Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Punktem wyjścia tej analizy niech będą takie pojęcia jak: zaufanie do władzy, do instytucji państwa; docenianie lub lekceważenie wartości państwa w życiu narodu, jego mniejszości narodowych, etnicznych. Rodzi się w tym miejscu pytanie: czy Rzeczpospolita może być (czy jest) wspólną. Czy Jej obywatele podzieleni, choćby tylko co do stosunku do władzy (na razie pomijamy wiele innych podziałów), mogą myśleć o dobru wspólnym i działać na jego rzecz? Kiedy możemy stwierdzić, że obywatele Rzeczpospolitej stanowią jedno? Nawet smoleńska katastrofa i powódź na terenie 14-stu z 16-stu województw nie poświadczała tej jedności. Najbardziej zbliżeni do siebie byliśmy w chwili śmierci Jana Pawła II . Dziś tego nie ma. Po Smoleńsku, tuż po powodzi – te wydarzenia stają się polityczne. A jednak – bez zważania na politykę – bardzo wielu rolników pomaga innym rolnikom (swoim sąsiadom, krewnym). Tu sprawdza się społeczność lokalna.
W podsumowaniu ostatniego badania CBOS-u czytamy, że: „Stosunki między ludźmi, których łączy pokrewieństwo, znajomość, wspólna praca, sąsiedztwo czy też więzi parafialne, niezmiennie opierają się na zaufaniu. Jest ono na ogół tym powszechniejsze i silniejsze, im bliższe relacje wiążą badanych z omawianymi grupami – najczęściej obdarzana jest nim najbliższa rodzina, a następnie, znajomi, dalsi krewni, współpracownicy oraz sąsiedzi, przedstawiciele parafii i lokalni społecznicy. Co jednak istotne, o ile zaufanie do najbliższej rodziny jest zazwyczaj nieograniczone, o tyle w przypadku pozostałych relacji charakteryzuje się pewną zachowawczością”. Tak więc im dalej, tym ostrożniej w stosunku do obcych.
Dalsze wnioski z tego badania to: „Pomimo dość dużego zaufania Polaków w sferze prywatnej, a więc w stosunku do rodziny, znajomych, sąsiadów, proboszcza czy lokalnych działaczy społecznych, ogólnie rzecz biorąc, respondenci opowiadają się raczej za zachowaniem ostrożności w stosunkach z innymi ludźmi (72%) niż za zbytnią otwartością na nieznajomych. O tym, że większości ludzi można ufać, jest przekonany obecnie – tak jak przed dwoma laty − tylko co czwarty ankietowany (26%)”.
Ufać musimy wielu instytucjom, organizacjom np. obrońcom praw człowieka, ekologom, partnerom biznesowym, pracodawcom, związkom zawodowym, transportowcom (chodzi tu m.in. o pracowników linii lotniczych, kolejowych, autobusowych itp.), wielu innym grupom społecznym a zwłaszcza władzy: wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej a ostatnio niezależnej władzy prokuratorskiej. CBOS w swoich comiesięcznych badaniach zaufania publicznego umieścił nie tak dawno – pytania o zaufanie do ZUS-u i do NFZ-tu.
Nasza cywilizacja zmusza nas do darzenia zaufaniem coraz to większej liczby osób, grup, instytucji, organizacji. Nierzadko jest to wymuszone zaufanie. Zaufanie a może bardziej wymuszona – (tylko) lojalność wobec np. takich tworów współczesnego, globalizującego się świata jak korporacje.