2012 Lutego 4
Realia Strona glowna
Sierpień NR 4 (25) 2011
Cien
Od redakcji

Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś

Z kart historii Sierpień NR 4 (25) 2011

Jak rodził się „punkt trzynasty”?

1 lutego 1918 r. prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson wygłosił przed obiema izbami Kongresu przemówienie, w którym zawarł plan trwałego pokoju dla Europy. Wśród „czternastu punktów” owego planu znalazł się słynny punkt „trzynasty” wzywający do restytucji niepodległego państwa polskiego. W 90-rocznicę słynnego orędzia ambasador USA w Polsce Viktor Ashe wręczył Ministrowi Spraw Zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu pamiątkową kopię „Czternastu Punktów” prezydenta Wilsona. „Dumą napawa mnie fakt, że amerykański prezydent, Woodrow Wilson, zanim jeszcze wojna dobiegła końca, opowiadał się za wolną i niepodległą Polską. Były to działania ze wszech miar słuszne. Stany Zjednoczone z uznaniem odnotowują obecność w Polsce wielu miejsc nazwanych na cześć prezydenta Wilsona” – powiedział ambasador USA w Polsce Viktor Ashe wręczając kopię orędzia jako dar przekazany Polsce w imieniu narodu amerykańskiego1. Gest ambasadora nie był z pewnością pozbawiony głębszego, politycznego kontekstu. Miał bowiem miejsce w okresie intensywnych polsko-amerykańskich kontaktów związanych z negocjowaniem warunków budowy w naszym kraju elementów amerykańskiego systemu obrony antyrakietowej, na krótko przed wizytą polskiego premiera w Waszyngtonie. Nic nie ujmując stronie amerykańskiej w zręcznym posługiwaniu się narzędziami polityki historycznej chcielibyśmy przypomnieć okoliczności, w jakich rodził się plan pokojowy prezydenta Wilsona z tak ważną dla Polaków deklaracją niepodległościową. W 1936 r. opowiadał o tym Ignacy Jan Paderewski wobec gości, którzy przybyli do jego rezydencji w Szwajcarii z politycznym planem budowy koalicji na rzecz przywrócenia w Polsce demokracji. Był wśród nich Wincenty Witos, który w swoich wspomnieniach opublikowanych w książce „Moja tułaczka w Czechosłowacji” szczegółowo zrelacjonował wypowiedź mistrza Paderewskiego dotyczącą niepodległościowej działalności amerykańskiej Polonii i jego roli wyjednania u prezydenta Wilsona słynnej i tak ważnej dla Polaków deklaracji. /R.M/.

W siedzibie mistrza Paderewskiego

Natychmiast po wyjeździe hr. Ronikiera przysłał po nas pan Paderewski auto, przepraszając za zwłokę i zapraszając do siebie. Za kilkanaście minut byliśmy na miejscu, przyjmowani z niesłychaną serdecznością przez gospodarza i jego otoczenie. Ten zaś gospodarz, mimo swoich 75 lat, wcale nie przespanych, trzyma się nadzwyczajnie, jakby o tym zupełnie zapomniał. Prosta postawa, wygląd świeży i zdrowy, ruchy niemalże młodzieńcze, wcale też starości nie przypominają. Jest to tak widoczne, że nie omieszkaliśmy mu tego powiedzieć. Twierdzi, że mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie ciężka choroba, którą musiał niedawno przechodzić. Zaraz na początku rozmowy widzę, że orientuje się znakomicie we wszystkich sprawach i zagadnieniach i to aż do ostatnich szczegółów. Jego sądy i opinie, niezwykle trzeźwe i zdrowe, nacechowane są bezwzględną obiektywnością, bez względu na to czego i kogo dotyczą. Znakomita pamięć pozwała mu już nie tylko na cytowanie dawnych, bardzo licznych wypadków, podawanie dat zupełnie ścisłych, ale i na sprostowanie mylnie przez innych podanych. Czyni to oczywiście z wielką grzecznością i delikatnością. Mimo że od czasu, gdy go po raz ostatni widziałem, upłynęło blisko lat piętnaście, spostrzegam bez trudu, że ząb czasu swojej niszczycielskiej działalności na nim i pod tym względem nie zaznaczył. Z natury rzeczy rozmowa nasza musiała obracać się przeważnie około stosunków polskich, a w szczególności dotyczyć sytuacji rządami sanacyjnymi wytworzonej. Ocena tych stosunków, wypowiedziana przez pana Paderewskiego, ma wielkie dla nas znaczenie, gdyż pochodzi od człowieka znającego dokładnie opinię zagraniczną, nie należącego do żadnej partii politycznej, a więc nie patrzącego na stosunki przez jej okulary. Jest ona też zupełnie miarodajna, gdyż pochodzi od człowieka jednego z niewielu, którzy Polsce dali wszystko, co mieli i mogli, nic w zamian nie biorąc od niej. „Pragnę panom przypomnieć, mówił pan Paderewski, że Polska istniała już długo przed uzyskaniem swej samodzielności. Imię jej głośno rozbrzmiewało po świecie dzięki wielkimPolakom, jakimi byli: Kościuszko, Pułaski, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Wyspiański i inni. Świat widział i cenił w nich wielki naród, który mógł mimo niewoli wydawać geniuszów, na których nie zawsze zdobywały się wolne narody. Wolne, niepodległe państwo polskie istnieje od lat kilkunastu, ale muszę z wielkim żalem i bólem stwierdzić, że przybywa stale w świecie coraz więcej punktów, w których Polski już nie ma. Coraz więcej ludzi nie widzi jej mimo wielkiego obszaru, nie słyszy mimo robionego hałasu, przestaje brać w rachubę pomimo mocarstwowych gestów. Prawdziwi i niezawodni przyjaciele Polski zaczynają się odwracać od niej. Znaczna część świata nie tyl obracać się przeważnie około stosunków polskich, a w szczególności dotyczyć sytuacji rządami sanacyjnymi wytworzonej. Ocena tych stosunków, wypowiedziana przez pana Paderewskiego, ma wielkie dla nas znaczenie, gdyż pochodzi od człowieka znającego dokładnie opinię zagraniczną, nie należącego do żadnej partii politycznej, a więc nie patrzącego na stosunki przez jej okulary. Jest ona też zupełnie miarodajna, gdyż pochodzi od człowieka jednego z niewielu, którzy Polsce dali wszystko, co mieli i mogli, nic w zamian nie biorąc od niej. „Pragnę panom przypomnieć, mówił pan Paderewski,że Polska istniała już długo przed uzyskaniem swej samodzielności. Imię jej głośno rozbrzmiewało po świecie dzięki wielkim Polakom, jakimi byli: Kościuszko, Pułaski, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Wyspiański i inni. Świat widział i cenił w nich wielki naród, który mógł mimo niewoli wydawać geniuszów, na których nie zawsze zdobywały się wolne narody. Wolne, niepodległe państwo polskie istnieje od lat kilkunastu, ale muszę z wielkim żalem i bólem stwierdzić, że przybywa stale w świecie coraz więcej punktów, w których Polski już nie ma. Coraz więcej ludzi nie widzi jej mimo wielkiego obszaru, nie słyszy mimo robionego hałasu, przestaje brać w rachubę pomimo mocarstwowych gestów. Prawdziwi i niezawodni przyjaciele Polski zaczynają się odwracać od niej. Znaczna część świata nie tylko znienawidziła praktyki sanacyjne, ale zaczyna lekceważyć naród polski w ogóle, twierdząc, że bez jego woli nie mogłyby one istnieć. Wyrabianie nam opinii rodu bez ambicji i niewolniczej uległości może się stać rzeczą niezwykle szkodliwą, bo gdy nie wiemy, w jakim się możemy znaleźć położeniu i czy taka opinia nie przyniesie tu nieobliczalnych szkód i następstw. Wielkich ludzi brakło! Rozważając nad tymi bolesnymi objawami, widząc, jak ludzie zatracają coraz więcej poczucia honoru i godności, nierzadko przychodzi na myśl opinia jednego z ambasadorów carskich przy ostatnim królu polskim, który powiedział o Ponińskim i jemu podobnych, że tych ludzi może bić po gębie, jeżeli równocześnie drugą ręką pokaże się im worek ze złotem. Ja, patrząc z dala na Polskę, widzę tam tyle dowodów upodlenia, że mnie to niepomiernie martwi. Naród, który wyszedł z wiekowej niewoli, powinien być odpowiednio wychowywany, a nie poddawany niebezpiecznym próbom, jak się to u nas niestety stało. Powierzchowność, improwizacja, humbug, proporce, chorągiewki, rajdy kawalerskie, nadymanie się może imponować pochlebcom, gapiom lub niekrytycznemu tłumowi, ale świat szuka innych wartości i po nich nas osądza. W naszym położeniu politycznym i geograficznym jedynie wtenczas możemy być pewni naszej przyszłości i bezpieczeństwa, gdy wszyscy obywatele będą z państwem naprawdę szczerze związani, a przy tym będziemy posiadać wiernych i wypróbowanych przyjaciół. Takich przyjaciół posiada zaś ten, kto ich sobie potrafi zjednać rozumnym i szczerym postępowaniem. U nas niestety, wszystko na opak się dzieje! Chociaż długie i przykre doświadczenia muszą nastrajać bardzo sceptycznie, to jednak mam silne przekonanie, że się już wkrótce w narodzie zbudzi rozum i odezwie przygłuszone sumienie”.

W czasie wojny światowej

W trakcie dalszej dłuższej rozmowy wróciliśmy do czasów wojny światowej, jak i ich orientacji i poglądów, którymi się Polacy kierowali. W przeciwieństwie do obnoszących i reklamujących swoje zasługi, a nawet natarczywie domagających uznania i zapłaty, pan Paderewski mówił o tym bardzo niewiele, a przy tym niechętnie, dotykając swojej osoby i działalności tylko wtenczas, jak się tego nie dało ominąć. Z jego skąpego opowiadania mogłem zanotować, że wszelkie poczynania w sprawie polskiej tak na gruncie amerykańskim, jak i państw koalicyjnych były niezmiernie trudne. Jeszcze w roku 1916 mówił do niego i do innych Polaków ambasador francuski Jusserand, bardzo Polsce przychylny: „Wy Polacy jesteście doprawdy biednym narodem, bo ktokolwiek w tej wojnie zwycięży, to Polska nie powstanie”. Jeżeli ten tak mówił, cóż dopiero inni, nieraz wrogo usposobieni. Przełamując wszelkie trudności, założył pan Paderewski w Waszyngtonie, w hotelu Gootham, biuro, które miało przychodzić z pomocą Polakom wszelkiej opieki pozbawionym. Wkrótce biuro owe, utrzymywane kosztem pana Paderewskiego, zostało uznane przez władze amerykańskie, a wydawane przez nie pisma zyskały moc urzędowych dokumentów. Na tym się jednak akcja nie kończyła. Ponieważ w miarę przeciągającej się wojny wzrastała liczba Polaków pozbawionych nie tylko dachu nad głową, ale i kawałka chleba, a państwa wojujące wcale się o nich nie troszczyły, powstała myśl założenia komitetu, który by się zajął ich ciężkim losem. W tym celu Paderewski wyjechał do Szwajcarii i tam przy życzliwym poparciu prezydenta szwajcarskiego Motty, przy współudziale Sienkiewicza i mec. Osuchowskiego komitet taki został zawiązany Trudniej znacznie poszło z tą sprawą we Francji, gdyż ludzie urzędowi byli temu niechętni, a ambasador rosyjski Izwolski wprost zagroził, że jeżeli rząd francuski dałby swoje zezwolenie na założenie podobnego komitetu, to Rosja musiałaby wystąpić z koalicji i zawrzeć odrębny pokój z Niemcami. W końcu te trudności udało się jakoś ominąć, komitet został założony. Składki tak płynęły obficie, że w samych Stanach Zjednoczonych zebrano milion dwieście tysięcy dolarów, co przeliczone na walutę austriacką czyniło ogromną sumę. W Anglii z dominiami zebrano nieco więcej, a sama maleńka Szwajcaria złożyła półtora miliona franków. Znaczne sumy dały inne kraje. Niezmordowany pan Paderewski powrócił z Europy do Ameryki dając liczne koncerty, z których dochody obracał na nieszczęśliwe ofiary wojny, a które przyniosły po kilkadziesiąt tysięcy dolarów z jednego występu. Aczkolwiek praca ta połączona z ciągłymi, dalekimi podróżami była niesłychanie ciężka i wyczerpująca, nie zaniedbał przy tym Paderewski ani na chwilę sprawy polskiej. Mimo jego usilnych starań i zabiegów przez długi czas nie dało się w sprawie tej prawie nic zrobić, gdyż państwa koalicyjne uważały ją za sprawę wewnętrzną carskiej Rosji, a na tym samym stanowisku stał i rząd amerykański, który zresztą, dopóki nie wziął udziału w wojnie, nie mógł w tej sprawie głosu zabierać. Nie pomagali także i niektórzy Polacy, prowadząc zaciętą, głośną, często nieprzytomną agitację za mocarstwami centralnymi.

Amerykańskie wybory

Nie ustając ani na chwilę w swoich zabiegach, korzystając z pomocy znanego przyjaciela Polaków, pułkownika House, dotarł pan Paderewski do prezydentaWilsona. Ten jednak nie mógł w sprawie polskiej zrobić żadnego stanowczego kroku, choćby ze względu na kończącą się kadencję prezydencką i nowe wybory. Wypadek ten przyszedł Polakom i Paderewskiemu z niespodziewaną pomocą. O krzesło prezydenckie w Stanach Zjednoczonych przeciw dotychczasowemu prezydentowi Wilsonowi walczył Hughes, jako kandydat republikanów. Ponieważ szanse obu kandydatów były równe, głosy polskie mogły o wyborze rozstrzygnąć. Paderewski postanowił i tu skorzystać, starając się rzucić głosy polskie na tego kandydata, który się zobowiąże sprawę odbudowania samodzielnego i niezawisłego państwa polskiego wysunąć i popierać. Pan Paderewski, zapewniwszy sobie zobowiązanie Wilsona co do sprawy polskiej, rzucił na szalę cały swój wpływ, jakim rozporządzał, wzywając Polaków, by wszyscy na niego swoje głosy oddawali. Wielka trudność leżała jednak w tym, że polskie organizacje oświadczyły się już za kandydatem republikańskim, a przy tym każdy z kandydatów musiał się liczyć z Niemcami, którzy przy wyborze prezydenta rozporządzali kilku milionami głosów. „Jak przy tym trudno było się zorientować w ówczesnych stosunkach – zaznacza pan Paderewski – dowodzi chociażby fakt, że po mojej decyzji na rzecz kandydatury Wilsona przybył do mnie ambasador francuski Jusserand, a zdziwiony i zaniepokojony moim postanowieniem powiedział: „Co pan zrobił, przecież Wilson jest zdeklarowanym germanofilem”. Trzeba było wiele wysiłku, ażeby go przekonać, że jest w błędzie. Obawiając się — mówi dalej pan Paderewski — że moje wezwanie do Polaków nie wszędzie niesie należyty skutek, gdyż część ich uległa przeciwnej agitacji, postanowiłem objechać wszystkie ważniejsze miejscowości przez Polaków zamieszkałe, prowadząc wytężoną agitację za kandydaturą Wilsona. Urządziłem się w ten sposób, że naprzód koncertowałem, a potem przemawiałem do zgromadzonych, a często rozentuzjazmowanych tłumów. Odnosiłem z tego korzyść podwójną, gdyż najpierw zbierałem bardzo poważne sumy na sprawę polską, a równocześnie zbierałem głosy na rzecz przychylnego jej kandydata. Wilson został wybrany, a ja po dokonanym wyborze mogłem się śmiało zwrócić do kogo należy i powiedzieć: Panowie podpisaliście weksel, trzeba go teraz wykupić. Resztę panowie już wiecie, nie potrzebuję więc mówić, to mi tylko należy nadmienić, że Wilson swoje zobowiązania spełnił. Stany Zjednoczone nie tylko że pod wpływem Wilsona przystąpiły do wojny światowej po stronie koalicji, ale tak w niej, jak i w sprawie polskiej odegrały bardzo wielką rolę. Trzeba, by o tym Polacy nie zapominali.”

ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa, tel. 0-663 371 415, 0-693 101 300