Wyjątkowo napięta atmosfera panuje na początku 2012 roku. Zamiast optymizmu, charakterystycznego dla nowego roku, coraz więcej obaw co on przyniesie. Wydaje się, że nie chodzi tym razem tylko o problemy finansowe kilku krajów, ale o załamanie się pewnej filozofii rozwoju, którą świat kierował się po upadku systemu komunistycznego. Za mało uświadamialiśmy sobie fakt, że za ten upadek trzeba będzie zapłacić, nawet przez społeczeństwa, które żyły w warunkach woln
Październik 1956 roku nie przyniósł ludowcom upragnionej wolności. Co prawda z więzień wyszli działacze b. PSL ale wciąż prawica ludowa uznawana była za wroga w PRL. Służba Bezpieczeństwa bacznie przyglądała się niepokornym i śledziła każdy ich krok. We Wrocławiu szczególnie uważnie przypatrywano się środowisku akademickiemu powiązanemu z b. PSL -em, czyli profesorom wrocławskiego uniwersytetu. Byli to: Stefan Inglot, Tadeusz Kotula, Wincenty Styś, Jerzy Łanowski, Marian Morelowski.
Znacząca rolę w inwigilowaniu tego środowiska odegrał agent „Konrad”. Niszczył nie tylko prawicę PSL , swoich kolegów profesorów, ale również nie dopuścił do wydania pamiętników Witosa. W 1959 roku na polecenie SB wypożyczył od osoby, obdarzającej go zaufaniem, pamiętniki Witosa, które skopiował. Po roku, znów z inicjatywy SB, doprowadził do ich zakupu przez „Ossolineum”, dzięki czemu nie ujrzały światła dziennego i spoczęły na wiele lat w dziale rękopisów. Dzięki „Konradowi” pamiętniki Witosa nie stały się „pożywką dla elementów prawicowych.” Przysłużył się do wieloletniego opóźnienia ich druku.
Kim był agent „Konrad”? Profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, dyrektorem „Ossolineum”, członkiem ZLP, autorem książek krytyczno-literackich, człowiekiem dobrze życiowo ustawionym, przewodniczącym wielu gremiów, stowarzyszeń. Na propozycję współpracy przystał bez wahania. Nie krył nawet zadowolenia. Mówił, że jest mu przyjemnie, cieszy się, że będzie pomagał w rozwiązywaniu spraw, które i jemu wydają się „nieczyste w swoich intencjach”.SB pozyskała nie byle kogo. Człowiek wykształcony, profesor. W karcie pozyskania werbujący go funkcjonariusz napisał: jako człowiek inteligentny nie tylko zrozumiał intencję naszej u niego wizyty, lecz także domyślił się, że SB wie o jego dualistycznych zainteresowaniach erotycznych.
Agent „Konrad” nie wahał się donosić na „serdecznych kolegów”. Nie miał żadnych skrupułów, wyrzutów sumienia. Zależało mu niewątpliwie na milczeniu o jego skłonnościach, które okazały się dla środowiska dużym zaskoczeniem. „Konrad” był bowiem statecznym mężem i ojcem rodziny, być może również ze względu na nią nie ujawniono jego nazwiska, choć środowisko bez problemów zidentyfikowało je dzięki wielu biograficznym szczegółom – pisze Łukasz Kamiński w „Pamieć i Sprawiedliwość”, rok 2003, nr 1(3).