Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
– Lubimy czcić rocznice naszych klęsk narodowych. Nadarza się teraz okazja szczególna. 65 lat temu (4–11 lutego 1945 roku) Polska zdradzona przez swoich sojuszników włączona została do sowieckiej strefy wpływów i na ponad 40 lat utraciła suwerenność. Zacznijmy naszą rozmowę od pytania zasadniczego: Czy ta konferencja była w ogóle, u schyłku wojny, potrzebna. Wojska sowieckie zmierzały już przecież do Berlina, a również i armie sojusznicze były blisko stolicy III Rzeszy, chociaż, po spektakularnej klęsce grudniowej w Ardenach, maszerowały nieco wolniej. Komu zatem potrzebna była ta konferencja: Stalinowi czy aliantom?
– Wydaje się, że konferencja była potrzebna całej trójce. Atmosfera w Jałcie była przecież bardzo dobra, panowie prawili sobie nawzajem komplementy i uprzejmości. Spierali się, na przykład o to, czy Sowieci dojdą wpierw o Berlina (Roosevelt) niż Amerykanie wkroczą do stolicy Filipin Manili (Stalin). Amerykanie zdobyli Manilę jeszcze w czasie konferencji, więc ten nieformalny zakład wygrał sowiecki dyktator. W Jałcie doszło do pierwszego spotkania Wielkiej Trójki od momentu otwarcia przez wojska angielsko-amerykańskie drugiego frontu w Europie (czerwiec 1944). Gdy Churchill, Roosevelt i Stalin spotkali się w listopadzie 1943 roku w Teheranie dyskutowali jeszcze w jakim miejscu Europy wojska alianckie będą lądować. Churchill był wówczas zwolennikiem desantu od południa, od strony Bałkanów.
– Na tzw. miękkie podbrzusze Europy?
– Tak. Zapewne wojska alianckie weszłyby wtedy do Europy Środkowej, w tym także do Polski, wcześniej niż Armia Czerwona. Nic zatem dziwnego, że Stalin nie chciał o tej koncepcji w ogóle słyszeć. A Roosevelt poparł sowieckiego dyktatora. Zatem w Jałcie już nie trzeba było dyskutować o samych działaniach wojennych, bo wojna się przecież kończyła i wiedziano, kto tę wojnę wygra, ale rozmawiano przede wszystkim o tym, jak urządzić powojenny świat.
– Wojna jednak kończyła się tylko w Europie. Na Dalekim Wschodzie, mimo zdobycia Manili, wciąż nie było widać końca konfliktu. Japonia nadal trzymała się mocno, a Amerykanie w lutym 1945 roku nie mieli jeszcze bomby atomowej.
– Oczywiście. Amerykańscy analitycy wojenni obliczyli wówczas, że opanowanie wysp japońskich pochłonie życie miliona żołnierzy amerykańskich. Dlatego dla Stanów Zjednoczonych bardzo ważna była deklaracja czy Związek Radziecki wypowie wojnę Japonii.