Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Przełom XIX/XX stulecia to okres zasadniczych przemian obyczajowokulturowych, będących następstwem industrializacji i urbanizacji. Postęp medycyny, rozwój higieny, wydłużenie długości życia człowieka oraz wysoka stopa urodzeń spowodowały światową eksplozję demograficzną. Powszechna bieda i bezrobocie wpłynęły na pojawienie się w dyskursie społecznym problemu kontroli urodzeń. W owym czasie popularnością cieszyły się poglądy Thomasa Malthusa. W celu ograniczenia liczby ludności anglikański duchowny proponował program „moralnej wstrzemięźliwości” obejmujący dobrowolny celibat i późne zawieranie związków małżeńskich. Odrodzony po latach ruch neomaltuzjański propagował szeroko pojętą antykoncepcję oraz częściową dekryminalizację przerywania ciąży. Wspomniane idee nie spotkały się z uznaniem. W wielu krajach propaganda antykoncepcyjna była zakazana pod groźbą kary więzienia niekiedy nawet do lat 30-tych XX wieku. Jako społeczny ruch sterowania płodnością powstało dopiero w XIX wieku, a pierwsze centrum kontroli urodzeń założone zostało w 1890 r. przez Alettę Jacob w Amsterdamie. Pionierzy antykoncepcji byli jednak piętnowani i karani z ramienia prawa za swą działalność.
W Polsce za poparcie nurtu neomaltuzjańskiego krytykowany był Tadeusz Boy Żeleński, który jako pierwszy podjął się otwartej krytyki ówczesnej sytuacji. W Piekle kobiet opisywał ciężki los matek, ojców i dzieci. Pisarz krytykował sytuację oddawania niechcianych dzieci na wychowanie do „fabrykantek aniołków” – kobiet, które najczęściej przyjmowały sieroty dla zysku. Los takich dzieci był przesądzony, umierały bądź chorowały z zaniedbania i niedożywienia. Autor największe nadzieje na odmianę życia rodzin pokładał w wychowaniu seksualnym:
Skoro przy przemianie pojęć o płodności świadome macierzyństwo stanie się rzeczą użyteczności publicznej, można mieć nadzieję, że nauka rozwiąże nareszcie tę kwestię, że zapobieganie ciąży stanie się – i jest już niemal dziś – nareszcie czymś pewnym i prostym. Wówczas uświadomienie w tej mierze wejdzie w skład wychowania młodych dziewcząt, wówczas spędzanie płodu stanie się barbarzyńskim przeżytkiem, dzieciobójstwo i zagładzanie dzieci „na garnuszku” stanie się takim ohydnym wspomnieniem jak ludożerstwo.
W rozumieniu Boya – lekarza, antykoncepcja miała ograniczyć nieszczęście kobiet, ich dzieci i rodzin. Jego działalność w sferze propagowania świadomego macierzyństwa od początku spotykała się ze sprzecznymi reakcjami społecznymi: krytyką lub uznaniem. Dzisiaj stosunek do nowoczesnej antykoncepcji jest także dwojaki. Z jednej strony atakuje ją kościół katolicki i liczne organizacje o korzeniach chrześcijańskich, z drugiej strony spotyka się ona z coraz powszechniejszą akceptacją i zastosowaniem wśród obywateli. Analizując społeczne postrzeganie antykoncepcji w Polsce w ciągu kilkudziesięciu lat można uznać, że traktowanie antykoncepcji jako tematu wstydliwego było wynikiem niedostatecznej wiedzy Polaków na temat własnego ciała, a także negatywnej postawy doktryny katolickiej, która przez długi okres w ogóle nie uznawała kontroli urodzeń.