Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Historia społeczno-gospodarcza Polski Ludowej i III Rzeczypospolitej ukazuje hamujący wpływ fałszywych przekonań neokomunistycznych i neoliberalnych na tempo rozwoju kulturowo-ekonomicznego naszego kraju.
Polska Ludowa, jako autorytarne państwo, które istniało na fundamencie ekonomicznym gospodarki nadmiernie upaństwowionej (z wyjątkiem rolnictwa w którym 15 mln ha ziemi uprawnej z ogólnokrajowego jej zasobu 18 mln ha pozostało własnością ponad 2 milionów rodzin chłopskich),była w sferze oficjalnej ideologii neokomunistyczną utopią społeczno-ekonomiczną. (Autorzy urzędowej propagandy głosili: "Upaństwowimy gospodarkę i zbudujemy socjalistyczny raj na ziemi, nie licząc kosztów."). W sferze realnych zjawisk społeczno-gospodarczych Polska Ludowa stanowiła realizację programu odbudowy wojennych ruin poniemieckich i rozbudowy polskiego kapitału ludzkiego, rzeczowego i finansowego w ramach państwowego kapitalizmu menedżerskiego, w nowych granicach geopolitycznych stworzonych w Umowie Poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 roku.
III Rzeczpospolita natomiast pozostaje pod wpływem nowej, tym razem neoliberalnej utopii zakładającej sprywatyzowanie i całkowitą likwidację własności państwowej w gospodarce. Apologeci globalistycznej propagandy w naszym kraju głoszą: "Sprywatyzujemy polską gospodarkę, usuniemy z niej państwo polskie i zbudujemy raj na ziemi nie licząc kosztów.").
Niniejsze rozważania mają na celu uwolnienie polskiego dyskursu społeczno-ekonomicznego od niektórych błędnych ocen i nielogicznych twierdzeń wypowiadanych w przeszłości przez polskich neokomunistów i neoliberałów. W warunkach agresywnej polityki globalistycznej szkody wyrządzone przez politykę wyprzedaży polskiego kapitału. zagranicznym inwestorom powinny być naprawione instrumentami rynkowymi.
Ideą przewodnią niniejszego artykułu, jest postulat równouprawnienia polskiego inwestycyjnego kapitału państwowego w stosunku do kapitału prywatnego, który jest kreowany po 1990 roku jako jedyna postać kapitału inwestycyjnego.
Upowszechnienie na Zachodzie po 1945 roku wielkich korporacji finansowych i przemysłowych oraz rolniczych, kierowanych przez zawodowych zarządców (menedżerów),którzy nie są ich właścicielami, spowodowało tam powstanie przekonania, że nastała nowa epoka w ekonomii, że zrodziła się nowa formacja kapitalistyczna a mianowicie kapitalizm menedżerski, w którym w?adza nad kapita?em korporacji przesz?a z rąk w?aścicieli kapita?u do rąk zawodowych zarządców (menedżerów) kapita?. Rozdzia? w?asności kapita?u od w?adzy nad kapita?em jest jaskrawo widoczny w wielkich spó?kach akcyjnych, w których kapita? uleg? rozproszeniu pomiędzy miliony w?aścicieli kapita?u akcyjnego (akcjonariuszy).
Trzeba również zaznaczyć, że nadal istnieje i rozwija się na Zachodzie tradycyjny kapitalizm, który tworzy sieć milionów ma?ych i średnich firm prywatnych. W?asność kapita?u i w?adza nad kapita?em znajduje się w tradycyjnej firmie w rękach tej samej osoby lub grupy osób (np. jednej rodziny).
Powstanie na Zachodzie po 1945 roku na szeroką skalę kapitalizmu menedżerskiego powinno posiadać inspirujące znaczenie dla projektowania trwa?ych i pozytywnych zmian ustrojowych w gospodarce polskiej. Przedsiębiorstwo państwowe w Polsce powinno być statutowo przedsiębiorstwem menedżerskim, którym mogą zarządzać menedżerzy. Osoba fizyczna w roli w?aściciela nie jest potrzebna państwowemu przedsiębiorstwu menedżerskiemu do zarządzania nim. Postulat ustanowienia prywatnego w?aściciela w takim przedsiębiorstwie jest więc bezcelowy. Kapitalizm menedżerski, który powsta? na Zachodzie, proponuje bowiem sprawdzony model instytucjonalny dla gospodarujących polskich kapitałowych podmiotów państwowych. Ich właścicielem jest polski Skarb Państwa, czyli państwowa osoba prawna, a więc właściciel instytucjonalny. Ta kategoria właściciela kapitału jest dobrze znana w Europie Zachodniej. Model ten w rzeczywistości społeczno-gospodarczej Polski Ludowej był już praktycznie wykorzystywany, absorbując wszystkie deformacje organizacyjne, jakie narzucała panująca neokomunistyczna ideologia ekonomiczna. Ale panująca ideologia wykluczała wtedy otwarte nawiązanie do tego modelu.
Po 1990 roku, po przejściu procedur komercjalizacyjnych, rentowne państwowe podmioty gospodarujące, jeżeli nie zostały sprywatyzowane, funkcjonują na rynku jako skarbowe spółki kapitałowe w bankowości, ubezpieczeniach, przemyśle i rolnictwie i są zarządzane przez zawodowych menedżerów, jak korporacje prywatne. Nastąpiła prywatyzacja zarządzania tych państwowych podmiotów, która nie wykluczyła ich z domeny Skarbu Państwa a ich zyski pozostały w sferze polskiej własności. Stając się źródłem akumulacji kapitałowej niezbędnej do dalszego rozwoju kraju.
Wyniki bilansowe PKO BP SA, PZU SA, KGHM "Polska Miedź" S.A. w Lubinie, Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A. itd, świadczą o tym, że polskie skomercjalizowane korporacje państwowe mają dobrze pracujące grupy menedżerów i dobrze pracujące załogi pracownicze, których kompetencje rynkowe nie ustępują umiejętnościom kadr zatrudnionych w zachodnich korporacjach.
Dywidendy Skarbu Państwa osiągane w polskich korporacjach powinny więc być źródłem finansowania nowych inwestycji założycielskich w dziedzinie finansów (nowe banki) w dziedzinie przemysłu i usług (nowe spółki produkcyjne), które będą tworzyć nowe miejsca pracy w kraju katastrofalnego bezrobocia, jakim stała się Polska wskutek obrania niewłaściwego kierunku polityki prywatyzacyjnej po 1990 roku. Dla zaspokojenia potrzeb inwestycyjnych w tej dziedzinie nie są bowiem wystarczające ani polskie prywatne kapitały inwestycyjne, ani kapitałowe transfery z za granicy do Polski. Niektórzy wiarygodni ekonomiści polscy poddają w wątpliwość, czy transfery kapitałowe napływające do Polski z za granicy nie są per saldo mniejsze od transferów wychodzących z Polski za granicę.
Pozostawienie na rynku finansowym i produkcyjnym rentownego kapita?u państwowego w Polsce daje szansę na zbudowanie w kooperacji z kapita?em prywatnym wydajnego ekonomicznie oraz sprawiedliwego społecznie ustroju gospodarki "mieszanej". Jest to system oparty o współdziałanie efektywnego kapitału prywatnego i efektywnego kapitału państwowego (i innych form własności kapitału uspołecznionego).Przejawia się w nim ekonomiczne partnerstwo publiczno-prywatno-państwowe.
Dobrobyt i kultura przodujących cywilizacyjnie krajów Zachodu zostały zbudowane właśnie na fundamencie gospodarki "mieszanej" a nie na jedynej - prywatnej formie własności kapitału inwestycyjnego. Taką prywatną monostrukturę własności chcieli utworzyć w Polsce po 1990 roku radykalni neoliberałowie, działający pod wpływem "amoku prywatyzacyjngo". Jest to termin wprowadzony do dyskursu o gospodarce przez J.E. Stiglitza, amerykańskiego laureata Nagrody Nobla z ekonomii za 2001 rok. Oznacza u niego - nierozumne prywatyzacje przeprowadzone na Zachodzie po 1980 roku, które zakłócają stan równowagi pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym. a używam tutaj nazwy "amok prywatyzacyjny" na oznaczenie neoliberalnego programu w Polsce, który głosi po 1990 roku potrzebę ustanowienia w polskich przedsiębiorstwach państwowych - prywatnego właściciela, chociaż to rozwiązanie nie było konieczne, a niekiedy stało się wręcz szkodliwe. Charakter własności kapitału nie ma bowiem znaczenia dla sprawności działania spółek menedżerskich. Natomiast zasadnicze znaczenie posiadają kwalifikacje menedżerów.
W Polsce trzeba więc zaprzestać wyprzedaży własności kapitału państwowego. Należy natomiast kontynuować prywatyzowanie zarządzania, jeżeli w tej dziedzinie jest możliwy rozwój z punktu widzenia majątkowych i niemajątkowych interesów Skarbu Państwa oraz ludzi pracy. Należy również ułatwiać racjonalne realizowanie nowych inwestycji zagranicznych na niezagospodarowanych obszarach kraju, chroniąc równocześnie tereny rolnicze przed nadmierną ekspansją przemysłową i urbanistyczną.
Następnym krokiem powinno być proklamowanie w Konstytucji RP ustroju gospodarki "mieszanej".
Po 1990 roku nastąpiła w Polsce pełna komercjalizacja banków i dużej części przedsiębiorstw.(Niektóre przedsiębiorstwa, po doprowadzeniu ich przez administrację do upadłości, zlikwidowano).Nasilał się rozwój nowoczesnej rynkowej infrastruktury prawno-instytucjonalnej, ale w dążeniu modernizacyjnym środowisk reformatorskich zanikała troska o cele i interesy nadrzędne społeczeństwa polskiego i jego majątku. W dużym stopniu była to modernizacja dla samej modernizacji systemowej lub w interesie zagranicznej konkurencji ekonomicznej Przekazano konkurencji za pół darmo 80 procent rentownych polskich aktywów bankowych. Oczywiście kapitalizm "wojenny" okresu pokoju nie miał racji bytu w warunkach demokracji po 1990 roku. Ale nie każdy atak na taki kapitalizm miał sens. A ponadto trzeba pamiętać, że skomercjalizowane po 1990 roku banki państwowe uzyskały zdolność do samodzielnej transformacji korporacyjnej bez udziału zagranicznego inwestora strategicznego. Na przeszkodzie stały jedynie ograniczenia biurokratyczne zawarte w przepisach ustawodawstwa gospodarczego, które mogły zostać uchylone.
Polityka ekonomiczna rządu RP po 1993 roku nie wyciągnęła z tego faktu właściwych wniosków i zgodziła się na własnościowe podporządkowanie polskiego sektora bankowego w Polsce zagranicznym instytucjom bankowym z oczywistą szkodą dla gospodarczego i kulturalnego rozwoju naszego kraju, aczkolwiek przygotowała warunki prawno-organizacyjne do wprowadzenia komercjalizacji banków państwowych.
Komercjalizacja stała się autentycznie korzystną dla kraju reformą makroekonomiczną dokonaną na początku wielkiej transformacji ustrojowej po 1989 roku. Niestety, doktrynerzy zaprzepaścili jej korzyści, albowiem po 1995 roku skomercjalizowane i dokapitalizowane z budżetu państwa polskiego banki państwowe zostały wraz z posiadanymi depozytami, z rozwiniętą siecią operacyjną i całą infrastrukturą rynkową oraz z kapitałem ludzkim oddane w ręce zagranicznych grup kapitałowych. Sprzeciw premiera Waldemara Pawlaka przeciwko tej wielkiej operacji oraz przeciwko niektórym elementom programu instalowania z Polsce tzw. Narodowych Funduszy Inwestycyjnych pociągnął za sobą jego dymisję w trybie tzw. konstruktywnego wotum nieufności. (Zob.: Wystąpienie premiera W. Pawlaka w Sejmie RP 1.03.1995 roku [w]: Sprawozdanie Stenograficzne z 44 posiedzenia Sejmu RP, Warszawa, 1995 r, s. 7-9.).
Powyższa przesłanka lokalizacyjna mogła ułatwić po 1989 roku nowej polityce restrukturyzacyjnej zbudowanie na polskim obszarze gospodarczym równoległego, w sensie logicznym, a nie w sensie przestrzennym, systemu zagranicznych banków i zagranicznych przedsiębiorstw. Równoległego wobec istniejącego systemu państwowo-kapitalistycznych banków i przedsiębiorstw, które oczekiwały na komercjalizację, a nie na wyprzedaż zachodnim inwestorom. Profesor Kazimierz Z.Poznański trafnie stwierdził, że najkorzystniejszym sposobem dopuszczenia obcego kapitału do danego kraju jest zgoda na jego nowe inwestycje w kapitał w tym kraju, a nie na jego inwestycje w zakup starego kapitału w tym kraju (zob. K.Z. Poznański "Wielki przekręt. Klęska polskich reform", Warszawa, 2000 rok, s. 25).
Wcześniej James Goldsmith radził, żeby uzależniać dostęp zagranicznych korporacji do rynków krajowych od zbudowania przez nie fabryk, a więc nowych miejsc pracy, a zatem od wniesienia swojego wkładu w gospodarkę kraju gospodarza. (Zob.: James Goldsmith: "Pułapka", Warszawa, 1995 r., s. 36.)
Potencjalna aktywność założycielska napływającego do Polski kapitału zagranicznego była w stanie wykreować nowe aktywa finansowe i nowe aktywa produkcyjne, a więc tym samym nowe miejsca pracy w Polsce. Były one bardzo potrzebne, gdyż w sektorze państwowo-kapitalistycznym ograniczano zatrudnienie, a banki i przedsiębiorstwa państwowe były poddawane pierwszym eksperymentom komercjalizacyjnym, które miały podnieść ich efektywność rynkową i zdolność do konkurencji. W tych bankach i w tych przedsiębiorstwach nie byli potrzebni strategiczni inwestorzy zagraniczni. Strategiczni inwestorzy zagraniczni powinni byli wtedy tworzyć nowe banki i nowe przedsiębiorstwa. Tak radził między innymi wspomniany James Goldsmith.
Niestety, ani nowa grupa rządząca po 1990 roku, ani jej zachodni doradcy, którzy mieli jeszcze mniejszą wiedzę o polskiej rzeczywistości społeczno-gospodarczej, nie rozważali w odniesieniu do zagranicznego kapitału innej strategii w Polsce poza strategią masowego wykupu przez cudzoziemców rentownych spółek polskiego Skarbu Państwa. Nowi właściciele zagraniczni, poza nielicznymi wyjątkami, nie tworzyli w Polsce po 1990 roku nowych aktywów i nowych miejsc pracy. Niekiedy celem dokonanego wykupu było zniszczenie polskiego państwowo-kapitalistycznego konkurenta rynkowego. O tym mówią na przykład przestępcze manipulacje dokonane na majątku Fabryki "Wagon" w Ostrowie Wlkp, albo zdemontowanie przez Siemensa we Wrocławiu państwowych Zakładów Elektronicznych "Elwro". Przestępcza prywatyzacja miała niekiedy charakter wręcz curiosalny. Wtedy też umożliwiono państwowemu koncernowi zagranicznemu (Francji) zakupienie w Polsce państwowej polskiej elektrowni w Krakowie albo komunalnej spółce zagranicznej STOEN (RFN) zakupienie wielkiego państwowego przedsiębiorstwa dystrybucyjnego energii elektrycznej w Warszawie.
W Polsce mamy wielki deficyt prywatnego kapitału inwestycyjnego, zdolnego do tworzenia nowych miejsc pracy i nowych aktywów produkcyjnych. Zapotrzebowanie na kapitał inwestycyjny wynika ze względnie korzystnej sytuacji demograficznej społeczeństwa polskiego, z niskiej stopy zatrudnienia naszej ludności oraz z nieracjonalnej likwidacji miejsc pracy w przemyśle i rolnictwie po 1990 roku oraz ze szkodliwości inwestycyjnych manipulacji po 1990 roku, które polegały na inwestowaniu przez cudzoziemców w stary kapitał zbudowany w Polsce Ludowej, zamiast w nowy kapitał kreowany przez nich od podstaw w Polsce.
Deficyt inwestycyjnego kapitału prywatnego polskiego i zagranicznego prywatnego kapitału w Polsce powinniśmy wyrównywać także inwestycyjną aktywnością polskiego skomercjalizowanego kapitału państwowego. Dlatego trzeba stwierdzić, że bez sensu przeprowadza się w dalszym ciągu jego wyprzedaż.
Nasze położenie w 2007 roku z uwzględnieniem różnic geopolitycznych i zmian cywilizacyjnych, wynikających z osiągnięć gospodarczych i kulturalnych Polski Ludowej (1945-1989),jest więc podobne do warunków, w jakich Eugeniusz Kwiatkowski oraz Juliusz Poniatowski i związana z nimi grupa polityków z ówczesnego obozu władzy (1926-1939) podjęła planowanie oraz realizację wielkich inwestycji przemysłowych i portowych. Były one finansowane głównie ze środków kapitałowych polskiego Skarbu Państwa, ale nie tylko. W tamtym okresie występował także drenaż kapitału z Polski przez zagranicę. Jednak przeciwstawiał się mu ówczesny rząd. Związki obecne Polski z Unią Europejską stanowią na dłuższą metę także w tej dziedzinie wielką niewiadomą.
Jedno jest pewne, Unia Europejska nie prowadzi wspólnej polityki przemysłowej, a niektóre unijne państwa członkowskie planują z państwami spoza Unii realizację bardzo wrażliwych ekologicznie inwestycji przemysłowych bez konsultacji z partnerami unijnymi (np. rurociąg gazowy na Bałtyku RFN i FR).
Postulat równouprawnienia polskiego kapitału państwowego z powstającym po 1990 roku polskim kapitałem prywatnym i z kapitałem, który po 1990 roku napłynął do Polski z różnych kierunków zagranicznych wynika także z niepodważalnych kompetencji rynkowych polskiego i zagranicznego kapitału państwowego. O dobrych wynikach rynkowych amerykańskiego kapitału państwowego pisał m.in. J.E.Stiglitz (zob. pkt 3 niniejszego artykułu)
Tym autentycznym osiągnięciom państwowych korporacji kapitalistycznych towarzyszy hałaśliwa propaganda, która neguje celowość istnienia państwowych banków i przedsiębiorstw. Przykładem z tej dziedziny były w 2006 roku zgłaszane bardzo energicznie żądania w sprawie podjęcia prywatyzacji energetycznego koncernu Electrique de France (EdF), który w 100 procentach stanowi własność francuskiego Skarbu Państwa. Wybitne parametry korporacyjne i bilansowe, wybitna pozytywna rola na francuskim rynku pracy, ekspansja ekonomiczna na rynkach zagranicznych, nie pobieranie dotacji publicznych przez ten koncern - wszystko to nie powstrzymuje francuskich wyznawców radykalnej ideologii neoliberalnej przed wysuwaniem żądań prywatyzacyjnych wobec państwowej własności EdF. Zapewne jest to przejaw chciwości francuskich spekulantów giełdowych i ich nieumiarkowanych aspiracji do prywatnego bogacenia się - wbrew zasadzie sprawiedliwości, obowiązującej w europejskich państwach prawa, do których należy Francja.
Na Zachodzie niektóre przedsiębiorstwa prywatne i państwowe otrzymują finansowe wsparcie ze strony Skarbu Państwa w swoich krajach oraz ze strony organizacji ponadnarodowych. Najbardziej szerokie rozmiary wsparcie to osiągnę?o po 1945 roku w prywatnym wielkoobszarowym rolnictwie amerykańskim oraz nieco później w rolnictwie unijnym. Uznano tam, że wymagają tego zarówno względy ekonomiczne, związane z d?ugością okresu odtworzenia kapita?u zaangażowanego w tej ga?ęzi produkcji, jak i względy spo?eczne, związane ze specyfiką życia i pracy rodziny rolniczej.
Panujący w Polsce w latach 1950-1990 ustrój państwowo-kapitalistyczny, mimo jego anachroniczności systemowej zostawi? po sobie stosunkowo duże zasoby kapita?u rzeczowego (produkcyjnego i nieprodukcyjnego), finansowego i ludzkiego, których żaden rząd RP porządnie nie zinwentaryzowa?. Profesor W?adys?aw Leopold Jaworski w wywiadzie dla "Zielonego Sztandaru" (16.04.2006 rok, s. 7) ujawni?, że nowy w?aściciel by?ego polskiego rentownego banku państwowego, jakim by? Bank Handlowy w Warszawie, a mianowicie City Bank, bez żadnego związku z umową prywatyzacyjną, na podstawie której naby? w?asność aktywów tego Banku Handlowego, przekaza? do swojej nowojorskiej centrali dywidendę, która zosta?a wypracowana na rynku w czasie, gdy w?aścicielem Banku Handlowego by? polski Skarb Państwa.
G?ośnym przypadkiem z tego zakresu by?o między innymi przejęcie, bez upoważnienia w umowie prywatyzacyjnej, przez polskie prywatne konsorcjum, środków pieniężnych, które znajdowa?y się na rachunku bankowym prywatyzowanej Stoczni Gdańskiej. Przestępczy prywatny nabywca zagraniczny Fabryki "Wagon" w Ostrowie Wlkp. wyprowadził z jej banku płynne walory finansowe. Dlaczego nadzór bankowy nie interweniował w takich przypadkach?
Występujące w ramach systemowych regulacji prawnych transfery kapitału z Polski za granicę nie mogą być uznawane w każdym przypadku za transfery prawidłowe. Inny wybitny polski ekonomista, który należał w 2006 roku do grona doradców Sejmowej Bankowej Komisji Śledczej, w znanym wywiadzie opublikowanym w "Naszym Dzienniku" (12.04.2006 r. s. 21) pod tytułem "Koniec ery Balcerowicza", trafnie wyeksponował między innymi negatywną dla majątkowych interesów polskich, a pozytywną dla zamożnych krajów inwestorskich rolę systemowych transferów bankowych z Polski za granicę, które są kanałem do drenażu kapitału inwestycyjnego z niezamożnego kraju, jakim jest Polska. W latach 2004 i 2005 wytransferowano z Polski w każdym roku po około 11 miliardów dolarów amerykańskich. Jest oczywiste, że kapitały te powinny być zainwestowane w Polsce, a nie zasilać fundusze inwestycyjne lub konsumpcyjne bogatych krajów zachodnich, do których są kierowane takie transfery z Polski.
Przepisy unijne przewidują dla banków spółdzielczych rok 2012 jako nieprzekraczalną datę do osiągnięcia minimalnego progu kapitałowego w kwocie 1 miliona euro w kapitale zakładowym. Nadgorliwi "entuzjaści unijni" w Warszawie postanowili utrudnić samorządnym polskim bankom spółdzielczym spełnienie tego warunku. Zostały one więc zobowiązane do przyjęcia roku 2007,jako daty, od której ich kapitał zakładowy nie może być niższy niż 1 milion euro.
Celem ostatecznym liberalnych biurokratów warszawskich jest zniszczenie systemu banków spółdzielczych, których akcjonariat jest w 100 procentach polski, a następnie oddanie tego segmentu rynku finansowego pod kontrolę banków zagranicznych, jak to się stało w przypadku banków komercyjnych po 1997 roku. Natomiast celem bliższym jest utrudnienie działalności mało zasobnych banków spółdzielczych, których kapitał zakładowy nie będzie mógł być podniesiony w najbliższym czasie do normatywnego progu kapitałowego UE.
Należy więc zgodzić się ze zdaniem wspomnianych ekonomistów, którzy postulują żeby banki zrzeszające mogły wesprzeć pożyczkami te banki spółdzielcze, które w 2007 roku nie osiągną progu 1 miliona euro kapitału zakładowego. Albowiem spółdzielnie, które nie osiągną tego progu, wypadną z systemu bankowego naszego kraju, a na ich miejsce wejdą niesprzyjający polskim interesom bankierzy zagraniczni.
Jeżeli nowy premier RP nie chce partycypować w sławie "politycznego" likwidatora polskiej bankowości spółdzielczej, to powinien niezwłocznie wpłynąć na decydentów rządowych, żeby wyrazili zgodę na wspomniane wyżej dofinansowanie kapitału zakładowego banków spółdzielczych do wysokości 1 miliona euro oraz zabezpieczyć je przed zakwestionowaniem tego rozwiązania przez Brukselę.
W niniejszym punkcie artykułu proponuję także pilne rozważenie przez miarodajne środowiska polityczne projektu utworzenia nowego państwowego banku inwestycyjnego, jako Banku Kredytowo-Inwestycyjnego. Jest to najpierw sposób na uporządkowanie bałaganu na rynku finansowym, na którym nawet nie są porządnie zewidencjonowane mniejszościowe udziały kapitałowe polskiego Skarbu Państwa w prywatnych spółkach, które wcześniej były rentownymi spółkami Skarbu Państwa, a następnie zostały sprywatyzowane. W kilkudziesięciu takich spółkach, obecnie prywatnych, polski Skarb Państwa ma niewielkie, kilku procentowe udziały kapitałowe. O tym przypadku bałaganu w organizacji zarządzania polskim państwowym kapitałem finansowym, jakim są mniejszościowe udziały kapitałowe Skarbu Państwa, sygnalizowała rządowi i opinii publicznej na przełomie roku 2004 i 2005 Najwyższa Izba Kontroli.
Byłby to również sposób na powiększenie wolumenu operacyjnego polskiego kapitału inwestycyjnego, który, będąc w zarządzie państwowego banku Depozytowo-Kredytowego, mógłby finansować inwestycje polskich drobnych i średnich przedsiębiorstw prywatnych. Kapitał zagraniczny traktuje je z dużą niechęcią, gdyż kredytowanie takich podmiotów nie jest atrakcyjne dla bankowych korporacji, które preferują łatwy i wielki zysk. Takiego zysku nie przynosi kredytowanie polskich drobnych przedsiębiorstw prywatnych. także polskiemu państwowemu bankowi inwestycyjnemu go nie przyniesie. Ale bankowość państwowa jest zainteresowana prowadzeniem akcji kredytowych, które będą stymulować rozwój kraju również w domenie małego polskiego kapitału prywatnego, tworzącego nowe miejsca pracy. Nowy bank powinien być statutowo zobowiązany do prowadzenia takiej akcji kredytowej. Będzie to możliwe w przypadku, gdy powstanie proponowany państwowy bank Depozytowo-Kredytowy. Jego kompetencje powinny być sharmonizowane z kompetencjami Banku Gospodarstwa Krajowego.
Najgorszym sposobem zlikwidowania bałaganu na tym odcinku rynku finansowego, o którym alarmowała Najwyższa Izba Kontroli w 2004/2005 roku, byłoby sprzedanie "resztówek kapitałowych" Skarbu Państwa różnym prywatnym spekulantom, którzy chcieliby łatwo odcinać kupony od dywidend, bez żadnego pożytku dla społeczeństwa, np w tym przypadku bez żadnych korzyści dla aktywnych gospodarczo drobnych prywatnych przedsiębiorców. (Przyznajemy tutaj priorytet legislacyjny drobnym przedsiębiorcom przed legalnymi interesami spekulantów giełdowych, odwołując się do zasady sprawiedliwości rozdzielczej.) Proponowane rozwiązanie wprowadza ład systemowy na ważnym odcinku rynku finansowego, a ponadto tworzy dzięki koncentracji w jednej placówce bankowej kapitału inwestycyjnego, stale funkcjonujące źródło zasilania kredytowego dla podmiotów gospodarczych prowadzących aktywną działalność rynkową w interesie nie tylko partykularnym, lecz także w interesie ogólnospołecznym, z którym interes państwowego banku oraz interes drobnego przedsiębiorcy prywatnego jest zbieżny, czego nie można powiedzieć o interesach legalnych graczy giełdowych.
Były minister Skarbu Państwa z rządu Jarosława Kaczyńskiego, który prowadził wyprzedaż wspomnianych "resztówek" należy do tych polityków, którzy boją się własności państwowej.