Wyjątkowo napięta atmosfera panuje na początku 2012 roku. Zamiast optymizmu, charakterystycznego dla nowego roku, coraz więcej obaw co on przyniesie. Wydaje się, że nie chodzi tym razem tylko o problemy finansowe kilku krajów, ale o załamanie się pewnej filozofii rozwoju, którą świat kierował się po upadku systemu komunistycznego. Za mało uświadamialiśmy sobie fakt, że za ten upadek trzeba będzie zapłacić, nawet przez społeczeństwa, które żyły w warunkach woln
Czym właściwie jest gospodarka oparta na wiedzy? Jak pisze trójka autorów z Forum Strategii Lizbońskiej, jest to taka gospodarka, w której najcenniejszym zasobem jest wiedza. Nie siła mięśni, nie surowce, nie wyposażenie techniczne, a nawet nie finanse stają się tu najcenniejszym kapitałem przedsiębiorstwa, ale kwalifikacje pracowników. Nie byle jakie kwalifikacje, nie wystarczą tu już proste umiejętności, liczy się bowiem znajomość tajników danego rzemiosła, ale i innowacyjność, zdolność ciągłego uczenia się, twórcze podejście, niezbędne w czasach, w których tempo zmian przekracza wszystko, co znaliśmy z przeszłości.
Gospodarka oparta na wiedzy to nie kilka najlepszych przedsiębiorstw w kraju, do których ściąga się najlepsze umysły, ale nowe społeczeństwo, w którym najcenniejszym zasobem jest ludzki potencjał intelektualny, a naczelną troską władz jest zapewnienie, żeby każdy mieszkaniec kraju zdobył kwalifikacje pozwalające na najlepsze wykorzystanie jego możliwości.
Gdybyśmy zapytali Maxa Webera o to, gdzie zaczynała się droga do gospodarki opartej na wiedzy, odpowiedziałby zapewne, że zaczynała się od Marcina Lutra, czy raczej od Jana Kalwina. Protestantyzm bowiem po raz pierwszy nakazywał nauczanie pisania i czytania wszystkich i to zarówno chłopców, jak i dziewczynki, co pozwalało wszystkim na czytanie Pisma Świętego, ale również na czytanie innych książek, gazet i fachowych kalendarzy. Otwierając szkoły dla ludu i znosząc stany, protestantyzm otwierał drzwi do ruchliwości społecznej przez oświatę i pieniądze zdobyte własną pracą.
Kiedy Mickiewicz pisał, że chciałby, aby jego księgi trafiły pod strzechy, trafiał się w Polsce jeden czy dwóch umiejących czytać chłopów na powiat, gdy w tym samym czasie w Skandynawii nie było już praktycznie rzecz biorąc analfabetyzmu, a w Wielkiej Brytanii około 70 procent ludności wiejskiej umiało czytać i pisać.
Prawdziwego jednak początku drogi do gospodarki opartej na wiedzy szukać musimy w Lesznie i Elblągu, w pracach Comeniusa (Jana Amosa Komeńskiego) zwanego „nauczycielem narodów”. Comenius tworzył w swoich pracach podwaliny pod nowoczesną szkołę i nowoczesną pedagogikę, podkreślając, że ważne jest nie tylko samo uczenie, ale i jakość oraz skuteczność tego uczenia.
Doceniono go w Europie Zachodniej i za oceanem, ale do Polski jego myśl wróciła dopiero po stuleciach, zaś studenci korzystający dziś z europejskiego programu Comenius z reguły nie mają zielonego pojęcia o tym, że próbują dogonić czas dobrowolnie utracony, gdyż to w Lesznie, Sierakowie i Elblągu powstawały pierwsze szkoły Comeniusa, na których potem wzorowała się cała Europa (prócz nas).