Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Jeśli pominąć – z konieczności – długą i bogatą historię liberalizmu oraz różny sens nadawany temu pojęciu w ekonomii i polityce (a nawet w poszczególnych krajach), można śmiało powiedzieć, że prawdziwy liberalizm to filozofi a, która nawiązuje do koncepcji Adama Smitha (1723–1790). A. Smith uznawany jest za twórcę teorii ekonomicznego liberalizmu. Równocześnie jednak – co z całą mocą należy podkreślić – dostrzegał on potrzebę aktywnej polityki państwa. Natomiast doktryna neoliberalizmu rolę państwa sprowadza do minimum, jest więc zdecydowanym odejściem od liberalizmu. Neoliberalizm powstał na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Poddaje krytyce dominujące od czasu Wielkiego Kryzysu teorie keynesowskie. Postuluje powrót do wolnego rynku i zdecydowane ograniczenie ingerencji państwa w gospodarkę. (Teoretycy neoliberalizmu to m.in.: Friedrich Hayek, Milton Friedman, Frank Knight, George Stigler). Poglądy te nabrały znaczenia dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to zachodni politycy, Margaret Thatcher i Ronald Reagan, nie potrafi ąc uporać się z inflacją, będącą skutkiem kryzysów naftowych, podejmowali błędne decyzje, zrzucając ciężar walki z trudną sytuacją gospodarczą na barki swych społeczeństw. Prawdziwy, nawiązujący do A. Smitha, liberalizm poszukiwał jednak nadal rzeczywistych schorzeń gospodarki rynkowej i środków zaradczych. Uwieńczeniem tego procesu poszukiwań i przypomnieniem prawdziwych ideałów liberalizmu był Rzymski Manifest Międzynarodówki Liberalnej z roku 1981, w którym czytamy: „Nie można realizować ideałów liberalizmu: wolności osobistej, swobody inicjatywy, tolerancji w sytuacji, gdy istnieją wielkie obszary bezrobocia i biedy, gdy społeczeństwo nie ma zapewnionej opieki medycznej, nie ma zapewnionego dostępu do edukacji i do innych dóbr publicznych”. Współbrzmi to z zapisami w naszej konstytucji. Artykuł 2 tej konstytucji głosi, że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. A artykuł 20. Konstytucji: „Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.
Obydwa cytowane artykuły zakładają sprawiedliwość społeczną i demokrację. Czy jednak w ustroju neoliberalnym, który z samego założenia nie realizuje zasad sprawiedliwości społecznej, możliwa jest sprawiedliwość społeczna i demokracja? Wprowadzona do naszej konstytucji zasada społecznej gospodarki rynkowej to koncepcja liberalna (patrz: ordoliberalizm), ale jednocześnie absolutnie wroga neoliberalizmowi. Jak w ogóle doszło do tego, że neoliberalizm w Polsce zatriumfował i czy wprowadzono go do naszego kraju zgodnie z regułami demokracji? W 1989 r. elity polityczne rozpoczęły po wyborach czerwcowych realizację reform nie przewidzianych, nie oczekiwanych przez olbrzymią większość społeczeństwa i nie zapowiadanych w programach wyborczych ówczesnej „solidarnościowej” opozycji. Programy, na które głosowali wyborcy nie zapowiadały totalnej prywatyzacji i budowy dzikiego kapitalizmu. Nastąpiło wyraźne odejście od programu Solidarności głoszonego w czasie kampanii. Można oczywiście z powodzeniem bronić tezy, że idea prywatyzacji zwyciężyła, bo poprzedni system ekonomiczny okazał się niewydolny...