Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Od pewnego czasu coraz częściej mówi się o wprowadzeniu zmian w ordynacji wyborczej polegających na odejściu od ordynacji proporcjonalnej i zastąpieniu jej ordynacją większościową, gdzie każdemu okręgowi przypada jeden mandat. Według autora, może to być zagrożeniem dla demokracji, biorąc pod uwagę postępującą personalizację i celebrytyzację polityki.
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW) to rodzaj systemu partyjnego, który opiera się na zasadzie, że mandat do parlamentu otrzymuje osoba, która zdobyła największą liczbę głosów. Jest to jedyna premia do parlamentu z tego okręgu. Państwa, w których ordynacja wyborcza oparta jest na JOW to m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Kanada.
Zwolennicy tego rozwiązania argumentują, że jest to najprostsza egzemplifikacja imponderabiliów demokracji jako systemu, który z definicji daje możliwość wyboru (reprezentacji) osoby, a nie partii. Taka osoba jest reprezentantem i można go rozliczać jednostkowo za jakość tej reprezentacji w parlamencie. Taka ordynacja, według jej zwolenników osłabi naturalną skłonność do koncentracji władzy, co ma miejsce w ordynacjach proporcjonalnych.
Z kolei przeciwnicy JOW wskazują przede wszystkim na brak reprezentacji dla dużej części elektoratu, bo średnie i małe partie nie mają szans w takich warunkach na mandat o czym przekonuje np. struktura polskiego senatu wybieranego według zasady większościowej. Będzie więcej tzw. głosów „straconych”, jest również zagrożenie regionalizacji i etnizacji (unarodowienia) wyborów. Niebagatelnym argumentem jest również sprzyjanie dominacji jednej partii w danych okręgach, co doprowadzi do wykształtowania się systemu dwupartyjnego. Przeciwnicy JOW wskazują również na takie zjawisko, jak gerrymandering, czyli takie ustalanie granic okręgów, by zwiększyć szansę „swoich” kandydatów oraz możliwość atomizacji parlamentu.
Większość Polaków opowiada się jednak za JOW. W 2008 roku OBOP przepytał respondentów na okoliczność możliwości wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Okazuje się, że aż 68% naszych obywateli popiera wprowadzenie JOW1. Dlatego istotne jest, by wyborcy poznali zagrożenia, jakie niosą za sobą nowe koncepcje.
We wcześniejszych dwóch numerach „Realia i co dalej” (numer 4 i 5) poruszane były m.in. takie zagadnienia jak personalizacja i celebrytyzacja polityki, rozpoznawalność i lokomotywy wyborcze oraz public relations, który ma coraz większy wpływ na obecny system demokratyczny.