Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
– Ustawa o zawodzie posła została przyjęta w końcu kadencji 1993– 1997. Jakie przesłanki kierowały wówczas ustawodawcą?
– Uzasadniano wówczas jej potrzebę tym, iż praca w Sejmie wymaga pełnego zaangażowania posłów, ich stałej tam obecności. Sejm był zawsze krytycznie oceniany, zmiany legislacyjne miały doprowadzić zatem do jego lepszego funkcjonowania. Wcześniej posłowie dzielili się na zawodowych i niezawodowych. Wszyscy deputowani otrzymywali diety poselskie, a zawodowi dodatkowe wynagrodzenie. Wynagrodzenie to nie było jednak równe pensjom podsekretarzy stanu. Nowa regulacja spowodowała, że każdy poseł posiada obecnie materialny status wiceministra, a oprócz pensji w tej wysokości przyznawana jest mu jeszcze dieta poselska. A zatem każdy z posłów i senatorów zarabia więcej niż podsekretarze stanu.
Przed uchwaleniem ustawy motywacja materialna, by starać się o mandat posła, była o wiele mniejsza. Dlatego posłowie i senatorowie funkcjonowali w swoich środowiskach zawodowych, wykonywali też inną pracę. W Klubie PSL było np. wielu rolników, którzy prowadzili gospodarstwa. Ustawa stworzyła nową sytuację. Większą rolę zaczęła odgrywać motywacja ekonomiczna. Większa liczba posłów wybierała status posła zawodowego. W wielu zawodach różnica pomiędzy wynagrodzeniem pracowników a wynagrodzeniem parlamentarzysty jest znaczna.