Wyjątkowo napięta atmosfera panuje na początku 2012 roku. Zamiast optymizmu, charakterystycznego dla nowego roku, coraz więcej obaw co on przyniesie. Wydaje się, że nie chodzi tym razem tylko o problemy finansowe kilku krajów, ale o załamanie się pewnej filozofii rozwoju, którą świat kierował się po upadku systemu komunistycznego. Za mało uświadamialiśmy sobie fakt, że za ten upadek trzeba będzie zapłacić, nawet przez społeczeństwa, które żyły w warunkach woln
Kryzys gazowy na przełomie 2008/2009 roku rozbudził na nowo dyskusję na temat uzależnienia krajów Unii Europejskiej od dostaw tego surowca z Federacji Rosyjskiej na co dosyć niepewnie zareagowali przywódcy europejscy. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso poinformował na początku kryzysu, że Unii nie interesują awantury ukraińskorosyjskie, a Rosja ma się wywiązywać z podpisanych z krajami UE kontraktów i gaz ma ponownie wypełnić rury przesyłowe. Stanowisko to sugerowało, że UE nie chce ingerować w relacje pomiędzy Rosją i jej byłymi republikami. Za zaistniałą sytuację obwiniana była nie tylko Rosja, która zakręciła kurek z gazem, ale także Ukraina oskarżana przez Federację o kradzież błękitnego surowca. Można byłoby uznać, że Unia nie miała narzędzi, żeby sprawdzić sytuację na Ukrainie, ale warto pamiętać, że to strona rosyjska oskarżała Kijów o kradzież gazu. Bez wątpienia Federacja była stroną tego konfliktu, więc jej stanowisko w tej sytuacji wydaje się być wątpliwej wiarygodności.
Niemiecka słabość do Kremla
Powstaje pytanie o źródła tego stanowiska. Jeśli przypomnimy sobie projekt Gazociągu Północnego i przyjrzymy się rosyjsko-niemieckim relacjom bilateralnym to może powstać wrażenie, że to jest właśnie przyczyna tej uległości wobec rosyjskiej ekspansji polityczno-handlowej. Świadczy o tym nie tylko stonowane stanowisko Niemiec i UE w trakcie awantury gazowej, ale także wypowiedzi politycznych elit Niemiec w czasie zeszłorocznego konfliktu Gruzja-Rosja. Kreml bez wątpienia zgodnie ze swoją historyczną tradycją szuka porozumienia z Berlinem przy ustalaniu podziału stref wpływu, co nie jest przyjmowane przez Niemcy z niechęcią. Casus byłego Kanclerza Niemiec Gerharda Shrodera, który po skończeniu swojej politycznej kariery bez wahania przyjął posadę w rosyjskiej spółce gazowej realizującej projekt Gazociągu Północnego jest tutaj wymownym przykładem. Warto zwrócić uwagę na dość dwuznaczne standardy w niemieckiej polityce. Trudno sobie wyobrazić polskiego premiera, który najpierw podpisuje poważne umowy z Rosją, a następnie zaczyna pracować dla spółek powiązanych bezpośrednio z Kremlem. Może to być poważny argument dla eurosceptyków obawiających się dominacji niemieckiej w Europie. Entuzjaści postępującej integracji zdają się przymykać oczy na pojawiające się sprzeczności pomiędzy interesem niemieckim i krajów Europy Środkowej.