2012 Lutego 4
Realia Strona glowna
Sierpień NR 4 (25) 2011
Cien
Od redakcji

Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś

Od redakcji Sierpień NR 4 (25) 2011

Wywiad z dr Markiem Sawickim– ministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Polskie rolnictwo ma zarówno wady, jak i zalety. Wśród wad wymienić należy: niemal 35% nieurodzajnych gleb lekkich, niesprzyjający dłuższemu okresowi wegetacji klimat i rozdrobnienie gospodarstw (średnia w Polsce – 8 ha, w UE – 17 ha). W polskim rolnictwie zatrudnionych jest pięć razy więcej osób niż w Unii Europejskiej, ponad 80% gospodarstw rolnych w Polsce produkuje tylko na własne potrzeby, a tylko 20% sprzedaje swoje produkty na rynku. Poza tym, mieszkańcy polskiej wsi niechętnie się przekwalifikowują. A zalety? Ogromny obszar ziemi rolnej (18 mln ha – więcej w UE ma tylko Francja i Hiszpania), słabe uprzemysłowienie w stosunku do innych krajów Unii sprawia, że mamy ziemie czyste ekologicznie. Możemy rozwijać agroturystykę i produkować zdrową żywność. Na polskiej wsi mieszka stosunkowo dużo młodych ludzi.

Jakie jest dziś (po czterech latach naszego członkostwa w UE ) polskie rolnictwo? Czy uległa poprawie sytuacja ludzi żyjących na wsi? Zmiany zapoczątkowane zostały dużo wcześniej. Faktem jest, że najbardziej dynamicznie następowały one w okresie przedakcesyjnym. W tym czasie szczególnie zmieniła się pozycja firm przetwórstwa mięsa i mleka. Dziś są to jedne z najnowocześniejszych zakładów w Europie. Konsekwencją były też zmiany następujące w gospodarstwach rolnych. W bardzo krótkim czasie poprawiła się jakość mleka i nastąpiła specjalizacja gospodarstw. Musimy pamiętać też o tym, że choć polscy rolnicy otrzymują płatności bezpośrednie, to są one na niższym poziomie niż w krajach „starej” Unii Europejskiej, a ceny środków do wszystprodukcji są takie same. Gdyby teraz zadać pytanie rolnikom, czy chcą wyjść z Unii to bardzo niewielu odpowiedziałoby twierdząco! Polskie rolnictwo jest objęte Wspólną Polityką Rolną UE.

Polscy rolnicy otrzymują niższe dopłaty niż ich koledzy na Zachodzie. Za kilka lat dopłaty w UE mogą być zlikwidowane. Czy wtedy polski rolnik będzie w stanie konkurować z bogatszym rolnikiem z Francji czy Niemiec?

Polityka całej Unii ewoluuje, zmienia się też polityka rolna. Prawie połowa unijnego budżetu przeznaczona jest na rolnictwo. Pojawiają się oczywiście głosy o likwidacji dopłat, ale rolnictwo dotowane jest nie tylko w Unii Europejskiej. Od początku istnienia Wspólnoty rolnictwo było wyłączone z czystych mechanizmów rynkowych. W UE obowiązuje Wspólna Polityka Rolna, u jej podstaw legło zapewnienie stabilizacji cen żywności. Ostatnie doświadczenia związane z licznymi i coraz częstszymi klęskami żywiołowymi potwierdzają słuszność tych założeń. Raczej nie spodziewam się, aby przeważyły poglądy dotyczące zniesienia dotowania rolnictwa. Zadaniem dla nas jest natomiast doprowadzenie do jak najszybszego wyrównania wsparcia dla rolników, aby warunki konkurencji były naprawdę takie same dla wszystkich. I na tym się skupiamy. Jednocześnie jednak polscy rolnicy powinni liczyć nie tylko na dopłaty, ale także na siebie. Muszą być lepiej zorganizowani na rynku. Będą wtedy silniejsi, a w grupie zawsze więcej udaje się uzyskać. Wciąż za mało jest wśród rolników grup producenckich czy organizacji spółdzielczych. Oto prosty przykład. Rolnicy kupują pasze po cenach wolnorynkowych, jeśli ich ceny rosną, to rolnik płaci więcej. Tym samym jego koszty produkcji rosną, a cena zbytu np. wieprzowiny nie zmienia się lub nawet spada (gdyż dyktowana jest przez pośredników i rolnik nie ma na to wpływu). Dochodzi do powstawania „świńskich górek”, żywiec tanieje, rolnik na tym traci, a konsument nadal płaci wysoką cenę kupując w sklepie szynkę, kiełbasę czy kaszankę. Gdyby rolnicy potrafili się zorganizować czerpaliby także zyski z ogniw pośrednich, a nie tylko z produkcji surowca. Jawi się tu potrzeba wprowadzania mechanizmów spółdzielczych, ale oczywiście na wzór np. duński, a nie przywracania spółdzielni rodem z czasów słusznie minionych.

W jaki sposób zachęcić młodych ludzi na wsi, żeby pracowali na roli, a może należy ich do tego zniechęcać, bo przecież w rolnictwie i tak zbyt dużo ludzi pracuje, biorąc pod uwagę średnią unijną?

W Polsce mamy 2,57 mln gospodarstw rolnych wg danych GUS. W tej liczbie znajduje się 1 mln 808 tys. gospodarstw o powierzchni powyżej 1 ha, a niewiele ponad 1,5 mln to zarejestrowani w AR iMR producenci rolni. Jeśli chodzi o młodych na wsi, to w gospodarstwach powyżej 15 ha młodzi rolnicy stanowią 43% wszystkich, a właścicielami jednej trzeciej gospodarstw są osoby mające poniżej 40 lat. Młodzież szybciej dostosowuje się do nowych warunków i uzupełnia braki w wykształceniu. Polska wieś zmienia się na lepsze. Dla młodych rolników, którzy dopiero teraz rozpoczynają swoją działalność przygotowaliśmy pomoc finansową. W ramach programu „Młody Rolnik” każdy, kto spełnia określone warunki, otrzyma 50-tysięczną premię. Wnioski w tej sprawie Agencja Restrukturyzacji już przyjmuje. I proszę mi wierzyć, że uruchomienie tego programu – ze względu na poważne błędy popełnione w latach ubiegłych – wcale nie było takie proste. Dochody polskich rolników z działalności rolniczej wzrosły w 2007 roku o 13,7 proc. w porównaniu z rokiem 2006 (dane unijnego urzędu statystycznego Eurostat). Od 2000 roku dochody rolników zwiększyły się ponad dwa razy. Chcę zaznaczyć, że dochody rolników są jednak nadal niższe w porównaniu z zawodami pozarolniczymi. I to dużo niższe! Nadal proponujemy rolnikom, którzy ukończyli 55 lat (i spełniają określone warunki) renty strukturalne. Poprzez kursy i szkolenia stwarzamy mieszkańcom wsi możliwości przekwalifikowania, zdobycia nowych zawodów. W ramach realizacji Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich rolnicy mogą ubiegać się o modernizację swoich gospodarstw, dostosowywać je do unijnych standardów. Ponadto bardzo duże środki finansowe kierowane są na infrastrukturę terenów wiejskich.

Jedni twierdzą, że szansą – drudzy zaś, że zagrożeniem dla polskiego rolnictwa jest żywność modyfikowana genetycznie (GMO). Czy jest Pan zwolennikiem modyfikowanej żywności produkowanej w Polsce bądź do Polski sprowadzanej?

Sprawa żywności modyfikowanej genetycznie dzieli i polityków, i naukowców, i samych rolników. Za są ci, którzy prowadzą gospodarstwa wielkotowarowe, przeciw – właściciele gospodarstw ekologicznych. Można powiedzieć, że i jedni, i drudzy mają rację. Faktem jest, że żywność modyfikowana jest tańsza, a do tej pory nie udowodniono szkodliwego jej wpływu na ludzki organizm. Nic dziwnego, że w całym świecie żywność modyfikowana genetycznie staje się coraz powszechniejsza. Tylko w 2007 roku obszar uprawy GMO wzrósł o ponad 12 mln ha i wynosi obecnie 114 mln ha. Największy przyrost miał miejsce w Indiach, Chinach, Brazylii. Najmniej tego typu upraw jest w Europie (zaledwie 100 tys. ha). Unijne prawo od 6 lat zezwala na swobodny obrót GMO we wszystkich krajach Wspólnoty. W Polsce w 2006 roku przyjęto ustawy: o nasiennictwie i ustawę o paszach. Obecnie chcemy, aby było zastosowane moratorium do 2012 roku na wprowadzenie ustawy o paszach i wynikającego z niej zakazu stosowania w paszach komponentów GMO.

Odnawialne źródła energii. Biopaliwa. Było o nich bardzo głośno kilka lat temu. Pan był gorącym zwolenni kiem produkcji biopaliw. Ludzie bali się jednak wlewać do samochodów paliwo ekologiczne. Dlaczego?

W ciągu ostatniego stulecia zużyliśmy więcej energii niż w całej historii ludzkości. Wraz z rozwojem postępu i potrzebą ludzkiej wygody z roku na rok zużycie tej energii ciągle rośnie. Warto dodać, że prawie 90% energii na świecie pochodzi z ropy naftowej, gazu ziemnego oraz węgla kamiennego i brunatnego. W efekcie dochodzi do naruszenia równowagi ekologicznej i zmian klimatycznych. Nasilają się niekorzystne zjawiska: kwaśne deszcze, anomalie pogodowe, efekt szklarniowy. Służące dziś do produkcji energii surowce kiedyś też się wyczerpią. Już w latach 70-tych ubiegłego stulecia, w czasie kryzysu energetycznego ludzkość zdała sobie sprawę, że należy poszukiwać alternatywnych źródeł energii. Dziś w Polsce zaledwie 7,5% produkowanej energii pochodzi z odnawialnych źródeł, wliczone jest w to drewno spalane w piecach. To ciągle za mało. Nadal największym problemem w produkcji biopaliw są technologie. Wymagają one ogromnych nakładów finansowych. Dlatego odnawialne źródła energii przegrywają z tradycyjnymi – takimi jak gaz, ropa, węgiel. Ale to będzie się zmieniać. Sposobem na ożywienie rynku biopaliw w Polsce byłby zwrot dla producentów przynajmniej części podatku akcyzowego. Wtedy produkcja byłaby opłacalna. Obecnie na świecie rezygnuje się z biopaliw pierwszej generacji, czyli bioetanolu i biodiesla, na korzyść biopaliw drugiej generacji. Do biopaliw drugiej generacji zalicza się bioetanole z celulozy lub drewna i paliwa powstałe z upłynniania biomasy. Pierwsze z nich są wytwarzane z odpowiednio przygotowanych odpadów drzewnych, siana, słomy. Drugie powstają w procesie zgazowania biomasy, a otrzymywany gaz jest następnie wykorzystywany jako składnik do produkcji paliwa dla silników diesla. Niezależnie od tego, która generacja będzie preferowana w Unii, u nas jest miejsce dla rozwoju obu. Przed wojną było w Polsce ponad sześć tysięcy małych elektrowni wodnych produkujących prąd na potrzeby własne gospodarstw. Dlaczego dziś mamy do tego nie wracać? Jeśli dwóm tonom słomy odpowiada wartość energetyczna jednej tony węgla, to można łatwo obliczyć, ile ton węgla możemy zaoszczędzić wykorzystując ten surowiec. W setkach polskich masarni powstają tony produktów ubocznych. Wykorzystanie ich w biogazowniach uchroni środowisko naturalne od zanieczyszczeń i pozwoli na uzyskanie biogazu. Trudnością jest tutaj nie samo przerabianie produktów ubocznych, ale ich zebranie. Na to trzeba znaleźć rozsądny sposób. Gnojowica zamiast zanieczyszczać glebę, może być wykorzystywana do produkcji metanu, a ten może przydać się w gospodarstwie do ogrzewania domu czy obory. Pod ogromnymi miejskimi składowiskami śmieci gromadzi się niebezpieczny metan (niekontrolowany grozi wybuchem). Można go stamtąd wysysać i odpowiednio spożytkować. Dobrym przykładem jest tu np. Miejskie Wysypisko w gdańskich Szadółkach. Odzyskiwany ze śmieci metan ogrzewa kilkaset domów. W Polsce są rejony, gdzie może być produkowana energia wiatrowa. Obecnie produkcja tej energii w naszym kraju, to niewiele ponad 30 MW, a w sąsiednich Niemczech przekracza 20 tysięcy MW. Mamy sporo terenów rolnych, gdzie można uprawiać rzepak, wierzbę energetyczną czy malwę pensylwańską. Jest jeszcze energia słoneczna. Doskonale wykorzystują ją np. redemptoryści w Tuchowie. Umieszczone na dachu klasztoru kolektory słoneczne zbierają energię słoneczną, a ta wykorzystywana jest do ogrzewania wody. W Zakopanem, Mszczonowie, Policach do ogrzewania mieszkań wykorzystywane są źródła geotermalne. Szacuje się, że 1/3 zasobów gorących wód w Europie znajduje się w Polsce. Już najwyższy czas, aby w sposób zdecydowany zwiększyć udział energii odnawialnej w całym bilansie energetycznym. To pozwoli zachować czyste środowisko naturalne dla przyszłych pokoleń, a także stworzy szansę na powstawanie alternatywnych źródeł dochodu dla mieszkańców wsi, którzy dzięki temu będą mogli znaleźć pracę poza rolnictwem. Do wprowadzania odnawialnych źródeł energii mobilizują nas również normy unijne. Do 2020 roku aż 20% produkowanej we Wspólnocie energii pochodzić ma ze źródeł odnawialnych. Rolnictwo ekologiczne, zdrowa żywność, agroturystyka. To dla Polski ogromna szansa. Polska ma doskonałe warunki do produkcji zdrowej żywności. Gleba nie jest tak nasiąknięta środkami chemicznymi, jak dzieje się to w wielu krajach Unii. W rolnictwie zatrudnionych jest stosunkowo dużo ludzi i nadal jest dużo małych oraz średnich gospodarstw rolnych. To sprzyja uprawom ekologicznym, gdyż jest to zajęcie pracochłonne. W ostatnich latach liczba gospodarstw ekologicznych podwoiła się. I ich liczba rośnie, chociaż droga od pomysłu do zrealizowania nie jest łatwa. Załatwianie formalności i wstępne przygotowania, jakim poddany jest rolnik decydujący się na prowadzenie gospodarstwa ekologicznego trwają kilka lat. Rolnik musi spełnić wiele warunków, by otrzymać pozwolenie na produkcję zdrowej żywności. Później musi dbać o wysoką jakość produktów. Ale to się opłaca. Dziś zdrowa żywność jest droższa, ale i społeczeństwo staje się coraz zamożniejsze. Chętnych do kupowania zdrowych pomidorów, buraków, marchewki będzie przybywać. Często w parze z produkcją zdrowej żywności idzie agroturystyka. Można więc przyjechać na wieś na wypoczynek, przy tym u tego samego rolnika zdrowo zjeść. Zresztą nasze propozycje kulinarne są niezwykle interesujące dla smakoszy na całym świecie. Obserwujemy rosnące zainteresowanie żywnością pochodzącą z tradycyjnych gospodarstw i przetwarzaną według starych, sprawdzonych receptur. Tutaj tkwi ogromna szansa polskiego rolnictwa. Jego struktura sprzyja produkowaniu tradycyjnymi metodami różnorodnych i oryginalnych produktów żywnościowych najwyższej jakości. W ciągu zaledwie czterech lat naszego członkostwa w UE blisko 500 polskich produktów trafiło na listę produktów tradycyjnych rejestrowanych w systemie krajowym. W europejskim systemie jest takich produktów zarejestrowanych ponad 700, a z polskich rarytasów regionalnych znalazł się tam – jak na razie – tylko góralski oscypek. W kolejce czekają następne.

Tyle mówimy o smacznej polskiej żywności. Dlaczego nie promujemy jej za granicą?

Zwyczajowo się mówi, że dobry towar sam się obroni, ale dziś nawet towarom najlepszym potrzebna jest promocja. Przedłożyłem do konsultacji społecznych projekt ustawy o funduszach promocji. Przyjęcie tego projektu pozwoliłoby na bardziej skuteczne docieranie do szerszych grup konsumentów. Po społecznych konsultacjach projekt skierujemy do Sejmu i mam nadzieję, że zostanie on uchwalony szybko i będzie skutecznym narzędziem promocji naszej żywności.

Ludzie w mieście narzekają, że rolnicy płacą zbyt niskie składki ubezpieczeniowe. Czy podejmie się Pan próby reformy KRUS ?

Tak, ale na początek trzeba przypomnieć, że podatek gruntowy, który płacą rolnicy wzrósł o ponad 60%, ale o tym jakoś media opinii społecznej nie przypominają. Rolnicy faktycznie płacą niższe składki, ale i świadczenia, które otrzymują są dużo niższe, niż w innych sektorach gospodarki. Zgadzam się, że system ubezpieczeń społecznych rolników trzeba zreformować, że w obecnej formie nie może on dalej funkcjonować. Uważam, że wiele zmieniło się w polskim rolnictwie w ostatnich latach. Czas, by rolnicy mieli system ubezpieczeń, który będzie bardziej adekwatny do nowych warunków, który będzie dawał rolnikom możliwości zwiększenia świadczeń. Osiągający wysokie dochody w gospodarstwie będą mieli możliwość dodatkowego ubezpieczenia, co wpłynie na wysokość przyszłej emerytury. Projekt I etapu reformy systemu będzie gotowy w połowie roku, wtedy będziemy mogli porozmawiać o szczegółach. Susze, powodzie, tak częste w ostatnich latach gradobicia, straty poniesione przez rolników nakazują, by zastanowić się nad zmianą dotychczasowego systemu tych ubezpieczeń. Dziś są one dobrowolne, a w efekcie niewielki procent rolników z nich korzysta. Problem powstaje, kiedy kataklizm zniszczy uprawy. Wtedy rolnicy szukają pomocy. Myślę, że rozwiązaniem będzie tu wprowadzenie – zgodnie z obowiązującą ustawą i prowadzonymi pracami legislacyjnymi – obowiązkowego ubezpieczenia z dopłatami państwa. Co prawda firmy ubezpieczeniowe stawiają tu dość zaporowe warunki, ale ja też jestem zdeterminowany i prowadzimy twarde negocjacje. Nie możemy ulec monopolistom na tym rynku i szukamy różnych rozwiązań. Nie wykluczam tworzenia rolniczych Towarzystw Ubezpieczeń Wzajemnych. Opowiadam się za wprowadzeniem rozwiązań ustawowych, czyli obowiązku ubezpieczania przez rolnika 50% upraw już w tym roku choć w odwodzie mamy jeszcze przepis UE, który pozwala nam na odłożenie wdrożenia tych systemów o dwa lata.

Jest kilka agencji związanych z rolnictwem: Agencja Rynku Rolnego, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Agencja Nieruchomości Rolnych. Czy nie jest to nadmiar biurokracji?

Patrząc na agencje z boku tak może się wydawać. Ale każda agencja została powołana do wypełniania określonych zadań związanych z obsługą różnych form pomocowych dla rolników i innych mieszkańców wsi. Każda z agencji ma określoną rolę do spełnienia. Największe kłopoty mamy z funkcjonowaniem AR iMR czyli największego płatnika. Kłopoty te wynikają głównie z opóźnień we wdrażaniu systemów informatycznych, jakie są niezbędne do uzyskiwania akredytacji UE, czyli mówiąc krótko do tego, aby pieniądze trafiły do rolnika. Pracujemy także nad mocnym „odchudzeniem” wniosków, które muszą wypełniać rolnicy. Będą one prostsze, no i problem ich składania już rozwiązaliśmy. Rolnik może wniosek złożyć w biurze powiatowym AR iMR, więc już nie będzie wielodniowych kolejek przed warszawską centralą agencji.

Pańskim sukcesem było doprowadzenie do pozytywnego zakończenia negocjacji z Rosjanami w sprawie eksportu polskiego mięsa na rynek rosyjski. Czy Rosja nie przysłoniła nam innych rynków zbytu?

Po dwóch latach wreszcie udało się osiągnąć porozumienie z Federacją Rosyjską. Kilka polskich firm już eksportuje mięso do Rosji. Miejmy nadzieję, że będzie ich więcej. Teraz czekamy na końcowe ustalenia (świadectwa fitosanitarne) dotyczące eksportu warzyw i owoców do Rosji. A ma to szczególne znaczenie dla Polski, bo nie mięso, ale właśnie owoce i warzywa przynosiły większe wpływy. Już od obecnego sezonu wiosenno-letniego zarówno owoce miękkie, jaki i pozostałe owoce oraz warzywa będą mogły być sprzedawane na rynkach rosyjskich bezpośrednio do konsumpcji, a nie tylko hurtowo na potrzeby przetwórstwa i przemysłu. Wymiana handlowa z Rosją będzie się stabilizować. Potrzeba czasu. Łatwo było bowiem stracić rynek rosyjski, trudniej go zdobywać ponownie. Odbudowa dawnej pozycji nie jest możliwa w ciągu paru tygodni czy miesięcy, to proces długotrwały. Chcę powiedzieć, że zabiegamy także o dostęp do innych rynków. Świeżą wieprzowinę możemy eksportować już do USA i Hong Kongu, a różne produkty mięsne do Maroka. Polską wieprzowiną zainteresowani są też Ukraińcy. Strona ukraińska poinformowała o szacunkowej wartości deficytu surowca mięsnego w wysokości 350–500 tys. ton mięsa rocznie oraz o planowanych działaniach ukierunkowanych na zwiększenie podaży mięsa z zagranicy (ustanowienie kontyngentu na bezcłowy wwóz mięsa na Ukrainę w wysokości 350 tys. ton rocznie), przy jednoczesnym obniżeniu cła na import mięsa w wysokościach przewyższających ustanowiony kontyngent. 9 kwietnia br. Ukraina zniosła zakaz importu z Polski żywego drobiu, mięsa i wyrobów drobiowych. Obowiązywał on od 24 grudnia 2007 r. w związku z odnotowanymi w Polsce przypadkami grypy ptaków. Trwają dalsze uzgodnienia dotyczące jak najszybszego zwiększenia dostaw polskiego mięsa na rynek ukraiński. Mamy możliwość wysłania 350 tys. ton mięsa jeszcze do końca tego roku. Na rynek tajski i do Bangladeszu trafia polska mączka mięsno-kostna. W stosunku do 2006 roku nastąpił dziesięciokrotny wzrost eksportu wieprzowiny do Japonii. Japonia jest bardzo wymagającym rynkiem, ale też niezwykle interesującym i opłacalnym. Rośnie więc liczba krajów i rynków, na które trafiają polskie produkty rolne. My w ministerstwie stwarzamy warunki i możliwości eksportu, ale już od operatywności i sprawności działania naszych przetwórców zależy, w jakim stopniu wykorzystają oni tę szansę. Jakie miejsce w UE zajmować będzie za kilka czy kilkanaście lat polskie rolnictwo? Jaką rolę w spełnieniu europejskich marzeń polskich rolników i polskiej wsi widzi dla siebie minister rolnictwa Marek Sawicki? Jesteśmy na etapie przeglądu Wspólnej Polityki Rolnej. Różne są oczekiwania i potrzeby poszczególnych państw. Nie mniej jednak rolnictwo i zabezpieczenie potrzeb żywnościowych całej Wspólnoty jest wyzwaniem dla wszystkich. Klęski żywiołowe, jakie zwłaszcza w ostatnich latach dotknęły szereg krajów europejskich, przypomniały jak ta dziedzina gospodarki jest uzależniona od warunków pogodowych. Życie dobitnie pokazało, że Unia Europejska jako całość musi w tej sprawie wypracować nowe rozwiązania. Wydaje się być niezbędnym stworzenie właściwego systemu funduszu klęskowego, który funkcjonowałby w takich przypadkach. Najważniejszym moim zadaniem jest aktywne uczestnictwo w przeglądzie Wspólnej Polityki Rolnej i zabezpieczenie interesów polskich rolników. Nie wszystkie proponowane zmiany byłyby korzystne. Dlatego też niezbędne jest budowanie porozumienia i kompromisów, aby ostateczne ustalenia były możliwe dla nas do zaakceptowania. Priorytetem jest z pewnością doprowadzenie do szybkiego wyrównania poziomów wsparcia w całej Unii Europejskiej. Co polskim rolnikom pozwoli na jeszcze lepsze skorzystanie z tego co daje nam członkostwo w Unii Europejskiej.

Rozmawiał Jan Grzyb

ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa, tel. 0-663 371 415, 0-693 101 300