Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Na całym świecie ubóstwem dotkniętych jest ok. 1,4 mld ludzi. ONZ szacuje, że w 2009 roku kryzys ekonomiczny pozbawił pracy co najmniej 50 mln ludzi, a dodatkowych 100 mln znalazło się poniżej granicy ubóstwa. Zmiany klimatyczne pogłębiają jeszcze ten problem. W tegorocznym przesłaniu ONZ czytamy, że w dobie światowych kryzysów nasza uwaga powinna koncentrować się szczególnie na najbiedniejszych i pozbawionych opieki. Dziś zwalczanie biedy jest obowiązkiem krajów członkowskich wynikającym ze złożonych obietnic, realizowanych m.in. w ramach Milenijnych Celów Rozwoju. MCR to zobowiązanie 189 państw – w tym Polski – przyjęte na szczycie ONZ w 2000 r. Cele te są następujące: 1. Wyeliminowanie skrajnego ubóstwa i głodu 2. Zapewnienie powszechnego wykształcenia na poziomie podstawowym 3. Promowanie równości płci i awansu społecznego kobiet 4. Ograniczenie umieralności dzieci 5. Poprawienie opieki lekarskiej nad matkami 6. Ograniczenie rozprzestrzeniania się HIV/AIDS, malarii i innych chorób 7. Stosowanie zrównoważonych metod gospodarzenia zasobami naturalnymi 8. Stworzenie globalnego partnerskiego porozumienia na rzecz rozwoju. Wszystkie te cele dotyczą zwalczania biedy w krajach nierozwiniętych. Szczególne i podstawowe znaczenie miał i ma nadal punkt dotyczący walki z biedą. (Na szczycie ONZ przyjęli go przedstawiciele różnych państw, reprezentujący rozmaite ideologie, wyznający różne religie. Takie porozumienie w walce z biedą ponad podziałami powinno być możliwe także w naszym kraju). Społeczność międzynarodowa zobowiązała się wówczas zmniejszyć o połowę proporcję głodujących w stosunku do liczby ludności świata do 2015 r.
Nic nie wskazuje na to, że cel ten zostanie osiągnięty. Wręcz przeciwnie, problem jeszcze się pogłębia. Jak wynika z szacunków konferencji NZ ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), od 2000 r. poziom niedożywienia w krajach nierozwiniętych stale rośnie. Dzienna konsumpcja żywności liczona w kaloriach na jednego mieszkańca spadła z 2 390 kcal w 2004 r. do 2 215 kcal w 2006 r., a w latach 2007–2008 uległa prawdopodobnie dalszemu obniżeniu.1 Klęska głodu na świecie pogłębia się, mimo rosnących światowych rezerw zbóż (ryżu, kukurydzy i pszenicy). Obecny poziom produkcji żywności wystarczyłby na wykarmienie populacji trzykrotnie liczniejszej niż ta, która obecnie zamieszkuje naszą planetę, mimo że obszar powierzchni upraw nie wzrasta. Winą za tę sytuację należy obarczyć nieskuteczny system dystrybucji żywności oparty na całkowitym urynkowieniu jej produkcji i handlu. Liberalizacja pozwoliła koncernom opanować rynki rolne i narzucić rolnikom w krajach nierozwiniętych globalne ceny. Politykę krajów rozwiniętych wobec krajów nierozwiniętych cechuje w wielu dziedzinach brak spójności. Unia Europejska na tym tle wygląda nie najgorzej, chociaż wciąż balansuje między chęcią wspierania własnego handlu a zaangażowaniem się na rzecz rozwoju w krajach nierozwiniętych.
Tak jak wszystkie kraje rozwinięte, UE prowadzi politykę pozwalającą zalewać rynki biednych krajów produktami rolnymi i innymi. Wiele z tych produktów jest subwencjonowanych. Podobna jest polityka Chin. W ten sposób podcinane są możliwości rozwojowe krajów nierozwiniętych.