Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Odwiecznym wyznacznikiem zmieniającego się ładu międzynarodowego były konflikty zbrojne, wywoływane z różnorodnych powodów. Jednym z nich, z czasem zyskującym szczególne znaczenie, stała się chęć posiadania we władaniu surowców naturalnych. Rozwój cywilizacyjny i coraz powszechniejszy dostęp do dotychczas nieosiągalnych, głównie z przyczyn technicznych, bogactw naturalnych, spowodowały intensyfikację zawirowań w stosunkach międzynarodowych, często kończących się brutalnymi wojnami.
W teorii stosunków międzynarodowych wypracowano dwie koncepcje wojen o surowce naturalne. Pierwszym typem są tak zwane „stare wojny” o podłożu geopolitycznym, które w zasadzie toczyły się między państwami, najczęściej potęgami światowymi, lub organizmami quasi-państwowymi, aspirującymi do miana suwerennych aktorów międzynarodowych. Jednym z najlepszych przykładów są podboje Ameryki Południowej przez Hiszpanów i Portugalczyków, w poszukiwaniu mitycznego „El Dorado”. Drugi koncept opiera się na założeniu, że wojny surowcowe, tak zwane „nowe wojny”, toczone są przez organizmy niepaństwowe, głównie bojówki zbrojne czy grupy rebelianckie. Z powodu rozkładu centralnej władzy państwowej, organizacje zbrojne stanowią de facto jedyną siłę na obszarze przez siebie kontrolowanym. Co ważne, obecne wojny surowcowe mają najczęściej charakter transgraniczny, przede wszystkim ze względu na nieszczelność granic państwowych i wielowymiarowość konfliktów. Nieobce stają się zatem interwencje państw trzecich w antagonizmy wewnętrzne innego państwa, czy to przy pomocy profesjonalnej armii, czy z użyciem wspieranych politycznie i finansowo bojówek zbrojnych.
Najbardziej dobitnym przykładem wojen surowcowych nowego typu, jak w swojej książce „Resource Wars” określa je Michael Klare, są konflikty toczone na kontynencie afrykańskim, w tym w Republice Angoli. Bogate w złoża ropy naftowej i diamentów państwo stało się synonimem „klątwy surowcowej”, jednej z największych pandemii Afryki w XX i XXI wieku. Należy mieć jednakże świadomość, iż na konflikt angolski – prócz aspektów surowcowych – składał się również złożony splot wydarzeń i problemów, począwszy od położenia geostrategicznego państwa na kwestiach rasowych kończąc. Gdy w 1482 roku żeglarze portugalscy jako pierwsi przybyli na terytorium dzisiejszej Angoli, zastali tam dość dobrze jak na ówczesne czasy rozwinięte struktury gospodarczo-społeczne. Z czasem skolonizowany obszar stał się dla Portugalii źródłem siły roboczej i niewolników wysyłanych do Ameryki Południowej. Europejska taktyka divide et impera po raz kolejny przyniosła korzyści, prowadząc do skonfliktowania lokalnych klanów, a przez to do zaburzenia ładu społecznego.
Zmiany w świecie po II wojnie światowej przyniosły również nowe perspektywy dla Angoli. Proces dekolonizacji stał się wyznacznikiem nowej ery. Wielu Afrykanów wierzyło, że niepodległość będzie oznaczać jednocześnie wzrost gospodarczy i rozwój. Ponadto sądzono, że zostaną odrzucone kolonialne wzorce rabunkowej gospodarki surowcami naturalnymi, które pisarz Joseph Conrad określił mianem „najohydniejszej pogoni za łupem, jaka do tej pory oszpeciła ludzkie sumienie”.