Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Unia Europejska 7 maja z wielką pompą rozpoczęła swój nowy sztandarowy projekt, Partnerstwo Wschodnie, który ma na celu wciągnąć w orbitę zainteresowań UE sześć państw Europy Wschodniej i Kaukazu. Należy jednakże zaznaczyć, iż elity europejskie uważają Partnerstwo Wschodnie za projekt przede wszystkim gospodarczy i społeczny, skierowany raczej na rozwiązywanie wewnętrznych problemów państw Europy Wschodniej, niż na budowanie długofalowych politycznych sojuszy, które miałyby doprowadzić do akcesji któregokolwiek z krajów biorących udział w programie. Pomimo starań między innymi Polski, Szwecji czy Wielkiej Brytanii jeszcze długo Ukraina, słynny geopolityczny sworzeń Starego Kontynentu, pozostanie poza kręgiem państw kandydatów do członkostwa w zjednoczonej Europie. Tym samym zaś, podrażniona nową inicjatywą Brukseli Rosja, może na razie spać spokojnie.
Na Wschodzie bez zmian
Nowa wschodnia inicjatywa Brukseli została negatywnie odebrana zarówno przez rosyjską prasę, jak i przez rosyjskie elity polityczne. To co dla Unii Europejskiej jest projektem gospodarczo-społecznym, dla Moskwy jawi się jako koncepcja polityczna, a nawet geostrategiczna. Najdobitniej swoje obawy wobec pogłębienia kierunku wschodniego polityki zagranicznej UE wyraził nie kto inny niż minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, który w jednym z wywiadów określił Partnerstwo Wschodnie jako „próbę stworzenia unijnej strefy wpływów na Wschodzie”. W jego opinii Bruksela, określając Partnerstwo Wschodnie mianem projektu społecznego, maskuje jego drugie rzeczywiste dno, którego fundamentem jest geopolityczna Realpolitik. Ministrowi Ławrowowi wtórował także zastępca przewodniczącego rosyjskiej Dumy Aleksandr Babakow, który wezwał UE do konsultowania z Rosją wszystkich inicjatyw godzących w „tradycyjne interesy rosyjskie”. Ponadto przewidywał, iż Partnerstwo Wschodnie przyczyni się do pogorszenia strategicznego partnerstwa między Rosją a państwami uczestniczącymi w nowym unijnym projekcie.
Ciekawy jest jednak fakt, że tym razem rosyjska złość ograniczyła się zaledwie do kilkudniowych utyskiwań i nie była wymierzona w poszczególne państwa, lecz w UE jako całość. Moskwa zdaje sobie bowiem sprawę, że Unia Europejska to nie Stany Zjednoczone, a Partnerstwo Wschodnie to nie projekt amerykańskiej tarczy antyrakietowej, aby drastycznie zaostrzać propagandową nagonkę i podgrzewać atmosferę polityczną w stosunkach z Brukselą. Niemniej jednak rosyjskie reakcje wyrażają przede wszystkim obawę, iż w długiej perspektywie nowa unijna polityka stanie się narzędziem geopolitycznym, penetrującym politycznie i gospodarczo obszar uważany w Moskwie za rosyjską strefę wpływów.