Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Kirgistan, obok Tadżykistanu, najmniejsze i najbiedniejsze państwo Azji Centralnej, w ostatnich tygodniach ponownie znalazło się na czołówkach światowych gazet. Co ciekawe jednak powodem nie były wcale uroczystości związane z piątą rocznicą Rewolucji Tulipanów. Wręcz przeciwnie – w wyniku masowych protestów i zamieszek opozycja, po raz kolejny, przejęła całkowitą kontrolę nad najważniejszymi ośrodkami władzy, a także wojskiem i sądownictwem. W tle tego spektakularnego przewrotu i ponowionej rewolucji w Kirgistanie miała miejsce – zaledwie na kilka dni przed zamieszkami – wizyta amerykańskiego generała Davida Petraeusa, który rozmawiał z byłym już prezydentem i rządem, przede wszystkim, o działaniach na rzecz ustabilizowania sytuacji w Afganistanie. Biszkek stał się bowiem kolejnym sojusznikiem w walce z islamskim terroryzmem, mimo iż świat do niedawna zdawał się całkowicie zapominać o hasłach i ideałach Rewolucji Tulipanów, która miała doprowadzić do demokratyzacji Kirgistanu. W piątą jej rocznicę można tym samym z całym przekonaniem stwierdzić, że kirgiski system po rewolucji był tak samo autorytarny i skorumpowany, zaś obalony prezydent Kurmanbek Bakijew stał się takim samym satrapą, jak odsunięty od władzy w 2005 roku Askar Akajew.
Zachód, w tym przede wszystkim Stany Zjednoczone, nie po raz pierwszy zatem – w imię realizacji własnych wektorów geopolitycznych – akceptował niedemokratyczny reżim. Gra toczyła się, i nadal będzie się toczyć, o znacznie wyższą stawkę niż tylko stabilizacja sytuacji w Afganistanie. Chodzi przede wszystkim o wciągnięcie całego regionu w swoją strefę wpływów, lub przynajmniej uzyskanie gwarancji „przychylnej neutralności” dla takich działań. Równanie geopolityczne w regionie Azji Centralnej, oprócz czynnika zachodniego, musi uwzględniać tym samym – niezmiennie od czasów Halforda Mackindera – także wpływy rosyjskie. Azja Centralna to, obok Arktyki, jeden z najpoważniejszych kandydatów do tytułu „obszaru potencjalnego konfliktu zbrojnego w przyszłości”. Geostrategiczne położenie, złoża surowców mineralnych, podatność lokalnych reżimów na zagraniczne wpływy – to najbardziej szczególne cechy regionu, który może być uważany za swoistego rodzaju jądro koncepcji Heartland – geograficznej osi historii stworzonej właśnie przez Mackindera. Jeśli uwzględnić ponadto nowy wymiar polityki chińskiej w regionie czy rosnące znaczenie Szanghajskiej Organizacji Współpracy – powołanej po to, aby Rosja i Chiny mogły mieć kontrolę właśnie nad Azją Centralną – sytuacja komplikuje się jeszcze dramatyczniej. Niepodważalne pozostaje tylko to, że międzynarodowa walka o wpływy nad tym strategicznym obszarem dopiero się rozpoczyna.