Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
– Przeszedł Pan podobną drogę polityczną co szef Europejskiej Partii Ludowej, zaczynając od aktywności w środowisku lokalnym. Następnie odegrał Pan ważną rolę w procesie włączania Polski do Unii Europejskiej.
– Działalność polityczną rozpocząłem od funkcji wójta mojej rodzinnej gminy w 1990 r. i pełniłem ją do 25.04.1997 r., czyli do dnia, w którym byłem po raz pierwszy powołany na funkcję wicepremiera i ministra rolnictwa. To samorządowe, lokalne doświadczenie jest dla mnie do dziś bardzo ważne i cenne w budowaniu prawidłowej obywatelskiej społeczności. Do parlamentu trafi łem jesienią 1993 r. W latach 1994-95 z gronem kilkunastu młodych posłów byliśmy słuchaczami podyplomowego Studium Wspólnotowego Prawa Rolnego przy PAN. Wiedza tam zdobyta i aktywność na tym polu w parlamencie doprowadziły mnie do funkcji wicepremiera i ministra rolnictwa w 1997 r. i powtórnie w latach 2001–2003. Dla mnie, jako polityka, to długi okres, czas fi nalizacji warunków członkostwa Polski w UE i obecność w Kopenhadze daje mi wielką satysfakcję.
– W budżecie UE 45% stanowiły i stanowią wydatki na rolnictwo. To pokazuje rangę rolnictwa europejskiego. Polscy rolnicy byli jednak eurosceptykami. Jak PSL przekonywał ich do potrzeby integracji z Unią?
– W roku 2001 podejmowane były kluczowe decyzje w tej sprawie. Uwarunkowania społeczno-polityczne wówczas były niezwykle trudne. Rzeczywiście rolnicy stanowili grupę zawodową, która była przeciwna członkostwu w Unii Europejskiej. PSL, jako ugrupowanie polityczne, które korzeniami tkwi na wsi, konsekwentnie opowiadało się za członkostwem. Wielką satysfakcję stanowi zatem fakt, że rolnicy, jako grupa zawodowa najbardziej niechętna członkostwu w Unii, kilka lat po akcesji okazali się grupą najbardziej zadowoloną z naszej przynależności do Unii Europejskiej. Choć sytuacja dochodowa dziś pozostawia wiele do życzenia, to rolnicy zauważyli jednak, że mechanizmy polityki rolnej działające w Unii są lepsze od funkcjonujących w Polsce przed przystąpieniem do UE.