskim), wyszukał wolną pieczarę w zbiorowym, „narodowym” grobie na cmentarzu w Montmorency. 28 listopada 1888 roku, w 6 miesięcy po wygaśnięciu koncesji, zwłoki C.K.Norwida przewieziono z Ivre i pochowano w tym grobie, gdzie m. in. spoczywał już August Olizarowski, Adam Rzążewski i kilku innych emigrantów polskich. Zarówno Dybowscy jak i Wł. Mickiewicz, byli przekonani, że tym razem wykupiono koncesję wieczystą. Później się okazało (nie dochodząc do wiadomości publicznej), że Gałęzowski, z zupełnie nieznanych powodów, wykupił koncesję na 15 lat, tj. do 1903 roku.