Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Witold Gombrowicz stał się znowu pisarzem kontrowersyjnym. Media relacjonują zażarty spór, jaki ma miejsce między Ministrem Edukacji, który wykreślił z kanonu lektur dzieła pisarza a Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Premierem podkreślającymi, że Gombrowicz to klasyk. Być czy nie być w kanonie lektur? - oto jest pytanie. Kwestie, jakie podnosił autor "Transatlantyku" w swojej twórczości dotyczyły najważniejszych, wciąż aktualnych dla Polaków spraw. Gombrowicz toczył bój o polskość, pragnąc, by Polacy stali się osobami świadomymi siebie i własnej historii oraz ograniczeń z niej wynikających.
We "Wspomnieniach polskich" Gombrowicz przytacza opinię, jaką ma o nim pewien "znakomity uczony, laureat nagrody Nobla. - "Tak mało jest pan Polakiem. Bo dla niego Polacy to była śmierć bohaterska na polu walki, Szopen, powstania i ruina Warszawy." Na co pisarz odpowiada - jestem Polakiem, doprowadzonym przez historię do ostateczności. Historia życia i dzieła Gombrowicza doprowadza go jako jednostkę do ostateczności. Do pewnego miejsca na mapie Europy. Berlin. Lata sześćdziesiąte XX wieku.
Rozdrażniony artysta - filozof, wybucha. Pisarz pragnie stać się autorem nowego stosunku Polaka do Polski. Autor to z greki osoba zdobywająca nowe lądy, odkrywca. Gombrowicz chce zdobyć nowe lądy polskości, które wyłonią się z wód indywidualizmu. Tematem jego programu walki o nową jakość Polski i Polaka jest stosunek konkretnej osoby do sprawy, jaką jest jej narodowość. Zdaniem pisarza Polak powinien powstać z klęczek, stanąć przed Polską, a kiedy będzie mu ona przeszkadzać w indywidualnym rozwoju walczyć z nią. W pozycji godnej i wyprostowanej. Należy przezwyciężyć obecną naszą polskość - pisał Gombrowicz. Obecną, to znaczy tą, jaką reprezentują wzory kultury wypracowane w wielowiekowej tradycji i historii Polski, a które trwają w pamięci społecznej i wyznaczają ludzkie zachowania. Zachowania Polaków to przejaw ich charakteru narodowego. Relacja; nasz charakter - położenie geograficzne tworzy naród polski. Gombrowicz nie waha nazwać się go podrzędnym. Ową odwagą osądu chce zarazić wszystkich Polaków. Tak, jak zaraża się stylem bycia. Pragnie wydobyć Polaka z Polski, pomóc mu w tym procesie, bo jak mówi bohater "Ferdydurke" "nie można wydobyć się z kogoś o własnych siłach, chyba, że ktoś trzeci dopomoże ci z boku." Ach wstań Polaku z klęczek i powiedz z dumą, że należysz do narodu podrzędnego - namawia Gombrowicz. Pisarz tworzy test badający obecność w naszej krwi świeżej, żywotnej polskości. "Czy gdyby wam powiedziano, że, aby pozostać Polakami musicie zrezygnować z części tej waszej ludzkiej wartości, to znaczy, że będziecie mogli być Polakami tylko pod warunkiem, iż staniecie się gorsi, jako ludzie, nieco mniej zdolni, mniej rozumni, mniej szlachetni - czy zgodzilibyście się na takie poświ ęcenie dla utrzymania Polski?"
Sam Gombrowicz dopiero w dość "odległym" momencie własnej prywatnej, życiowej historii potrafi zdobyć się na mówienie o Polsce. Potrzeba mu było do tego dystansu przestrzennego i psychicznego. Gdy w 1939 roku schodzi w Argentynie ze statku, nie wie jeszcze, że będzie oddalony od kraju przez 23 lata. Każdy rok spędzony na amerykańskiej pampie będzie w nim potęgować dystans do polskości. Wcześniej już jednak Gombrowicz staje oko w oko ze sprawą polską, znajduje się jednak w izolacji w ważnym dla Polski momencie dziejowym w roku 1920. Podczas gdy jego przyjaciele powołani do służby ojczyźnie na froncie mogą sprawdzać w sobie polską dzielność oraz waleczność, pisarz mieszka na wsi... Po pierwszej wojnie światowej kończą się różne "środowiska, style i duchy, najwspanialej wykańcza się ziemiaństwo, duch szlachecki." Ziemiańskie dzieciństwo pisarza w Małoszycach, szlachecka egzaltacja matki miały stać się epoką minioną, ostatecznie pogrzebaną w okresie argentyńskim, gdzie pisarz zmuszony był stawić czoła biedzie i codziennemu często, "nieziemiańskiemu" brakowi podstawowych środków do życia. Odmienność warunków bytowych dla Gombrowicza przyzwyczajonego do życia ułatwionego to kolejny zwrot we własnej, prywatnej historii. Trud zastąpi łatwość. Zna, więc już dwa oblicza egzystencji. (Dlatego zdobędzie w przyszłości moralne prawo do krytykowania łatwości, która jak ciepły kokon owija Argentyńczyków.)
Rok 1928. Paryż. Gombrowicz ma 24 lata. Dopiero się stwarza, poznaje. Każde zdarzenia kształtuje mu formę, jak nazywa Gombrowicz styl bycia, osobowość każdego człowieka. Ach, Paryż, kwintesencja Europy. Jej znak firmowy, pachnąca marka. Gombrowicz chodzi po paryskim bruku i ostentacyjnie się nudzi. Ma okazję przekształcić słowo w czyn; prowokuje Paryżan - jak tu wytrzymujecie? Mówi; "musiałem jako Polak, jako reprezentant słabszej kultury, bronić swojej suwerenności - nie mogłem pozwolić, aby Paryż mnie zmógł!" Po latach, w czasie rozmów z argentyńskimi przyjaciółmi, w których kompleks Europy i symbolizującego ją Paryża urastał do świętej tęsknoty, instruuje ich; "Jeśli nie możecie wykazać się dojrzałością na miarę paryską, spróbujcie wykazać, że Paryż jest niedojrzały, jak wy!" Radę tę kieruje pisarz również do swych rodaków. Bo nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy. "Tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś o własnym życiu" - pisał Gombrowicz. Za granicą pisarz spotyka Polaków. Bacznie obserwuje ich zachowanie, śledzi gesty... Oj, macha Polak ręką przywołując marę ojczyzny, podnosi jej ciężkie ciało wysoko, wysoko. Ciężar przytłacza go, próbuje jednak wdzięcznych obrotów. Zobaczcie ją, zobaczcie mnie z Nią ... Ja Polak, ja Atlas - spójrz na mnie Europo!
Dlaczego nie chwali Polak siebie? Przecież pokazując swą polską piękność, Polskę by reprezentował - zastanawia się autor "Kosmosu". Jednak nasz styl jest inny... Szukamy wzmocnienia własnej osoby w zbiorowej, historycznej przeszłości. My mówimy o Polsce.. My! My Polacy! My rodacy! Zawsze, więc, gdy Polak zaczyna mówić o Polsce wysypują mu się z prowincjonalnego rękawa wszyscy wielcy bohaterowie, geniusze narodu. Ach, Szopen, ach Mickiewicz, ach Kopernik! Według pisarza Polacy po prostu nie umieją zachować się wobec Polski, zanadto chcą ją wywyższyć, chcą zanadto Jej pomóc. Gombrowicz krzyczy; "ale oni wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie - takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że są gorsi do Szopena - a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm." A najgorsze, zdaniem pisarza, jest, iż "poświęcano życie, współczesny rozum na rzecz nieboszczyków." Z pobłażaniem, z litością, z uśmiechem patrzono na nas, jak na "ubogich krewnych świata, którzy usiłują imponować sobie i innym." Gombrowicz patrząc na nasze ja narodowe jak na przedmiot oczami innych, sprzeciwiał się polskiej postawie szukania oparcia i chwały naszego ja w zmitologizowanej przeszłości. "Nie, nie jesteśmy bezpośrednimi spadkobiercami ani wielości ani małości - ani rozumu, ani głupoty - ani cnoty, ani grzechu - i każdy tylko za siebie jest odpowiedzialny, każdy jest sobą."
Co robić więc, co robić, by się odpowiednio przedstawić, by jakby powiedział Goffman dać efektowny występ przed publicznością europejską? Przekazanie pożądanego wrażenia odbędzie się jedynie w odpowiedniej dekoracji. Musimy wypuścić z rąk miecze i wzmocnić palce, zadbać o dłonie, by pewną ręką wskazać nieraz drzwi do wyjścia chwale polskiej. Do tego dąży Gombrowicz pisząc o Polsce, chce wyzwolić w nas żywotność, nową energię, świeżą jakość. "Jeśli naród prawdziwie dojrzały powinien z umiarem sądzić swoje własne zasługi, to naród prawdziwe żywotny musi nauczyć się je lekceważyć, musi on koniecznie być wyniosłym w stosunku do wszystkiego, co nie jest jego dzisiejszą aktualną jego sprawą i jego współczesnym stwarzaniem się." Naga teraźniejszość. Bez szat zacnej polskości. Trudna codzienność. Należy zlekceważyć w niej nawyk polskiej manii wielkości. Czy ten genialny Szopen aby na pewno był Polakiem? A Kopernik, kosmiczny rewolucjonista? - prowokuje Gombrowicz.
I zamiast głosić chwałę Polski i Polaka, gotową chwałę człowieka niby już uformowanego, należy zyskać świadomość, że jesteśmy w fazie nieustającego stwarzania się. Klęską Polaków - mówi Gombrowicz, stało się to, iż zmuszeni byli kochać własny niedorozwój, Polskę - wytwór paraliżującej historii. Gdzie leży jednak przyczyna owej miłości ojczyzny i samouwielbienia Polaka? Dawne wieki świetności polskiej blaknące już w XVII wieku wystarczyły na długo jeszcze... Niewyczerpana studnia świetności... To nic, że od trzystu lat woda w niej zmącona... Odbija się w niej jeszcze echo. Polska - przedmurze Europy - lubują się Polacy - kształciła rycerzy, którzy broniąc całego chrześcijaństwa "czuli się kimś lepszym od angielskich i niderlandzkich kupczyków. Elektor władców, dysponując dzięki złotej wolności pełnią praw politycznych, patrzył z góry na poddanych monarchów absolutnych. (...) Polak XVII wieku sądził, że Europa powinna być wdzięczna jego ojczyźnie za to, że pełniła rolę tarczy i spichlerza całego kontynentu. Panowała wówczas powszechna opinia, iż "Bóg, dlatego pozbawił Polskę naturalnych granic obronnych, aby Polacy musieli ćwiczyć swój hart oraz męstwo."Dzieje Polski to nieustanny, historyczny poligon, gdzie Polak miał sprawdzać osławioną, polską waleczność. Miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor to cechy narodowe wypracowane w toku dziejów, a które zbyt jednoznacznie, jednostronnie, zdaniem Gombrowicza, określały Polaka. Stąd jego słabość. Obserwując współczesną sobie prasę emigracyjną, na łamach której dochodzi do apoteoz wszystkich chrześcijańskich cnot, Gombrowicz przytacza słowa Nietschego: "złagodzenie naszych obyczajów jest następstwem naszego osłabienia."
Co znaczy dla Gombrowicza Polska, przeciw której występuje posługując się pióra orężem? "Polska - to nasze życie zbiorowe, tak jak ono urobiło się w ciągu wieków. Ale czyż nie były to wieki ciągłego, rozpaczliwego szamotania się i zmagania z przeważającymi wrogimi siłami, wieki chorobliwego, konwulsyjnego istnienia, wieki niedorozwoju? Czyż więc ta Polska nie jest tworem niedoskonałym, słabym (...). Czy Polak nie jest obciążony dziedzicznie Polską, tzn. chorą przeszłością narodu i jego nieustannym umieraniem?" Polak, zdaniem pisarza, lubi idee. Piekło nasze ideami wysłane... "Nie idea, a osobowość jest dla nas ważna." Tu widzi Gombrowicz dla nas szansę. Byliśmy zbyt idealistyczni, "teraz, mamy rzeczywistość po naszej stronie, przeciw Paryżowi. Idealizm nasz został zgwałcony. Stratowano nam marzenie." Ma na myśli czas okupacji niemieckiej i komunizmu. Sam Gombrowicz gwałci śmiechem naszą skłonność do oddania ideom w "Transatlantyku." Dylemat między synczyzną a ojczyzną pokazany w fabule powieści zostaje rozwiany. Zamiast spodziewanego triumfu Syna nad Ojcem "śmiech, tedy śmiech!" Śmiech powstały podczas tańca jak różnego od tańca chochola w "Weselu" Wyspiańskiego. Oj tańcują, oj się śmieją! "O Śmiechu, o Śmiechu, Śmiechem Buch, Śmiechem bach, buch, buch. Buchają!"
Oddaleni od służby ideom teraz powinniśmy umieć pogodzić się z brzydotą rzeczywistości. Pogodzeni będziemy upiększeni. Sami teraz powinniśmy iść, bo dotąd szliśmy w kombinezonie idei ojczyzny, katolicyzmu, gdzie Bóg prowadził nas za rączkę. Prowadzeni za rączkę uprawialiśmy, zdaniem Gombrowicza, grzeczne polskie dzieciństwo. Zanurzeni w nim tworzyliśmy sztukę poczciwą i zacną, nie wytworzyliśmy filozofii, staliśmy się intelektualnie miękcy, duchowo nieśmiali. No, niesamodzielni po prostu. Nieświadomi? Nieświadomi siebie? - pyta Gombrowicz.
Osobowość nasza znajduje się w wiecznym statu nascendi. Gombrowicz pomaga nam ją stwarzać. Do wytworzenia osobowości konieczne jest, zdaniem Meada, prekursora interakcjonizmu symbolicznego świadome spojrzenie na siebie z boku, jak na obcy przedmiot. Dzieło Gombrowicza to lustro, które unieruchomiło nasze odbicie. Oglądane z daleka wydaje się czymś obcym. To ja Polak? Ten oddany idei przeszłej wielkości? To ja? Ten Polak gaworzący świetlaną przeszłość minioną? Skorzystajmy z naszego utrwalenia w dziele. Owym artefakcie kultury. Obejrzyjmy siebie jak przedmiot, a wtedy staniemy się świadomi siebie. Tu i teraz w trudnej codzienności stwórzmy ego involment. Tylko w kulturze mamy taką szansę. Ego. Ja. Moje indywiduum.
Berlin. Serce Europy, miasto, z którego wzięła początek krwawa historia. Miasto obciążone. To tu na dłużej zatrzymuje się Gombrowicz po 24 letnim pobycie w Argentynie. Stąd między innymi ogląda długo niewidzianą Europę. Stąd Polska o krok. Historia Niemiec i Polski. Berlin - miejsce ostateczne. Stąd przyszła wojna, która zburzyła nasz idealizm. Stąd pochodziły ciosy przeszłości. Czy należy pochylać się nad przeszłością? - pyta pisarz. Gombrowicz wchodzi w interakcje z Niemcami, konkretnymi prywatnymi osobami. Pisarz, ów piewca indywidualizmu, wyzwala się z przeszłości w momencie spotkania z młodzieżą niemiecką. Nie chce być "Polakiem", jak oni nie chcą być "Niemcami." Wszyscy chcą być osobami prywatnymi. Niemcy chcieli zacząć od nowa, "spragnieni jak najszerszych horyzontów". Wędrując po Berlinie dziwi się; "zdumiewająca ich siła w przezwyciężaniu przeszłości sprawia, iż czasem trudno ci uwierzyć." Berlin nie jest dla pisarza miejscem łatwym. Wody, które oddzielały go od Europy ustąpiły. Wraca do Europy w miejsce najbardziej bolesne, jak mówi, punkt najbardziej zbroczony historią. Ma szansę stanąć oko w oko z tworzonymi przez siebie postulatami przezwyciężenia przeszłości, pokonania historii, ostatecznego stworzenia w sobie nowoczesnego Polaka, kierującego swoją indywidualną twarz w stronę konkretnej, prywatnej twarzy przedstawiciela narodu, który... Historia... Autor "Pornografii" pisze w Dzienniku "zawędrowałem do Berlina jak do kresu pielgrzymki po Europie, jak do miejsca najbardziej oczywistego i najbardziej fantastycznego. (...) Berlin stał się moją wewnętrzną przygodą." Pisarz odbywa podwójną podróż: na mapie historycznej świata i w głąb swego historycznego ja.
Jak radzi sobie w obliczu tak bliskiej historii? W tej dziejowej chwili własnego stwarzania się jako człowiek i jako Polak? Daje relacje tej historycznej chwili w Dzienniku: "Ja Polak (gdyż to właśnie przeżyłem jako "Polak") musiałem stać się Hitlerem. Musiałem przyjąć na siebie wszystkie tamte zbrodnie, zupełnie jakbym sam je popełnił. Stałem się Hitlerem i musiałem przyjąć, że Hitler był obecny w każdym ginącym Polaku, że jest ciągle w każdym żyjącym Polaku. Potępienie, wzgarda, to nie jest metoda, takie wieczne wybrzydzanie się na zbrodnie tylko ją utrwala. Trzeba ją połknąć. Trzeba ją zjeść. Zło można przezwyciężyć, ale tylko w sobie. Narody świata; czy wciąż wam się zdaje, że Hitler był li-tylko Niemcem?"
Gombrowicz rozmyślając w ten sposób indywidualnie rozprawia się z Historią najbardziej bolesną. Ojczyzna, honor, wolność... Polski typ szlachecko-rycerski, rewolucyjnoromantyczny... Sztandary, hasła polskości. Trzeba je połknąć, trzeba je zjeść, trzeba je w sobie uciszyć... Należy, zdaniem pisarza, zdobyć się na heroizm, apoteozę świadomego indywidualizmu, który wierząc w swą żywotność, we własne siły doprowadzi do nowej jakości Polaka. Autor "Ślubu" marzy, aby Polak powstał z kolan w obliczu Polski, a padł na kolana przed swoją osobą. Tym samym będąc bardziej siebie świadomym, będzie bardziej człowiekiem, a więc umocni polskość. "Siła zbiorowa rodzi się w ten sposób, że każdy zdobywa się na pewne ustępstwo z siebie."
Ja! Ja jestem najważniejszy! Ja - poniedziałek. Ja - wtorek. Ja - czwartek - pisał Gombrowicz rozpoczynając swój Dziennik. A w piątek zbudzi się jako Polak i tak przez następne dni tygodnia; ja - Polak. Bo wreszcie rozpięty będzie między dwoma biegunami - życia indywidualnego i życia zbiorowego. Między, jak pragnął Gombrowicz, Polską a własnym istnieniem. A w niedziel ę na forum Europy Polak powie z dumą za autorem "Transatlantyku": "jestem zdolny osądzić własne umieszczenie w świecie, umiem zdać sobie sprawę z mojej sytuacji, jestem przeto człowiekiem pełnowartościowym." A jako taki będę tropić wszelkie niedojrzale gesty własne, polskie, europejskie...
Cytaty: Witold Gombrowicz, Wspomnienia polskie, Paryż 1982. Witold Gombrowicz, Dzienniki, Kraków 1988. Polaków portret własny, praca zbiorowa, red. Marek Roztworowski, Warszawa 1983.