Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Zdarza się, że w debacie publicznej pojawia się określenie mąż stanu. Wydaje się jednak, że po pierwsze jest to coraz rzadziej, a po drugie nikt do końca nie wie, co to znaczy. Zacznijmy, więc od próby uchwycenia definicji męża stanu.
Nie sposób przytoczyć pełnej definicji męża stanu, ponieważ nie ma takiej definicji w literaturze politologicznej. Termin ten funkcjonował tylko i wyłącznie, jako związek frazeologiczny, będący pochodną terminów racja stanu i interes państwa. Co zatem pośrednio o tym terminie mówi literatura politologiczna? Spotyka się najczęściej definicję przez przykład. A więc ukazywani są wielcy politycy i przywódcy z podpisem „mąż stanu”.
Tak więc mąż stanu to wybitny polityk, przywódca państwowy, człowiek, który dokonał zmiany biegu historii. Ale jak dostrzec rolę wielkich ludzi w kreowaniu rzeczywistości? Jak ją uzasadnić? W tym kontekście pojawiają się dwa podejścia. Po pierwsze angielski historyk i filozof Thomas Carlyle twierdził, że jedynymi twórcami dziejów są jednostki wybitne. One kształtują świat, za pomocą swych osobowości i dalekowzroczności roztaczanych wizji. Z kolei Karol Marks reprezentował podejście deterministyczne. Mówił on, że ludzie są tylko narzędziami w nieubłaganym, samorzutnym rozwoju społecznym. To on tworzy więzy i ograniczenia, które krępują każdego, nawet najbardziej wybitne jednostki na scenie politycznej. Twierdził, że są one tylko wytworem dziejów w pewnym stadium rozwoju świata.
Osobiście bliższa jest mi teoria Carlyle’a niż Marksa. Przełomy, wielkie wydarzenia kreują swych liderów. Tak choćby się działo w Polsce na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdzie na lidera przemian wyrósł nikomu nieznany robotnik stoczniowy. Jednak bez cech przywódczych, bez instynktów politycznych, bez wizjonerstwa i wyczucia wielkich ludzi, przełomy i reformy nie miałyby miejsca.
Każdy z mężów stanu na przestrzeni dziejów działał w określonej rzeczywistości politycznej i widzimy go na tle czynników społecznych, kulturowych, gospodarczych, czy historycznych.
Do dokonania wielkich zmian historycznych potrzebny jest autorytet będący nośnikiem uznanych wartości. „Jeżeli bowiem polityk doczeka się miana osoby obdarzonej autorytetem, to jego czyny czy motywy działań, jak również propagowana przez niego hierarchia wartości stają się wzorem do naśladowania w ogóle”. Czy mając autorytet polityczny automatycznie zostaje się mężem stanu?