Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Zasadniczą cechą procesu globalizacji jest otwieranie dostępu do kapitału, postępu technicznego i popytu na rynku globalnym. W dłuższym horyzoncie dynamika rozwoju kraju zależeć będzie od tego, jaką zdolność wykażą jego przedsiębiorstwa do czerpania korzyści z dostępu do popytu na rynku globalnym. Można więc uznać, że ogólnym kryterium dostosowań ekonomicznych do postępującego procesu globalizacji jest zwiększenie zdolności do korzystania z popytu rynku globalnego, o której przesądza konkurencyjność przedsiębiorstw.
Globalizacja otwierając dostęp do popytu na rynku globalnym, z natury rzeczy ogranicza rolę rynku wewnętrznego do którego mają swobodny dostęp podmioty zewnętrzne. Rynek wewnętrzny traci znaczenie tak w zakresie umożliwiającym aktywizację gospodarczą przedsiębiorstw krajowych, jak i w zakresie oddziaływania na koszty. Dostęp do rynku globalnego zmniejsza zasadniczo wpływ rynku wewnętrznego na efekt skali i koszty. Potencjalnie globalizacja otwiera dla wszystkich możliwość korzystania z efektu skali rynku globalnego. Przestaje o tym decydować wielkość własnego rynku, a zaczyna rozstrzygać zdolność konkurencji i potencjał ekonomiczny przedsiębiorstw.
Dostosowanie do globalizacji wymaga reorientacji w polityce gospodarczej państw. Aby korzystać z rynku globalnego, trzeba wspierać konkurencyjność przedsiębiorstw i wzrost jakości własnych zasobów produkcyjnych, takich jak poziom wykształcenia, rozwój zaplecza naukowo-badawczego oraz jakość infrastruktury twardej (kolej, drogi, telekomunikacja) i miękkiej (bankowość elektroniczna, internetyzacja, obsługa prawna, warunki życia dla menedżerów). Reorientacja w polityce gospodarczej jest wynikiem spadku skuteczności interwencji w oddziaływaniu na popyt rynku wewnętrznego w sytuacji, gdy dostęp do tego popytu ze strony zewnętrznych podmiotów jest coraz pełniejszy. Natomiast państwo musi starać się wesprzeć przedsiębiorstwa krajowe w zdobywaniu przewag konkurencyjnych. Popytowy charakter tradycyjnego interwencjonizmu należy więc zastępować interwencjonizmem o charakterze podażowym, a więc oddziaływać na jakość zasobów i zdolność konkurencyjną przedsiębiorstw. Trwały napływ kapitału do kraju będzie wtedy gdy motywem jego napływu będzie nie tyle wykorzystanie popytu rynku wewnętrznego, a chęć wykorzystania jakości i konkurencyjności zasobów krajowych do produkcji, która może zaspokajać popyt na rynku globalnym.
U nas dotychczas brakuje zrozumienia wagi wsparcia wzrostu jakości zasobów ekonomicznych kraju. A przecież w przyszłości żadna nowoczesna firma nie ulokuje w Polsce pieniędzy, jeżeli nie będzie zdolnych i wykształconych ludzi oraz zaplecza naukowo-technicznego gwarantującego postęp innowacyjny. Niskiej jakości zasoby uzyska bowiem za dużo niższą cenę w wielu krajach Azji czy Ameryki Południowej.
Globalizacja otworzyła dostęp do popytu, kapitału i postępu technicznego na rynku globalnym również dla wielu krajów słabo rozwiniętych. Jedną z najbardziej brzemiennych w skutkach zmian w gospodarce światowej było w ostatniej dekadzie dynamiczne wejście do globalnej gry Chin i Indii. Chiny ujawniły nigdy nie notowany w historii na taką skalę efekt śniegowej kuli rozwoju. Chińska gospodarka od 1979 r. toczy się z dynamiką 9,4 proc. PKB średnio rocznie. Oznacza to, że PKB Chin od 28 lat podwaja się co siedem lat. Następuje efekt kumulacji. Wystarczy powiedzieć, że następne podwojenie w dotychczasowym tempie, to duże prawdopodobieństwo, że w 2015 roku Chiny będą krajem o największym PKB na świecie liczonym metodą siły nabywczej (PPP).
Do najważniejszych zmian, które wywierać będą długofalowy wpływ na gospodarkę światową i charakter konkurencji zaliczyć należy zmianę na światowym rynku pracy. Objęcie procesami globalizacji tak ludnych krajów jak Chiny, Indie, Brazylia, Indonezja i kilku innych spowodowało, że w orbicie rynku globalnego podwoiła się ilość siły roboczej. Z jednej strony wpłynęło to na zmniejszenie presji płacowej i otworzyło niespodziewanie obszar do tradycyjnych przewag konkurencyjnych związanych z tańszą siłą roboczą. W Chinach jest ponad 700 mln ludzi w wieku produkcyjnym, duże bezrobocie utajone i duża konkurencja pracobiorców. Można więc znaleźć tam wielki rezerwuar taniej siły roboczej od 25 centów USD na prowincji wewnątrz Chin do 50 centów za godzinę w regionach bardziej rozwiniętego wschodniego wybrzeża. Presja chińskiego rynku pracy na rynek globalny spotęgowana jest przez politykę państwa. Presja ta wynika nie tylko z konkurencji bardzo niskich płac i olbrzymich rezerw pracy, ale również z braku systemu roszczeniowego (brak związków zawodowych i demokracji), co będzie powodowało, że względna konkurencja chińskich płac będzie raczej rosła. Atut niskich płac pracowników chińskich jest jednocześnie pomnożony przez czterokrotnie zaniżony kurs juana. W ten sposób mimo że chiński robotnik pod względem płac jest zdecydowanie bardziej konkurencyjny niż Europejczyk czy Amerykanin, to jego konkurencyjność jest sztucznie zwielokrotniona przez kursowe zwiększenie cenowej konkurencyjności. Naturalna presja chińskiego rynku pracy jest więc zwielokrotniona i będzie wywierać coraz większy wpływ na płace i konkurencyjność na rynku globalnym. W tej sytuacji Chiny stają się z punktu widzenia rynku globalnego w dużej części sfery produkcji coraz bardziej bezkonkurencyjne.
Zbyt często, pisząc o konkurencyjności Chin, autorzy koncentrują się wyłącznie na konfrontacji tej konkurencyjności z krajami rozwiniętymi. W rzeczywistości konkurencyjność Chin to jednocześnie szczególnie bolesne zagrożenie dla wielu krajów słabo rozwiniętych. Kraje rozwinięte mogą uciekać do dziedzin opartych na zaawansowanych technologiach i wiedzy. W produkcji pracochłonnej konkurencyjność Chin dla krajów słabo rozwiniętych staje się olbrzymim zagrożeniem.
Problemem Polski jest to, że w pewnych statystykach i formalnych przynależnościach zaliczana jest ona do krajów rozwiniętych, ale swych atutów wciąż szuka w czynnikach bardziej przynależnych do krajów konkurujących w standardowych pracochłonnych produktach. Na dłuższą metę szanse w tej dziedzinie będą gwałtownie niknąć. By zapewnić sobie długofalowe szanse rozwojowe trzeba tworzyć warunki, które umożliwią uniknięcie konkurencji z krajami, które oferują tanie produkty standardowe oparte na wykorzystaniu bardzo niskich kosztów pracy i prowadzenia doskonałej imitacji.
W Polsce wymaga to całkowitej reorientacji w podejściu do polityki gospodarczej, a przede wszystkim polityki strukturalnej. Wymaga to postawienia na dziedziny naukochłonne oparte na kapitale intelektualnym, innowacjach, wysokich kwalifikacjach oraz rozwiniętym kapitale społecznym. Oznacza to szukanie sobie miejsca w innej "dyscyplinie" konkurowania opartego na innych podstawach. A wtedy uniknie się tych "dyscyplin", które biorą udział w walce na głównej arenie standardowych produktów, a na której występują bardzo silni i coraz bardziej brutalni konkurenci z Azji. To wymagałoby postawienia na skandynawski model dostosowania do globalizacji.
Wyzwaniem dla Polski jest przejście gospodarki od komplementarności (w zakresie produktów praco-, surowco-i kapitałochłonnych) do substytucyjności opartej na wiedzy i technologii wobec większości krajów starej Unii. W handlu Polski z krajami Unii wciąż podstawą wymiany jest przestarzały handel międzygałęziowy, gdy rynek unijny (piętnastki) zdominowany jest przez wewnątrzgałęziowy podział pracy (85-93%)
Istotnym wyzwaniem wynikającym z procesów globalizacji jest wzrost niepewności i ryzyka jaki wynika z rosnącej nierównowagi finansowej i płatniczej świata. A zdolności ochronne organizmu gospodarczego kraju wobec tego co się dzieje w gospodarce globalnej są coraz mniejsze. W praktyce współzależność koniunktury krajowej od koniunktury regionalnej i światowej jest coraz większa. Obowiązkiem władz gospodarczych kraju jest nie tylko na bieżąco śledzić zmiany, ale mieć instytucjonalny system dla wczesnego ostrzegania i reagowania w warunkach kryzysowych. W takich sytuacjach bardzo groźny jest paraliż decyzyjny jako wyraz braku wcześniejszych przygotowań instytucjonalnych. Pod tym względem sytuacja w Polsce budzi wiele poważnych zastrzeżeń.
Nierównowaga płatnicza świata sprowadza się do sytuacji, w której walka konkurencyjna o popyt na rynku globalnym doprowadziła do powstania w najbardziej dynamicznych krajach Azji i krajach naftowych nadwyżki eksportu netto, który znalazł sobie ujście w istocie w jednym miejscu w deficycie, a więc imporcie netto Stanów Zjednoczonych. Z wymogów bilansowych wynika, że jeżeli pewne kraje chcą agresywnie zwiększać eksport to jest to możliwe gdy znajdzie się ktoś kto zwiększy import. Takim sztucznym środkiem podtrzymywania koniunktury światowej było we wszystkich latach XXI wieku narastanie deficytu obrotów bieżących Stanów Zjednoczonych. W ostatnich latach deficyt obrotów bieżących USA przekracza 800 mld USD rocznie, a więc więcej niż 2 proc. produktu światowego.
Specyfiką obecnej nierównowagi w finansach i płatnościach świata jest brak mechanizmu odwracającego nierównowagę przez zmianę strumieni towarów i płatności. A więc brak mechanizmów przywracania nowego stanu równowagi. Utrzymuje się dziwny stan odkładania na przyszłość problemu tej nierównowagi. Dlatego dla wszystkich ważna jest odpowiedź na pytanie: jak długo może utrzymywać się taki stan rzeczy? Jakie są zagrożenia i jak można im przeciwdziałać? Czynnikiem neutralizującym dramatyczne skutki powyższego stanu rzeczy, jest fakt utrzymywania jeszcze przez Stany Zjednoczone "królewskiego przywileju bicia światowej monety". Dolar jest wciąż jeszcze walutą rezerwową świata. Stany Zjednoczone płacą za swój import własną walutą. A to jest równoznaczne z możliwością korzystania z kredytu formalnie krótkoterminowego, a praktycznie bezterminowego. Reszta świata udostępnia USA taki kredyt, i na taką skalę na jaką chce swe rezerwy trzymać w dolarach. Ameryka największy dłużnik współczesnego świata czerpie zarazem poczucie bezpieczeństwa, bo nie ponosi ryzyka kursowego jak inne zadłużone kraje, bo zadłuża się we własnej walucie. Narasta jednak stopniowo zagrożenie dla dolara i obecnego "status quo" bo siły jako waluta rezerwowa świata nabiera euro. Stąd wstrząs u wszystkich finansistów jaki powstał już tylko po zapowiedzi na początku listopada 2007 r. przez posiadacza obecnie największych rezerw dolarowych na świecie czyli Chin, że myślą o ich zamianie na euro. Większość ludzi nie ma zaufania do sytuacji, w której potężne i szybko rosnące rezerwy ambitnych Chińczyków, stabilizują amerykańską walutę, a więc główną walutę rezerwową świata.
Do powyższych uwag należy dodać, że na amerykańskim i światowym rynku aktywów finansowych uformował się poważny spekulacyjny "bąbel", czyli mamy do czynienia z nadmiernym poziomem cen, który z czasem musi ulec korekcie w dół. Dostosowania te mogą być gwałtowne. Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest wieloletnie pobudzanie gospodarki amerykańskiej wzrostem pieniądza i niskimi stopami procentowymi. Stworzyło to dodatkowy popyt na rynku aktywów, co podniosło ich ceny. Wzrost cen aktywów doprowadził do wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych powyżej dochodów osobistych netto (zerowe oszczędności). Wzrost cen aktywów finansowych zwiększył wartość zabezpieczenia hipotecznego w instytucjach finansowych, nastąpiło działanie tzw. efektu bogactwa, a to zwiększyło możliwości zaciągania kredytów.
Obecnie nakłada się więc nierównowaga płatnicza świata, narastanie czynników grożące załamaniem się dolara i duże prawdopodobieństwo pęknięcia spekulacyjnego "bąbla" w zakresie aktywów finansowych. Wszystko to grozi wstrząsem, a co najmniej recesyjną korektą. W ostatnich miesiącach nie tylko Alan Greenspen, ale nawet szef Fed Ben Bernanke mówi o recesyjnej korekcie, a najsłynniejszy z globalnych inwestorów George Soros twierdzi, że korekta będzie głębsza niż się prognozuje. Przebywający w listopadzie 2007 r. w Warszawie znany politolog amerykański Francis Fukuyama na pytanie - co jest obecnie największym zagrożeniem na świecie odpowiedział, że wbrew powszechnych opinii, nie jest nim terroryzm, nie jest nim Iran, ale problemy gospodarcze.
Powyższe uwagi, były niezbędne by uznać, że żaden rząd, nie może w swym prognozowaniu gospodarczym pomijać ryzyka wynikającego z obecnej sytuacji finansów światowych. Wymogiem staje się, wykorzystanie wszystkich możliwych przedsięwzięć, które mogą łagodzić skutki zewnętrznych wstrząsów. Dotyczy to w szczególności krajów zadłużonych, których wrażliwość na skutki wstrząsów jest nieporównanie większa. Do takich krajów zalicza się Polska, której zadłużenie zagraniczne przekracza 150 mld USD. W końcu II kwartału 2006 r. zadłużenie to wynosiło 115,9 mld EUR (147,3 mld USD) podczas gdy na koniec 2000 r. wynosiło ono 65,1 mld EUR (65,4 mld USD)
Niektórzy analitycy uważają, że deficyt na rachunku bieżącym, który w dużym stopniu wyraża jaka część popytu krajowego jest zaspokajana przez podmioty zewnętrzne może już w przysz?ym roku sięgnąć 8 proc PKB
Problemem, który wymaga poważnej reorientacji myślenia, jest w Polsce problem integracji europejskiej. Dominuje tradycyjne spojrzenie na integrację europejską bez kontekstu globalizacji. Wiele jest argumentów przemawiających za tezą, że najważniejszą wspó?cześnie przesłanką integracji jest postępujący proces globalizacji. Bardzo trudno przebija się w myśleniu taka ocena procesu integracji europejskiej, z której wynika, że jest to obecnie unikatowy w skali świata eksperyment dostosowywania do gospodarki globalnej. Tak jak po II rewolucji przemysłowej na przełomie XIX i XX wieku świat uczył się jak sprawnie funkcjonować przy przejściu z gospodarki lokalnej do gospodarki narodowej, tak obecnie w wyniku III rewolucji przemysłowej świat uczy się jak funkcjonować przy przechodzeniu z gospodarki narodowej do gospodarki globalnej. Kiedy świat przechodził do gospodarki narodowej, było łatwiej, bo istniały rządy narodowe gotowe na naukę. Ale i tak była to trudna nauka, bo trzeba było doprowadzić do Wielkiego Kryzysu by zrozumieć jakie funkcje musi przejąć państwo w gospodarce. Obecnie nie ma rządu globalnego nie ma podmiotu globalnej koordynacji i podmiotu dbającego o racjonalność globalną. Stąd waga takiego eksperymentu jak integracja europejska, który jest wyrazem poszukiwania dróg do myślenia w imię większej zbiorowości i dłuższej perspektywy.
Uważam, że obecnie ciężką chorobą świata jest populizm globalizacyjny. Na chorobę populizmu globalizacyjnego cierpią politycy, ekonomiści i rządy. Choroba ta zainfekowała dużą część nie tylko społeczeństwa ale i elit światowych. Populizm jest synonimem krótkowzroczności, a więc stawianie na efekt doraźny zamykając oczy na długofalowe skutki. Populizm globalizacji w myśleniu i działaniu to właśnie dostrzeganie jedynie doraźnych wymogów i doraźnych korzyści. Ulega się wymogom globalnego rynku, ale rynku któremu nikt nie narzuca warunków brzegowych jakie były narzucane rynkom krajowym. Jest to uleganie żywiołowości i chaosowi jaki wynika z gry rynkowej, w której nie ma reguł i nie ma arbitra. Obecna nierównowaga finansowa i płatnicza świata jest jednym z pierwszych bolesnych tego skutków. Populizm globalizacyjny to podporządkowanie się wymogom wynikającym z konkurencji o kapitał poprzez poświęcanie interesu, pracobiorców, środowiska naturalnego, zadań długookresowych. Jest to populizm gdyż zamyka się oczy na długofalowe negatywne tego skutki nie tylko dla całej zbiorowości, ale i samego kapitału.
Unia Europejska jest tego typu podmiotem, w którym przebija się myśl, że w grupie wielu państw łatwiej nam będzie przeciwstawić się mechanizmowi poświęcania interesu pracobiorców, środowiska naturalnego, nauki, długoletniego kształcenia i całej kultury człowieka. Groźba populizmu globalizacji i jego zrozumienia polega na wyraźnym rozgraniczeniu racjonalności na doraźną jednostkową i zbiorową oraz długofalową. Pewne zachowania w zakresie dostosowania się do globalizacji są racjonalne, chociaż cały proces globalizacji i dostosowań do niej w szerszej perspektywie możemy uznać za irracjonalny.
Nie widzi się, że uruchomiona między państwami konkurencja o kapitał poprzez obniżanie podatków, wydatków socjalnych i ograniczenie regulacji może dawać doraźne efekty tylko dopóty, dopóki między krajami istnieją różnice w tej sferze. Docelowo, gdy w powszechnej konkurencji już wszyscy maksymalnie obniżą obciążenia finansujące potrzeby społeczne, edukacyjne itp., nikt już nie będzie czerpał z tego korzyści. A skutki dla społeczeństwa będą opłakane.
Ważne jest również to, że dostosowywać się do globalizacji musi każdy podmiot, każdy kraj osobno, ale zmieniać procesy globalizacji, a więc dokonywać korekty, mogą jedynie wszystkie kraje razem, a przynajmniej ich większość. UE jest przykładem takiej próby, przeciwstawienia się w grupie ważnych państw, państw liczących się w skali świata, procesom wykorzystywania przez kapitał w procesie globalizacji osłabienie siły i możliwości wypełniania pewnych funkcji przez pojedyncze państwa. UE w swych zamiarach chce wyraźnie określić granice dla poświęcania interesu pracobiorców, środowiska naturalnego, interesu zbiorowego i długofalowego. Jednym z wyrazów tego typu dążeń jest Karta Praw. Dostosowując się do funkcjonowania UE, wysoce nie wystarczy skupianie się jedynie na własnym doraźnym interesie, bez uwzględnienia wagi przedsięwzięcia o wadze światowej w jakim bierze się udział. Bez aktywnego włączenia się do tego wielkiego przedsięwzięcia i jedynie klientowskie, petentowskie podejście nie licuje krajowi 37 milionowemu z bogatą tradycją wolnościową i nie może mu to przynieść poważania i sympatii.
W interesie całej Unii i Polski leży umacnianie instytucji wspólnotowych takich jak Parlament Europejski i Komisja Europejska. Taki kierunek zakłada koncepcja zwiększenia roli wspólnej polityki, a więc zwiększenie koordynacji wielu obszarów polityki gospodarczej i społecznej. Taka polityka zawiera bowiem odpowiednio duży zakres solidarności społecznej w ramach Unii, a więc zawiera odpowiednio duży zakres wsparcia dla regionów uboższych. Wzmacniając więc UE jako ugrupowanie zwiększyć możemy bezpośrednie efekty ekonomiczne dla Polski, a zarazem efekty pośrednie jakie mogą wynikać z bardziej skutecznego oddziaływania UE na racjonalizację procesów globalizacji. Natomiast alternatywna koncepcja jest niekorzystna z różnych względów. Taka koncepcja cechuje się osłabieniem instytucji o charakterze federalnym i w konsekwencji prowadzi do cofnięcia ugrupowania do unii celnej i wspólnego rynku. Ogranicza się wtedy koordynację społeczno-gospodarczą i wsparcie dla krajów biedniejszych mimo że potrzeba taka w warunkach globalizacji wzrasta. Wtedy zwiększyć można liczbę przystępujących krajów, ale zmniejsza się siła i rola ugrupowania. Tylko oderwanie w myśleniu od uwarunkowań jakie niesie globalizacja i współczesny świat, może tłumaczyć preferencje dla alternatywnej koncepcji.
Będąc członkiem UE, mamy wielką szansę, by w stosunkach ze światem, wykorzystać możliwość realizacji wielu ważnych i trudnych celów wspólnie i poprzez Unię. Najtrudniejsze problemy gospodarcze i polityczne w stosunkach z innymi krajami mogą być rozwiązywane w ramach Unii. Do takich problemów należą problemy energetyczne, które będą nabierały znaczenia. Należy spodziewać się narastania kryzysu surowcowego, co wynika z dynamiki rozwoju surowcochłonnych i energochłonnych gospodarek nowoprzemysłowych w Azji. To powodować będzie wzrost ekonomicznej i politycznej pozycji Rosji. W tej sytuacji Polska musi szukać wsparcia w Unii, wzmacnianego przez sojusz z Ameryką, ale pamiętać musimy, że dla Ameryki Polska jest tym cenniejszym sojusznikiem, im silniejsza jest jej pozycja w Unii. Narastający problem energetyczny i wzrost cen nośników energii, a przede wszystkim perspektywa wykorzystywania ropy i gazu jako instrumentu szantażu politycznego skłaniać powinna do potraktowania polskich ogromnych zasobów węgla jako ważnego źródła energii poprzez rozwinięcie i wykorzystanie nowoczesnych technologii jego gazowania. Zasoby węgla kamiennego w Polsce to 16 mld ton a brunatnego 14 mld ton. Polska uwzględniając istniejące uwarunkowania ekonomiczne i polityczne mogłaby zainteresować Unię do wspólnego finansowania badań i wdrożeń w tej dziedzinie oraz wykorzystania polskich zasobów węgla tak dla produkcji gazu jak i benzyny z węgla dla potrzeb unijnego rynku. Obecny poziom cen czyni to przedsięwzięcie w pełni opłacalne zwłaszcza gdyby skala jego wykorzystania była odpowiednio duża.
Do głównych społecznych strukturalnych wyzwań Polski należy nałożenie się na siebie trzech niekorzystnych czynników. Bezrobocia, bardzo niskiego poziomu aktywności zawodowej i emigracja młodej najlepiej wykształconej i najbardziej dynamicznej części populacji. Dalsze utrzymywanie się powyższego procesu miałoby bardzo niekorzystny wpływ na możliwości długofalowego rozwoju kraju i bardzo bolesne skutki socjalne. Obecnie Polska posiada najniższy w UE i OECD wskaźnik zatrudnienia, który wynosi 52 proc. A więc wśród Polaków w wieku produkcyjnym tylko co drugi pracuje. A wśród pracujących duża część nie płaci składek emerytalnych. Od lat w Polsce jest coraz więcej emerytów, a pracujących relatywnie coraz mniej. Rodzi to swoistą kwadraturę koła, gdyż z jednej strony powoduje konieczność obciążania kosztów pracy wysokimi składkami ubezpieczeniowymi i zdrowotnymi, a wtedy spadają bodźce dla wzrostu zatrudnienia, a rosną motywacje do fikcyjnego zaniżania płac i rozwijania szarej strefy. Z jednej strony utrudnia to rozwój i zatrudnienie, z drugiej pogarsza perspektywę zabezpieczeń socjalnych dla ludzi wchodzących w wiek emerytalny. W 2005 r. ponad milion osób (1053 tys. korzystało z wcześniejszych emerytur, a średni wiek przejścia na emeryturę wyniósł 57,7 lat
Z powyższych uwag wynika bardzo jednoznaczny wniosek. W obecnym czasie niezwykle ważne jest uruchomienie wszystkich sił prowzrostowych nie tylko ze względu na krótki czas. Krótki czas to przeciwdziałanie negatywnym skutkom wygasającej koniunktury by nie dopuścić do twardego lądowania w latach 2009 - 2010, podobnego do tego jakie miało miejsce w 2000 r. Wyzwolenie maksymalnych działań prowzrostowych musi bowiem uwzględniać równie ważne cele długofalowe, a więc poprzez szybkie odrabianie dystansu do najbardziej rozwiniętych krajów UE, ochronić kraj przed groźbą postępującego drenażu najbardziej wykwalifikowanych i najbardziej kreatywnych ludzi. Polska musi wykorzystać najbliższe lata, bo jest to unikatowy dla doganiania okres, w którym różnice rozwojowe, fundusze unijne, niższe koszty pracy, przenoszenie doświadczeń organizacyjnych i biznesowych sprzyjają uruchomieniu rezerw rozwojowych. Przez najbliższe lata będziemy jeszcze mogli korzystać z renty opóźnienia i drogi na skróty. Napływ kapitałów z postępem technicznym i umiejętnościami związanymi z tym kapitałem, to wyraz takiej drogi na skróty. W miarę upływu czasu efekt przynależności do UE będzie stopniowo wygasał. Spadać bęzie atrakcyjność kosztowa i zmniejszać się będą szanse dla nadzwyczajnych okazji biznesowych w naszym kraju. Atrakcyjność Polski spadać będzie, tym bardziej gdy na czas nie wyhamujemy odpływu z kraju wykwalifikowanych pracowników.
Do bardzo pilnych zadań należy opracowanie polityki emigracyjnej i imigracyjnej. Mimo bezrobocia i niskiej aktywności ludzi w wieku produkcyjnym, nie można eliminować wsparcia rynku pracy przez pracowników cudzoziemskich. Aby w pełni zrealizować olbrzymie zadania inwestycyjne w zakresie infrastruktury i stadionów na Euro 2012 nie powinniśmy zrezygnować z możliwości wykorzystania relatywnie taniej chińskiej siły roboczej. Chińscy kulisi już w dziewiętnastym wieku zbudowali kolej transamerykańską. Obecnie w Chinach po zrealizowaniu dużych zadań infrastrukturalnych (Chiny w latach 1992-2002 zbudowały 40 tys. km autostrad) i budowy stadionów olimpijskich jest duży niewykształcony w pełni potencjał. Poszukiwanie w Chinach firm budowlanych i drogowych oraz stworzenie możliwości udzielenia rocznych wiz z możliwością pracy byłoby rozwiązaniem celowym. Ułatwiłoby to nie tylko realizację napiętych zadań, ale mogłoby również ograniczyć nieco zbyt silną ostatnio presję płacową i kosztową w Polsce.
Pogarszanie się struktury demograficznej i niski współczynnik zatrudnienia wymaga podjęcia kompleksowych działań służących wzrostowi aktywności zawodowej. Chodzi nie tylko o wzrost zatrudnienia, ale długofalowe działania służące wzrostowi wśród zatrudnionych udziału ludzi o wysokich kwalifikacjach, wydajności i dochodach z pracy. Równowaga społeczna w perspektywie może być zachowana jedynie wtedy, gdy szybkiemu wzrostowi udziału ludzi w wieku poprodukcyjnym i gwałtownie rosnących kosztów ochrony zdrowia odpowiadającego nowoczesnym standardom, towarzyszyć będzie wzrost poziomu jakości i wydajności ludzi pracujących. Strategicznym zadaniem jest więc stworzenie w Polsce warunków dla takiej pracy. Ważne będą bodźce dla powrotu Polaków do kraju. Wracający i podejmujący działalność gospodarczą na własny rachunek powinni być zwolnieni z podatku na okres równy ilości lat na emigracji, maksymalnie na czas 5-ciu lat. Lepszym wariantem od obniżki obciążeń emerytalnych pracodawców o 4 punkty procentowe (planowane od 2008 r.) byłoby podniesienie kwoty wolnej od podatku dla pracowników nisko kwalifikowanych. Zwiększyłoby to bodźce do podejmowania pracy z czym pracodawcy mają obecnie coraz większe trudności. Skorzystaliby jednocześnie pracownicy (wyższe realne płace) i pracodawcy, bo łatwiej byłoby im zatrudniać i nie ponosiliby kosztów podwyżki płac.
Aby stworzyć w obecnym świecie strategię długofalowego wzrostu, z jednej strony trzeba zwiększać konkurencyjność w dziedzinach gdzie będzie można utrzymać długookresowe przewagi i stworzyć w kraju sprzyjające warunki dla lokowania kapitału w dziedzinach nowoczesnych z jego nastawieniem na eksport na rynek globalny. Obecnie jesteśmy w fazie wygasającej koniunktury, a zarazem bez silnych podstaw dla długofalowego wzrostu. Jednocześnie jesteśmy krajem zadłużonym, u którego w warunkach wzrostu globalnego ryzyka załamania amerykańskiej i światowej koniunktury, rośnie groźba kryzysu kursowego i finansowego. O tym, że jesteśmy w schyłkowej fazie wysokiej koniunktury świadczy to, że w ostatnim okresie popyt w kraju rośnie dwukrotnie szybciej niż PKB. Płace rosną w tempie ponad 10% i podnosi się stopa inflacji i stopa procentowa.
Aprecjacja, a więc wzrost kursu złotego do innych walut wciąż pogarsza konkurencyjność cenową polskich towarów i usług. W poprzednich latach to nie było niebezpieczne, bo spadek cenowej konkurencyjności szedł w parze ze wzrostem konkurencyjności kosztowej. Wydajność pracy rosła dużo szybciej niż płace. Obecnie presja płacowa likwiduje poprzedni amortyzator dla aprecjacji, czyli spadku opłacalności cenowej. Polskiej gospodarce grozi niebezpieczeństwo nałożenia się spadku konkurencyjności cenowej na spadek konkurencyjności kosztowej. W trudnej sytuacji znalazł się podstawowy rdzeń polskiej gospodarki jakim są eksporterzy. Z jednej strony są pod presją wzrostu płac i kosztów, a z drugiej utrzymującej się aprecjacji. Wystarczy powiedzieć, że eksporter za 1000 euro sprzedaży w 2004 r. otrzymywał przy tamtym kursie 4800 zł, a obecnie otrzymuje 3600 zł. Utrzymywanie się powyższych tendencji grozi załamaniem wzrostu i szybkim pogorszeniem bilansu obrotów bieżących z groźnym skutkiem dla ryzyka kursowego z głębokim kryzysem finansów włącznie.
Sytuacja powyższa zwiększa rolę dyscypliny finansowej i uruchomienia aktywnych działań propodażowych. Strukturalnym problemem gospodarki staje się rozwiązanie dylematu. Jak przy niskiej stopie oszczędności krajowych, zapewnić dopływ kapitału zewnętrznego i nie dopuścić do dalszego wzrostu aprecjacji. Wzrost dopływu kapitału zwiększa popyt na złotego i prowadzi do aprecjacji. Aprecjacja pogarsza konkurencyjność cenową i zwiększa ryzyko kursowe. Ryzyko kursowe grozi kryzysem finansowym i gospodarczym.
W tej sytuacji rynkowego kursu walut, a taki jest w Polsce, im większe dodatnie saldo w bilansie kapitałowym, tym większe ujemne saldo w bilansie obrotów bieżących (Saldo handlu zagranicznego towarami i usługami, saldo bieżącej obsługi płatności i transferów finansowych). W tym zakresie mamy do czynienia z przejrzystym systemem naczyń połączonych. Rynkowy kurs walut, to jednocześnie zawsze zrównoważony bilans płatniczy. Czynnikiem zmiennym jest różny zakres zmian kursu waluty krajowej. Wsparcie finansowania ze źródeł zewnętrznych to nadwyżka obrotów kapitałowych oraz taka presja na kurs walut, aby uzyskać adekwatny deficyt obrotów bieżących. Im większe finansowanie zewnętrzne i dopływ kapitału, tym większa nadwyżka na rachunku kapitałowym i większa presja aprecjacyjna na złotego, a więc zgoda na pogarszanie konkurencyjności cenowej polskich produktów i usług. To więc wielkie koszty jakie gospodarka ponosi za dopływ kapitału. Przy rynkowym kursie złotego rozwiązanie powyższego dylematu między potrzebą dopływu kapitału, a niekorzystną aprecjacją złotego dla konkurencyjności rozwiązać można przez wejście do strefy euro. Tylko wtedy będziemy mogli liczyć na wzrost krajowych i zewnętrznych inwestycji bez pogorszenia cenowej konkurencyjności polskiej gospodarki. Najważniejszą jednak przesłanką szybkiego obecnie wejścia do strefy euro jest nie tyle spadek marż przeliczeniowych i nie tyle ułatwienie dostępu do taniego i obfitego finansowania z rynku unijnego. Najważniejszym obecnie argumentem jest dążenie do zasadniczego ograniczenia ryzyka kursowego, które obecnie w sytuacji narastania nierównowagi finansowej i płatniczej na świecie, szybko rośnie. ?aden polityk tego zagrożenia nie może lekceważyć. W Polsce kończą się warunki, które de facto wypełniają wymogi konwergencji, dlatego należałoby wykorzystać atut jaki w pierwszych miesiącach ma nowy Rząd, by poprzez uruchomienie wszystkich możliwych działań dyplomatycznych umożliwić wprowadzenie Polski do dwuletniego systemu ERM II
Głównym argumentem jaki wysuwa się przeciw wejściu jest zbyt obecnie wysoki kurs złotego. To prawda jest on wysoki i wyższy niż rok czy dwa lata temu. Ale prawdą jest, że przy istniejącym systemie kursu za rok i dwa będzie jeszcze wyższy, chyba, że poprzez kryzys kursowy całkiem się załamie nie tylko złoty ale cała gospodarka. Opóźnienie miałoby sens tylko wtedy, gdyby były zdolności do utrzymania niskiego kursu złotego, by w ten sposób wspierać gospodarkę jak to czynią Chiny i niektóre kraje azjatyckie. Gdy tego nie ma skazani jesteśmy na ciągłą aprecjację. Opóźniając wejście do strefy euro, tylko tracimy. Im później wejdziemy, przy tendencji do aprecjacji złotego, to wejdziemy z gorszą strukturą cen w stosunku do cen Unii, a więc z gorszym poziomem konkurencyjności naszej gospodarki. Wejście szybkie to wejście z lepszym stanem konkurencyjności, to pełniejszy dostęp do oszczędności Unii, to korzystanie z niskiego stabilnego oprocentowania. W rzeczywistości wejście do Unii to najłatwiejszy sposób utrzymania wielu transferów socjalnych. Można bowiem wtedy w większym stopniu opierać rozwój na oszczędnościach bogatych krajów Unii, a nie być zmuszonym do rozwiązania alternatywnego jakim jest opieranie rozwoju na własnych oszczędnościach krajowych. Krajowe oszczędności można zwiększyć głównie przez ostre cięcie transferów socjalnych. Wejście szybkie do Unii, to więc najtańszy społecznie wariant strategii wysokiego wzrostu przy zasadniczym ograniczeniu ryzyka kursowego, który współcześnie nabiera coraz większego znaczenia. Odsunięcie wejścia to narażanie kraju utratą w istocie unikatowych, spełnianych jeszcze warunków wejścia do ERM II. To groźba wpadnięcia w sytuację chronicznego niespełnienia tych warunków i narażanie kraju na ryzyko kryzysu finansowego i gospodarczego.
We współczesnym świecie, w czasie nieregularnych, nieewolucyjnych i zaskakujących zmian Polacy mają przewagę mentalną i przedsiębiorczą. Obecny świat wymusza elastyczność, zmysł improwizacji, zdolność niekonwencjonalnych dostosowań. Polacy to indywidualiści, "kombinatorzy", a w dodatku biedni i głodni sukcesu. Jak są głodni sukcesu, świadczy skok w kształceniu na szczeblu szkół wyższych, z jednego z ostatnich do czołowego miejsca w Europie. W stosunku do Europy Zachodniej mamy przewagę zachowań, bo tamci bogaci ludzie przestrzegają ściśle granic swej specjalności, mentalność. Korporacyjna jest tam zaprzeczeniem elastyczności, gdyż opiera się sztywno na doświadczeniach ze świata, który odchodzi.
Stąd waga likwidacji barier utrudniających wyzwolenie przedsiębiorczości. By wyzyskać indywidualizm, przedsiębiorczość i parcie do sukcesu naszego młodego pokolenia, ważnym wsparciem może być szeroko rozumiana pomoc w poznaniu rynku unijnego. Aby działać na tym rynku, by wyzyskać jego nisze, trzeba wpierw rynek poznać. Wiedza o rynku to szansa na wyzyskanie jego możliwości. U nas dominują małe i średnie przedsiębiorstwa, które mają ograniczone możliwości w samodzielnym badaniu rynku. Państwo powinno pomóc w tworzeniu instytucjonalnych form do takich badań i zapewnić tanie udostępnienie przedsiębiorcom ich efektów. Nakłady na tego rodzaju działania szybko zwrócą się z wielką nawiązką.