2012 Lutego 4
Realia Strona glowna
Sierpień NR 4 (25) 2011
Cien
Od redakcji

Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś

Archiwum Bolesław Prus Sierpień NR 4 (25) 2011

Co to jest polityka?

Ukochany naród nasz przeżywał rozmaite mody. Mieliśmy modę filozofii pozytywnej, modę inżynierską, teatralną, malarską, dekadencką i im podobne: każda zaś z tych mód czy każdy z tych sezonów zostawił po sobie, niewielki wprawdzie i niezbyt głęboki, ale zawsze "jakiś" tam ślad w społeczeństwie.

Dzięki sezonowi pozytywistycznemu zyskaliśmy kilkanaście, a może i kilkadziesiąt książek mniej lub więcej popularnych z zakresu filozofii i przyrodoznawstwa. Sezon inżynierski wyhodował wcale przyzwoity korpus inżynierów i technologów; moda teatralna, malarska i dekadencka przysporzyła odpowiednich specjalistów, między którymi bodaj że najobficiej zaroili się poeci.

Obecnie rozkoszujemy się sezonem politycznym. Od młodzieży z piątej i czwartej klasy do sparaliżowanych dziadusiów, kto wierzy czy nie wierzy w Boga, wszyscy zajmują się polityką: piszą memoriały, układają programy, obliczają stronników własnych, zmniejszają liczbę członków partii przeciwnej, a wymyślają wszystkim i każdemu, kto "nie należy do nich..." Nastrój taki chyba nie powinien przejść bez śladu w społeczeństwie. Może więc kiedyś naprawdę zyskamy jednego, a może i ze dwu rzeczywistych polityków; może naprawdę urodzi się jakiś "program", czego jeżeli się nie mylę, nie posiadamy dotychczas; a może, co jest najprawdopodobniejsze, ukaże się kilka lub kilkanaście książek mówiących o polityce, dzięki czemu ogół zacznie rozumieć, na czym polega wiedza tego rodzaju i działalność.

Zanim jednak zdobędziemy się na odpowiednie dzieła, naturalnie popularne, gdyż głęboko uczonych nikt u nas nie czyta i czytać nie będzie, zanim tedy zdobędziemy się na dzieła, spróbuję napisać skromny artykulik o tej kwestii. Wiem, że jako człowiek niefachowy nie powinien bym dopuszczać się podobnego występku; ulegam jednak życzeniom pewnej szesnastoletniej panienki, której rówieśnice gorliwie zajmują się polityką i reformami społecznymi, ona zaś, biedaczka, nie miała dotychczas sposobności nawet dowiedzieć się, co to jest polityka.

Wszyscy - woła z rozpaczą szesnastoletnia panienka - wszyscy dokoła mnie rozprawiają i kłócą się o politykę. (Ostatniej środy mój papciuś zerwał stosunki z najdawniejszym swoim przyjacielem.). Nikt jednak nie chce mi powiedzieć, o jaką to rzecz tak strasznie kłócą się, ale każdy, nie wyłączając mego czternastoletniego braciszka, odpowiada z dumą: "Jak będziesz starsza, to sama zrozumiesz." A ja przecież co dzień jestem starsza i nic nie rozumiem!

Trzeba mieć serce kamienne, ażeby taki głos pozostawić bez odpowiedzi. Więc odpowiadam, serdecznie prosząc o pobłażliwość naszych fachowych polityków. Alboż to pierwszy raz, Boże miłosierny, zdarza się ludziom mówić i pisać o rzeczach, o których najlżejszego nie mają wyobrażenia?

Zanim jednak siądziemy na wielką szkapę, zwaną polityką, spróbujmy dla wprawy przejechać się na małym kucyku zwanym higieną.

Cóż tedy oznacza wyraz: "higiena"? - Oznacza dwie nieco różne od siebie rzeczy: 1° naukę, czyli teorię o warunkach zdrowia, i 2° praktykę, czyli sposoby pielęgnowania zdrowia.

Otóż w części teoretycznej higieny dowiadujemy się naprzód, że ciało ludzkie składa się z organów takich, jak: płuca, serce, żołądek, skóra, oczy, uszy, ręce, nogi; po wtóre, że na świecie są jedne rzeczy użyteczne, a inne szkodliwe dla tych organów. Do użytecznych należą: czyste powietrze, umiarkowana temperatura, czysta woda, pokarmy lekkostrawne; do szkodliwych - pewne gazy zawarte w powietrzu, nadmierne ciepło lub zimno, pokarmy zbyt tłuste, alkohol i tym podobne.

W higienie zaś praktycznej - mieszamy pokarmy tłuste i mięsne z mącznymi i jarzynami, zaprowadzamy wentylatory w mieszkaniach, filtrujemy i przegotowujemy wodę, staramy się ograniczyć nadużycie alkoholu i tym podobne. Słowem, to, czego z teorii dowiedzieliśmy się o warunkach zdrowia, to staramy się za pomocą rozmaitych prac i urządzeń zastosować do pielęgnowania zdrowia.

Z powyższych uwag wypada, że dobrym higienistą teoretykiem będzie ten, kto dobrze pozna budowę ludzkiego organizmu, jego niezliczone funkcje tudzież rozmaite czynniki, działające na zdrowie w sposób korzystny lub niekorzystny. Dobrym zaś praktykiem higienistą będzie ten, kto na przykład w mieście zaprowadza kanalizację i wodociągi, tanie łazienki, dużo roślinności na ulicach i placach, szpitale, zakłady dezynfekcyjne, domy przytułku dla ubogich i tym podobne. Higienista teoretyk potrzebuje tylko dużo widzieć, słuchać i czytać w zakresie swojej specjalności, ale higienista praktyk potrzebuje mieć nie tylko wiedzę, lecz i wielką energię, wielką żądzę pracy, a nadto musi mieć władzę i pieniądze. Chyba zaś zbytecznym będzie dodawać, że higienista praktyk musi mieć i rozsądek, który uchroniłby go od projektów nie mogących być wykonanymi bądź z powodu braku środków, bądź nieprzygotowania ogółu.

Skończyliśmy z higieną, a teraz możemy przejść do pytania: Co to jest polityka? Gdyż między tymi pojęciami istnieje nieco podobieństwa.

Otwieram książkę pana Charles Benoista i czytam: "Polityka teoretyczna jest nauką o życiu społeczeństw." Polityka zaś praktyczna jest to - "sztuka kierowania życiem społecznym, ażeby zarówno społeczeństwo, jak i każdy z jego członków mógł osiągnąć najwyższy stopień pomyślności; jest to sztuka doprowadzenia do najwyższej potęgi i utrzymania w równowadze zarówno życia jednostki, jak i całości".

To samo dałoby się wypowiedzieć innymi słowy i nieco krócej:

Polityka jest to sztuka prowadzenia społeczeństwa do szczęścia i doskonałości. W nawiasie zaś można by dodać, że polityka powinna także dążyć do robienia społeczeństw użytecznymi dla innych, a przynajmniej nieszkodliwymi. Brak zaś tego ideału jest kalectwem polityki i nieszczęściem ludzkości...

Dobrze, ale cóż to jest owo "życie społeczne" i które z jego objawów należą do polityki? Na to odpowiada pan Benoist, że każde zjawisko życia społecznego w jakiś sposób - albo zahacza o politykę, albo - wprost wchodzi w jej zakres. Zarówno handel, szczególnie gdy staje się międzynarodowym jak rolnictwo, o ile jest już przemysłem i musi liczyć się z konkurencją krajów sąsiednich; dalej - roboty publiczne, finanse, banki, tworzenie i rozwój praw, wymiar sprawiedliwości, stosunki władzy centralnej do prowincjonalnych, wychowanie młodzieży, higiena publiczna, tak zwana "kwestia socjalna", nareszcie stosunki danego kraju z innymi krajami - wszystko to wchodzi do zakresu polityki. "Oddać każdemu, co mu się należy, zabezpieczyć każdemu jego sprawiedliwą działalność, ustalić sprawiedliwe stosunki między potrzebami życia indywidualnego a wymaganiami życia społecznego - oto prawdziwy cel polityki."

Na mocy powyższych objaśnień możemy do pewnego stopnia zrozumieć, kto zasługuje na tytuł polityka. Czy taki pan, który w cukierni zabiera wszystkie gazety i nie pozwała czytać innym? Czy może taki pan, który wykład swoich teorii politycznych zaczyna od słów: "Gdy bym ja był na miejscu Ojarny? Albo może politykiem jest taki pan, który od rana do wieczora pisze programy i memoriały, noce spędza na sesjach i co pół godziny zabiera głos we wszystkich kwestiach, jakie tylko są, były i będą na niebie i na Ziemi? - Wcale nie. Prawdziwym politykiem jest ów inny pan, który nie zabiera gazet ani głosu, lecz który - pracuje nad pomyślnością i rozwojem życia zarówno społecznego, jak indywidualnego.

Pan taki, jeżeli bada, czyta, słucha rozpraw o życiu społecznym i indywidualnym tudzież o warunkach, które to życie potęgują lub osłabiają, pan taki będzie politykiem teoretycznym. Jeżeli zaś, zdobywszy odpowiednią wiedzę, weźmie się do pracy nad pomyślnością i rozwojem społeczeństwa, wówczas będzie politykiem praktycznym.

Polityk teoretyczny, dajmy na to, rozumie, że dla podniesienia życia społecznego trzeba budować koleje, zakładać banki, otwierać szkoły. Ale dopiero polityk praktyczny wskaże, gdzie trzeba otworzyć szkołę, a gdzie zbudować kolej; w jaki sposób uzyskać pozwolenia i jak zebrać potrzebne fundusze. Prawdziwy polityk musi posiadać zalety, które streszczają się w trzech wyrazach: specjalne zdolności, siła, mądrość.

Specjalne zdolności polegają na tym, że - jak botanik kocha rośliny, myśliwiec polowanie, karciarz karty, a pijak wódkę, tak urodzony polityk - nade wszystko miłuje prace społeczne i dla społeczeństwa. Jego nie bawią koncerty, teatry, wyścigi, towarzystwo pięknych dam; jego bawią potrzeby społeczne, instytucje, za pomocą których można je zaspokoić, prądy, które można wyzyskać do urzeczywistnienia celów. Urodzony polityk widzi tylko społeczeństwo, kocha tylko społeczeństwo i pracuje tylko dla społeczeństwa; inne rzeczy go nie obchodzą.

Następnie prawdziwy polityk musi rozporządzać dużymi siłami materialnymi i duchowymi. Majątek, władza, stosunki z rządem, sympatia i zaufanie ogółu są to siły zewnętrzne, niezbędne do kierowania losami społeczeństwa. Wytrwałość zaś, odwaga i wielkie panowanie nad sobą są to siły duchowe, dzięki którym polityk gardzi intrygami i pogróżkami nieprzyjaciół, umie całe lata pracować nad jednym celem i całe lata wyczekiwać na przychylne okoliczności; umie wytrwać na dobrej drodze wbrew krzykom tak zwanej opinii publicznej, odradzaniom przyjaciół, a nawet wbrew własnym zwątpieniom.

Nareszcie polityk musi być mądry. Jemu nie wolno brać przywidzeń albo kaprysów opinii publicznej za - potrzeby społeczne. Jemu nie wolno stawiać celów, choćby pięknych, ale nieużytecznych; jemu nie wolno przez omyłkę poświęcać sprawy ważniejszej, choćby niepopularnej, dla mniej ważnej, choćby popularniejszej, jemu wreszcie nie wolno zrobić czegoś nie w porę. Polityk, który na przykład wypowiada wojnę, nie będąc do niej przygotowany, jest podobny do człowieka, który chciałby orać, siać i bronować w zimie podczas śniegu; zarazem jest on wielkim przestępcą, gdyż swój kraj naraża na niezawodną klęskę.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, że w społeczeństwie obok zjawisk normalnego życia istnieją zjawiska chorobliwe: po wtóre, że obok prawdziwych polityków snują się niby-politycy, surogaty polityków.

Zdaje się, że chorobliwych zjawisk społecznych nie potrzeba bliżej określać: zbyt wielka śmiertelność, zbyt częste morderstwa i zamachy samobójcze, zbyt liczne kradzieże i podpalania, nędza i żebranina, kłótnie i bójki, bezrobocia, ogólne rozdrażnienie, poczucie braku swobody i bezpieczeństwa - są to wszystko objawy chorobliwe dowodzące, iż w życiu społecznym są jakoweś przeszkody i że potrzeba reform. Ale powtarzam, zjawisk podobnych nie można nazywać politycznymi, lecz patologicznymi, a im ustaną prędzej, im ogarną mniejszy zakres życia publicznego, tym lepiej.

Co się tyczy polityków nieprawdziwych, niby-polityków, poznać ich można po tym, że nie posiadają oni przymiotów, które charakteryzować powinny istotnego polityka. Głównym zaś niedostatkiem ich działalności jest brak celu politycznego. Celem polityki, jak wiemy, celem koniecznym i zasadniczym jest "pomyślność ogółu i jednostek, doskonalenie się ich". Otóż fałszywy polityk nie tylko nie stawia sobie podobnych celów, lecz po prostu nie jest do nich zdolny, nie rozumie ich. Jego cele są egoistyczne: pozyskać rozgłos, pozawiązywać stosunki z ludźmi możnymi i wpływowymi, zdobyć majątek - oto najpospolitsze motywy jego niespokojnej ruchliwości. Dlatego ludzie podobni odznaczyć się mogą tylko działalnością hałaśliwą a bezładną wśród chorobliwych stosunków.

Są to szkodnicy polityczni, obok których istnieje cała gromada ludzi "pozujących" na polityków, dla których zajmowanie się polityką jest takim samym zabijaniem czasu, jak na przykład bawienie się w żołnierzy, teatr amatorski i tym podobne. Osoby te pragną tylko jednej rzeczy: mieć "rolę", a co zrobią z tej roli i w tej roli, jakie stąd wynikną skutki dla społeczeństwa - to już nic ich nie obchodzi.

Doskonałym przykładem akcji niepolitycznej było rozbijanie domów publicznych. Ponieważ niszczono sprzęty, odzież, bieliznę i tym podobne, więc występowano przeciw politycznej zasadzie "ogólnej i jednostkowej pomyślności". A ponieważ czyniono tak w imię niby wyroków, podyktowanych przez "masy", więc wykroczono i przeciw zasadzie "rozwoju" społecznego, wyroki bowiem wydawane i spełniane przez tłum cofają społeczeństwo do epok barbarzyńskich.

Owe więc pogromy czy "samosądy" nie były czynami politycznymi, lecz objawami chorobliwymi, i to w wysokim stopniu. Czynem politycznym byłaby spokojna i prawidłowa akcja przeciw rozpowszechnianiu się nierządu: zachęcanie młodzieży do pracy fizycznej, ułatwianie małżeństw, przytułki dla kobiet publicznych, pragnących rzucić swój zawód, opieka nad tymi ż kobietami przeciw strasznym wyzyskom i krzywdom, jakich dziś doświadczają z najrozmaitszych źródeł.

Oto jest charakterystyka naszego nastroju: łatwiej było w ciągu kilku dni rozbić setkę publicznych domów aniżeli na przykład popierać usiłowania czcigodnej pani Ożarowskiej i jej towarzyszek, które przy ulicy Żytniej od wielu lat przygarniają tak zwane upadłe kobiety i ciężko pracują nad ich poprawieniem!...

Streśćmy, co się dotychczas powiedziało:

Celem prawdziwej polityki jest pomyślność i udoskonalenie zarówno całego społeczeństwa, jak i składających go jednostek. Co zatem prowadzi do cierpień, ofiar, zdziczenia, ogłupienia, zubożenia, to nie jest dobrą polityką, lecz - chorobą społeczną.

Zasadniczym warunkiem dobrej polityki jest wykonalność. To tylko może przynieść pożytek, co może być zrobione, czego zaś wykonać nie można, to nie istnieje i nie zda się na nic. Choćbyśmy więc słyszeli o najpiękniejszych, najszlachetniejszych celach, nie możemy nazwać ich politycznymi, jeżeli do urzeczywistnienia ich nie posiadamy odpowiednich pracowników i kapitałów, jeżeli przeszkody są zbyt silne albo jeżeli ogół nie jest do tych celów przygotowany.

Toteż w praktycznej polityce większą ma wartość zaspokojenie najskromniejszej potrzeby społecznej aniżeli wzniosłe zamiary, których wykonać nie można.

O tym zaś, co jest, a co nie jest wykonalne w danej chwili - zdecydować może tylko - prawdziwa i głęboka mądrość polityczna, nigdy zaś amatorskie poglądy, a choćby nawet zapał "powszechny", który tym się odznacza, że - dziś jest, a jutro go nie ma.

Goniec poranny, 17 czerwiec 1905.

ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa, tel. 0-663 371 415, 0-693 101 300