Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Za dwa – trzy miesiące media na całym świecie dokonywać będą szczegółowych ocen dokonań dwóch kadencji prezydentury Georga W. Busha w Stanach Zjednoczonych oraz pozycji Ameryki w świecie. Niektóre robią to już od jakiegoś czasu, wychodząc z założenia, że ostatni rok prezydentury głównego lokatora Białego Domu, w sytuacji, gdy w praktyce zamknięta jest już lista kandydatów do sukcesji po nim, to czas, w którym urzędujący prezydent bardziej administruje niż rządzi i podejmuje decyzje. Ostatnie sprawy jakimi zajął się prezydent Bush to szczyt G-8 w Japonii, sprawa tarczy antyrakietowej w Polsce oraz wojna na Kaukazie. Sprawa tarczy antyrakietowej, konkretna i wymierna w sensie podjęcia decyzji, byłaby jednocześnie jednym z mocniejszych akcentów prezydentury Busha, trwale wpisującym się w realia amerykańskiej obecności w Europie Środkowo-Wschodniej. Problem w tym, że jej przydatność dla bezpieczeństwa tak Ameryki jak i Europy jest niewymierna i do końca nie wiadomo, czy przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych wybór ten podtrzyma, czy też nie. Stosunek Kongresu do tarczy i ciągłe obcinanie przeznaczonych na nią środków, nie wróży zbyt jasnej przyszłości temu programowi.