Niewątpliwie najgoręcej dyskutowanym tematem w ostatnich tygodniach jest stan naszego państwa. Dobrze, że ma to miejsce w okresie przedwyborczym, kiedy w sposób naturalny wzrasta zainteresowanie tematyką społeczną. Opublikowanie długo oczekiwanego raportu zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej sprawiło, że uwaga opinii publicznej skupiła się na sytuacji w armii, a zwłaszcza na 36 pułku specjalnym, odpowiedzialnym za przewóz najważniejszych osób w państwie. Osobiś
Głos w kwestii „czym jest dla mnie ruch ludowy” jest głosem w dyskusji przed kongresowej PSL, toteż ograniczam go ze zrozumiałych powodów do wymiaru politycznego. Myślę też, że tak sformułowane pytanie ma zachęcić do określenia miejsca PSL w rzeczywistości politycznej kraju. Ma pobudzić do zastanowienia się nad jego dalszą rolą i perspektywą w całokształcie problemów piętrzących się przed naszym narodem i państwem. Przyznam się szczerze, że mimo wychowania się w tradycji niezależnego ruchu ludowego zabranie głosu w tej kwestii przychodzi mi z trudem. Wszak przez lata całe ja i inne osoby podobnie ukształtowane, żyły w nadziei, że nastanie dzień, gdy cele o które walczył PSL Mikołajczyka będą realizowane – są dzisiaj szczerze wyznam, rozczarowane.
Mnie ruch ludowy kojarzy się z Polskim Stronnictwem Ludowym, Mikołajczykiem i z „Wici”. Z oczywistych powodów, wszak mój ojciec Michał Jagła był jednym z najbliższych współpracowników Prezesa PSL Stanisława Mikołajczyka i tym „Wiciarzem”, który się przeciwstawiał pacyfikacji „Wici” przez agenturalny Komitet Demokratyzacji Wici. Osobiście zaś byłem jednym z członków wznawiających 15 sierpnia 1989 r. działalność Polskiego Stronnictwa Ludowego. Na krótko w okresie Prezesury Romana Bartoszcze wszedłem w skład władz naczelnych PSL. Obecnie w życiu Stronnictwa nie uczestniczę. Wyspecjalizowałem się za to i zaangażowałem w problematykę ubezpieczeń w rolnictwie, szczególnie w ubezpieczenie społeczne rolników, czyli w KRUS.